Udział w bieżących rozgrywkach pozbawił kilka osób zdolności jasnego rozumowania. Lany poniedziałek to właściwy dzień, żeby wylać na kilka głów kubeł zimnej wody.
Zaczniemy od Jana Szopińskiego. Niedawno pierwszy raz byliśmy świadkami, jak diabeł wstąpił w wyważonego zwykle polityka lewicy. Na chwilę przeobraził się w Grzegorza Gruszkę. Z furią zareagował na prośbę prezesa spółki Ciech Nieruchomości, by rada miasta dokonała zmiany miejscowego planu zagospodarowania miejscowego. Chodziło o możliwość wykorzystania gruntów leśnych na terenie pozachemowskim na cele przemysłowe.
Jan Szopiński odpowiedział na tę prośbę sarkastycznym listem otwartym. Napisał: „Trzeba mieć wyjątkowy tupet, by mamić mirażami kolejnego tzw. „interesu”. (…) Podziwiam pana odwagę, by po skandalach liczyć na serdeczne przyjęcie przez byłych pracowników Zachemu oraz mieszkańców Bydgoszczy. Na mnie proszę nie liczyć.”
Przez moment można było odnieść wrażenie, że to list otwarty Jana Szopińskiego z 2013 roku do prezydenta Rafała Bruskiego w związku z powołaniem Konrada Mikołajskiego na stanowisko prezesa spółki komunalnej, która ma wybudować spalarnię odpadów za 520 mln zł. Ale cztery lata temu Jan Szopiński milczał!
Następnym razem, kiedy będzie chciał wystosować list otwarty, niech najpierw wyleje sobie kubeł zimnej wody na głowę, żeby nie stracić umiejętności widzenia podobieństw.
Z równym brakiem wyobraźni zachował się prezydent Rafał Bruski, który rzucił się do gardeł polityków Prawa i Sprawiedliwości. Powiedział podczas konferencji prasowej: „Jedyny sukces posła Schreibera to zebranie ok. pół miliona złotych na kampanię wyborczą, obklejenie całego miasta i województwa.” Wypada zadać panu prezydentowi pytanie, ile, jego zdaniem, wydał na kampanię wyborczą Paweł Olszewski w 2005 roku, żeby z ósmego miejsca dostać się do sejmu. Sądząc po ilości plakatów i ulotek, ze dwa razy tyle co Łukasz Schreiber. Innych sukcesów posła Olszewskiego, poza parciem na szkło, jakoś nie widać. Reasumując, zamiast wywoływać chęć do porównań, prezydent Bruski powinien ostudzić sobie głowę kubłem zimnej wody.
Zaatakowanie innego posła Prawa i Sprawiedliwości było z jego strony jeszcze bardziej nieostrożne. Zarzucił Piotrowi Królowi lobbowanie i zachęcanie do sprzedaży zanikowego domu śluzowego w Brdyujściu. Zdaniem prezydenta, ktoś mógł się świetnie na tej transakcji dorobić, bo zabytkowe obiekty sprzedaje się z 50-procentwym upustem. Nikt nie wątpi, że Rafał Bruski doskonale się orientuje, w jaki sposób deweloperzy robią świetne interesy w Bydgoszczy. Nie powinien się jednak publicznie tą wiedzą chwalić. Kubeł z zimną wodą byłby bardzo w tej sytuacji przydatny. A nawet dwa kubły.
Monika Matowska bardzo się stara, ale widać, że do polityki to ona głowy nie ma. Najlepiej radzą sobie szachiści, którzy potrafią myśleć kilka ruchów naprzód. Świeżo upieczona szefowa klubu radnych PO chyba nawet jednego ruchu naprzód nie potrafi przewidzieć, o czym zdaje się świadczyć jej list otwarty do radnego Rafała Piaseckiego. Napisała w nim: „Każde, nawet najmniejsze wątpliwości dotyczące braku poszanowania praw i godności drugiego człowieka są już wystarczającym powodem, aby zrezygnować z pełnienia funkcji publicznych.”
Brawo! Tak trzymać! Zasady na pierwszym miejscu! Trzeba ich przestrzegać bez względu na konsekwencje. Ale czy Monika Matowska zdaje sobie sprawę z konsekwencji? Czy w związku z wyznawanym zasadami zwróciła się do szefa struktur PO w Bydgoszczy, żeby zrezygnował z pełnienia funkcji publicznych? (Listu otwartego do posła Pawła Olszewskiego raczej nie napisała, bo coś o tym byśmy wiedzieli.)
Poseł Olszewski obraża ludzi. Z premedytacją. Kilka lat temu nazwał twórcę Radia Maryja „panem dyrektorem Rydzykiem”, który jeździ maybachem. Może w radnej Matowskiej stwierdzenie to nie wzbudziło „nawet najmniejszych wątpliwości dotyczących braku poszanowania praw i godności drugiego człowieka”, ale jasność w tej sprawie miała sejmowa komisja etyki i ukarała posła Olszewskiego (a wtedy większość w sejmie miała PO razem z PSL).
Henryk Wujec przeprosił Piotra Dudę za swoją wypowiedź w studio telewizyjnym. Przypisał przewodniczącemu „Solidarności” służbę w ZOMO w stanie wojennym, a Piotr Duda służył w czerwonych beretach. Paweł Olszewski nie przeprosił. Jego sprawa. Nam chodzi o radną Matowską. Czy nie miała ona w związku z tą sprawą „nawet najmniejszych wątpliwości dotyczących braku poszanowania praw i godności drugiego człowieka”? Piotr Duda oświadczył przecież: „Pomawianie mnie o służbę w ZOMO w stanie wojennym oraz zarzucanie mi pacyfikowania strajkujących jest zwykłym łajdactwem.”
Zimny prysznic należy się aktorom Teatru Polskiego, którzy kontestują wybór nowego dyrektora. Czy potrafią odpowiedzieć na pytanie, dlaczego podczas dyrektorowania Pawła Wodzińskiego wielu bydgoszczan przestało chodzić do teatru? Nowy dyrektor obiecał, że postara się, żeby aktorzy nie występowali dla pustej widowni, więc powinni się cieszyć.
Chętnie pokropilibyśmy dzisiaj też inne głowy osób znanych w Bydgoszczy osób, ale lista jest za długa, żeby ją publikować.