Przestronna sala osiedlowego klubu przy Planu 6-letniego pękała w szwach. Najwięcej było mieszkańców Kapuścisk i Łęgnowa, ale dość licznie przybyli również radni miejscy i osiedlowi, działacze partyjni, przedstawiciele młodzieżówek. Był także poseł Kosma Złotowski. Atmosfera od samego początku była gęsta. Samotnie siedzący na scenie prezydent Rafał Bruski i wiceprezydent Grażyna Ciemniak, kontra falujący z oburzenia tłum. Nikogo nie interesowały argumenty, chodziło o żal i protest. Obecni na sali przedstawiciele ratusza i spółki miejskiej ProNatura nie mieli zbyt wielu okazji do merytorycznej szermierki. Na spotkaniu dominowało rozczarowanie i gniew.
- Czekaliśmy na to spotkanie trzy lata. Zebraliśmy 1300 podpisów przeciwników spalarni śmieci. Ubiegaliśmy się o spotkanie z panem, od kiedy został pan prezydentem. Nie udało się. Złożyliśmy te podpisy na ręce przewodniczącego Romana Jasiakiewicza. Mam nadzieję, że pan je dostał – tak prowadzący rozpoczął spotkanie.
Merytorycznie mieliśmy poznać dwie koncepcje – oficjalną ProNatury i forsowaną przez jej przeciwników. Alternatywną do oficjalnej propozycję przedstawił inżynier Marian Wysocki. – Zaprojektowałem kompleks ProNatura. Budując go wykwaterowano wielu mieszkańców. To wciąż dość nowoczesny kompleks, który może obsłużyć miasto Bydgoszcz. Posiada sortownię, kopiec, który odzyskuje metan i przetwarza go w prąd o wydajności 1000 KW. Jest tam mogilnik na odpady niebezpieczne o pojemności ok. 20 000 metrów sześciennych. Jest stacja kondycjonowania odcieków. Ten kompleks może funkcjonować bezterminowo. Składowisko odpadów niebezpiecznych jest wypełnione zaledwie w 20 procentach – mówił inż. Wysocki. – Nie jestem przeciwnikiem spalarni śmieci. Jest w Żółwinie miejsce na małą spalarnię o wydajności 30-40 tysięcy ton rocznie, ale nie potrzebujemy spalarni na 180 tysięcy ton. Budowa małej spalarni, kosztującej pewnie ok. 30 milionów zupełnie rozwiązałaby problem – dodał.
Oliwy do ognia dolał sam prezydent Rafał Bruski, który już w pierwszej wypowiedzi stwierdził, że się na problemie nie zna. – Ja się na tym nie znam, nie muszę się znać na wszystkim. Jeśli jednak spalarnia jest taka zła, to dlaczego w innych miastach buduje się je w centrach? W Wiedniu jest nowo wybudowana spalarnia w ścisłym centrum miasta, a Wiedeń ma tytuł “najbardziej przyjaznego miasta”. Pamiętajmy też, że Unia Europejska nie rozdaje pieniędzy, tylko wspiera projekty, które są rozwojowe. A za taki uznała bydgoski projekt spalarni – przekonywał prezydent.
- Już teraz oddychamy skażonym powietrzem. Na Kapuściskach stężenie benzenu przekracza normę 630 razy. Jeśli mowa o spalarni, to istnieją technologie nowocześniejsze niż spalanie rusztowe. Francuzi mają spalarnie w ogóle bez kominów, z filtrami wodnymi. Nie jesteśmy przeciwnikami spalarni, ale niech ona będzie mniejsza i w innej lokalizacji – przekonywał Roman Łaski, działacz osiedlowy z Kapuścisk.
Przedstawiciel spółki ProNatura, Wiesław Zawistowski, przekonywał, że spalarnia to świetny interes i nowe miejsca pracy. – Spalarnia o wydajności 180 tysięcy ton rocznie będzie kosztować 522,7 miliona złotych netto. Jej efektem będzie między innymi 65 nowych miejsc pracy – mówił. Zawistowski argumentował, że lokalizacja spalarni jest oddalona od najbliższego osiedla o trzy kilometry, a śmieci z Torunia nie będą w ogóle wjeżdżały do miasta. – Prosto z obwodnicy będą jechały do spalarni – przekonywał.
Bardzo aktywnym przeciwnikiem budowy spalarni był Grzegorz Gruszka, były poseł SLD, który zaatakował prezydenta Bruskiego. – Prezydent nie sprawdził, nie doczytał! Miał pan 700 urzędników i nie zrobił pan tego. Teraz jest już przetarg na promocję spalarni za dwa miliony złotych. Te dwa miliony przeznaczcie na biedne dzieci, a nie na głupoty! – grzmiał Gruszka. – Za spalarnię nie zapłaci prezydent, zapłacą mieszkańcy. Ważniejszy jest mecz piłkarski z radnymi. Pan jest głuchy i nie odpowiada na pytania ludzi. Zaczął Dombrowicz, umowy i przetargi przygotował Bruski, a zapłacą bydgoszczanie – mówił Grzegorz Gruszka.
Prezydent Rafał Bruski był wyraźnie zniesmaczony przebiegiem spotkania. – Tak jak przypuszczałem, to spotkanie zaczyna przypominać spotkanie polityczne. Polska jest państwem prawa. Ta inwestycja ma wszystkie wymagane prawem pozwolenia – mówił.
Dariusz Ceglarski, który przedstawił się jako aktywista Greenpeace domagał się do prezydenta przeprowadzenia referendum w sprawie spalarni. – Czy przewidział pan referendum, żeby poznać opinię mieszkańców? – pytał. Kiedy prezydent Bruski odpowiedział: – Okres dyskusji już się skończył – odpowiedziało mu buczenie i kilku uczestników spotkania wyszło z sali.