Szerokim echem odbiła się tragiczna śmierć siedemnastolatka. Nie mogło być inaczej. Chłopak pojechał z rodziną na strzeżoną plażę do Borówna. Do wody wszedł razem z ojcem i nagle zaczął tonąć. Mimo że na plaży znajdowało się trzech ratowników, Michał utonął.
Magdalenie Niewęgłowskiej z bydgoskiego oddziału TVP udało się dotrzeć do ojca, który w minioną sobotę próbował syna ratować. – Złapał mnie jak boję, zaczął wypychać do góry. Puściłem go dopiero, gdy zrobiło mi się ciemno przed oczami, brakowało powietrza ? opowiadał dziennikarce Rafał Dożmalski, któremu brat pomógł wówczas wyjść z wody. Dopiero wtedy ruszyli do akcji zaalarmowani przez plażowiczów ratownicy.
Zdaniem pana Dożalskiego, zareagowali zbyt późno. – Gdyby ratownik widział, że ja się szarpię z synem, to by wiedział, że coś jest nie tak i by wskoczył do wody. ? sądzi ojciec Michała.
Obrońcy ratowników twierdzą, że zostali oni zbyt późno zaalarmowani. Ojciec Michała powinien od razu wołać o pomoc, zamiast próbować na własną rękę ratować syna.
Przeprowadzona dzisiaj sekcja zwłok wykluczyła zasłabnięcie Michała z powodu stanu serca. Policjanci z Koronowa i Prokuratura Rejonowa Bydgoszcz-Północ badają okoliczności zdarzenia. Ponieważ kąpielisko w Borównie jest strzeżone, w pierwszym rzędzie analizowane będzie postępowanie ratowników.
Na szczęście, na plaży zainstalowane są kamery i przebieg akcji ratowniczej został utrwalony na nagraniach. Rodzice Michała proszą świadków tragicznego wydarzenia o zgłaszanie się na posterunek w Koronowie.