Spalarnia śmieci to kolejne miejsce, gdzie Toruń chce ustawiać Bydgoszcz na pozycji awanturniczego petenta.
Dostarczając mniej odpadów niż to zostało wcześniej ustalone, naraża bydgoski zakład na straty. Niewykorzystane moce przerobowe stwarzają problem nie tylko spalarni, ale pośrednio miastu. W związku z tym prezydentowi Rafałowi Bruskiemu puściły nerwy. Z satysfakcją poinformowały o tym toruńskie ?Nowości? w artykule zatytułowanym ironicznie ?Bydgoszcz grozi, że za brak śmieci zaciągnie Toruń przed sąd?.
Czy faktycznie Toruń ?gra? śmieciami? – Maksymalna wydajność Zakładu Termicznego Przekształcania Odpadów Komunalnych została zaprojektowana na unieszkodliwienie 180 tys. ton odpadów rocznie. Obecne zaawansowanie czasowe wskazuje, iż zakład zamknie rok z przerobem na poziomie ok. 150-160 tys. ton odpadów. Brakująca do pełnego obciążenia obydwu linii spalania ilość odpadów jest wynikiem zmniejszonego strumienia dostaw z gminy miasta Toruń ? informuje Piotr Kurek, rzecznik spółki miejskiej ProNatura, która zarządza spalarnią.
Niewykorzystane moce przerobowe generują zbyteczne koszty. Jak sobie ProNatura radzi w tej sytuacji? – Kondycja finansowa spółki jest stabilna, a zakładany wynik finansowy zostanie osiągnięty m.in. dzięki restrykcyjnej polityce kosztowej. W nowym planie finansowo-inwestycyjnym nie ma mowy o wsparciu z budżetu miasta – uspokaja Piotr Kurek.
Nie zamierza tak tej sprawy zostawić prezydent Rafał Bruski. ?Wzywam do podjęcia działań zapobiegających powstaniu szkody w wielkich rozmiarach, jaka może się ujawnić po stronie Miasta Bydgoszczy w sytuacji niedochowania obowiązków Gminy Miasta Toruń? ? napisał w piśmie do odpowiadającego za gospodarkę komunalną wiceprezydenta Zbigniewa Fiderewicza, który jak gdyby nigdy nic zakomunikował, iż Toruń zamiast 55 tys. odpadów dostarczy w 2016 roku 35 tys. ton, a w 2017 r. 30 tys. ton.
Powodem niedostarczania uzgodnionej ilości śmieci jest podobno ?rewolucja śmieciowa?. Ponieważ obowiązują nowe wymogi dotyczących selekcji odpadów, coraz mniejsza ich część trafia do utylizacji. Ale nawet tych resztek Toruń nam skąpi. Tamtejsze MPO ogłosiło przetarg na zagospodarowanie tzw. dziewiętnastek (chodzi o śmieci, które pozostają po segregacji na taśmach, czyli odpady o kodzie 19 12 12). Zamiast dostarczać śmieci do Bydgoszczy, władze Torunia wolą psuć krew, podpuszczać.
To zachowanie trochę przypomina Putina, który co rusz sprawdza, na ile może sobie pozwolić. Toruń niedawno sprawdzał, czy można zmienić nazwę bydgoskiego lotniska. Teraz gra na nerwach władzom Bydgoszczy, przykręcając kurek ze śmieciami.