Zastanawiałam się ostatnio, dokąd by mnie poniosło, gdybym jakimś zrządzeniem losu miała czas na porządne, piesze odwiedzanie miejsc w Bydgoszczy, które lubię ponad wszystko. Rozluźniłam się i ruszyłam. Najpierw ? filharmonia. Jak zwykle nie zwracam uwagi na przykry zapach impregnatu gobelinów, trudno ? można się przyzwyczaić. Nie patrzę na dziurę w suficie wokół imponującego żyrandola po prawej stronie, ani na daleki od bieli kolor sufitu. Fotel jest niewygodny, ale muzyka, którą usłyszę, jest ważniejsza. Rozglądam się po widowni, by wyłuskać z tłumu znajomych. Przyglądam się nieznajomym i zastanawiam się, jak często tu przychodzą i czy na pewno przygania ich tu taka sama chęć przeżycia czegoś niezwykłego, jak mnie. Dobre wykonanie ulubionej muzyki i niezwykle uprzejmi i kompetentni pracownicy obsługi sprawiają, że pobyt w tym miejscu jest przyjemnością. Dobrze. Jakie jeszcze miejsca w Mieście lubię? Żeby pogadać z przyjaciółką i zjeść niesamowitą sałatkę pójdę do Oranżerii na Jana Kazimierza. Ale kawa z możliwością obserwowania przechodniów to już domena Rubiconu. Lubię też włóczyć się po placu Wolności i wspominać kiermasze jabłek, które kiedyś się tam odbywały ? na dużej przerwie wyskakiwało się, żeby upatrzyć sobie jakieś dorodne jabłko ? zapach był niesamowity! Kiedyś lubiłam zaglądać do swojej dawnej szkoły ? do Jedynki, ale teraz jest tam tak elegancko, że trochę mnie to odstrasza. Za to koniecznie przejdę się ulicą Konarskiego ? przez dwadzieścia lat niewiele się zmieniła. Dziwnie się czuję, kiedy kolejny raz przechodzę obok Hotelu Bohema ? kiedyś było tam mieszkanie mojej najlepszej koleżanki z podstawówki.
Bardzo lubię niewielki odcinek ulicy Śniadeckich na tyłach Hotelu Brda, ale tylko dlatego, że jako żywo przypomina krakowski Kazimierz. Chętnie przejdę mostem Jagiełły ? zbudowanie go to świetny pomysł ? przechodząc nim widzę dwa inne mosty na Brdzie i puchnę z dumy, że moje Miasto ma więcej mostów niż taka na przykład Warszawa.
Planty nad Starym Kanałem odwiedzam codziennie i zawsze jest tam inaczej ? inne ptaki, inni ludzie, coraz to nowe zniszczenia. Bardzo też lubię spacer brzegiem Młynówki, tym wąskim chodniczkiem wzdłuż brzegu. Stamtąd pójdę postać chwilę nad międzywodziem, o ile jest czynne. Pokiwam smętnie głową nad drzewami wyciętymi na Wyspie Młyńskiej.
Wyprawię się ochoczo lewym brzegiem Brdy ? można z pewnością przejść od opery do mostu Pomorskiego, czy dalej ? nie wiem.
Trafię w końcu nad Brdę ? jak nie tędy, to owędy ? na wysokości ulicy Towarowej. Dziko tam jest i ustronnie. Sprawdzę, jak bardzo zniszczał ogród założony przez mojego ojca wokół domu, w którym spędziłam dzieciństwo; sprawdzę, jak się mają dwa wiekowe dęby zasadzone na grobli między dwoma stawami.
Ale jeśli zgłodnieję, to skocze do Przepisu na Dworcową, a piwa pójdę się napić do Kraftodajni.