Akcja ?Stop jedynkom? rozwija się w internecie, szczególnie aktywnym nośnikiem akcji jest Facebook. Informuje o niej również Wirtualna Polska.
Pomysłodawcy i internauci twierdzą, że ?jedynki? zawdzięczają swoją uprzywilejowaną pozycję na listach wyborczych partyjnym układom, niejawnej dla wyborców grze interesów i wpływów w partii. Partyjne władze, zdaniem zwolenników akcji, manipulują wyborcami, desygnując na ?jedynki? swoich faworytów, nie oglądając się na rzeczywiste zasługi i dokonania kandydatów.
Akcja ?Stop jedynkom? nie jest skierowana przeciwko jakiejkolwiek partii. Pomysłodawcy wręcz namawiają na głosowanie na wybraną przez siebie partię, ale jednocześnie proponują ignorowanie partyjnych nominatów, zajmujących pierwsze miejsce na listach.
Andrzej Walkowiak będący ?jedynką? PJN mówi, że popiera akcję ?Stop jedynkom?.
– Jednak w przypadku PJN sytuacja jest jasna ? mówi Andrzej Walkowiak. – Czuję się naturalnym liderem partii w regionie. Tworzę tę partię. PJN jest w innej sytuacji niż SLD, Platforma, czy PiS. Walczymy o przetrwanie. Nie mamy dotacji. Listy tworzone były przede wszystkim z myślą o jak najlepszym wyniku całego ugrupowania. Jesteśmy drużyną.
Teresa Piotrowska, która jest ?dwójką? na liści PO, mówi: – Cieszą mnie takie akcje. Każdy ma prawo do takich akcji. Moje doświadczenie jest jednak takie, że kiedy byłam ?jedynką? osiągnęłam podobny wynik, jak wtedy kiedy byłam ?dwójką?. Myślę, że ludzie doceniają pracę i dokonania kandydatów, a mniej kierują się miejscem na liście.
Eugeniusz Kłopotek – niekwestionowany, jak się zdaje lider PSL – mówi, że w akcji ?Stop jedynkom? nie podoba mu się kwestionowanie ?hurtem? wszystkich ?jedynek?.
– Są na ?jedynkach” ludzie wartościowi ? mówi poseł Kłopotek. – Nie podoba mi się natomiast praktyka wrzucania na ?jedynki? z centrali ?spadochroniarzy?. Pamiętam jak protestowałem przeciwko kandydaturze Ryszarda Czarneckiego, wrzuconego tu przez PiS. Mówiłem wtedy wyborcom PiS: Głosujcie na Tomka Latosa, bo go znacie. Takie ?jedynki? z Warszawy mnie wkurzają.
Tomasz Latos znalazł się na drugim miejscu na liście PiS. W jego ocenie zdarza się, że “jedynkami” na listach nie są naturalni liderzy. – Różnie bywa z tymi jedynkami – mówi Tomasz Latos. – Musimy ludziom uświadamiać, że do parlamentu wchodzą z danej listy ci, którzy uzyskują najlepsze wyniki. I niekoniecznie muszą to być “jedynki”. O tym, czy będą to “jedynki” zdecydują wyborcy.
– Problem dotyczy wyłącznie partii, która daje dostatnie życie swoim działaczom – mówi Piotr Najzer, lider Nowej Prawicy, a jednocześnie kandydat z numerem dwa. – Partie spoza “bandy czworga” inaczej działają. My sami układaliśmy listę, sami zdecydowaliśmy, by na pierwszym miejscu był bezpartyjny Krzysztof Orszagh, z którym jest nam ideowo bardzo blisko. Jestem przekonany, że wyborcy docenią nowe twarze – dodaje Najzer.
Moim zdaniem
Akcja ?Stop jedynkom? wydaje się ciekawa i ożywcza dla demokracji. Zaletą akcji jest niewątpliwie skłanianie wyborców do staranniejszego ważenia swojego głosu i oddania go nie tylko na ulubioną partię, ale także na konkretnego kandydata.
Nie wydaje się natomiast oczywistym to, co sugerują internauci i pomysłodawcy akcji, że wszystkie ?jedynki? to miernoty zawdzięczające swoją pozycję zakulisowym gierkom partyjnym. ?Jedynki? mogą i czasem są niekwestionowanymi lokalnymi liderami swoich partii.
Chybionym natomiast wydaje się pomysł odrzucania i niegłosowania na ludzi, którzy byli już posłami i senatorami. Doświadczenie bycia parlamentarzystą wydaje się mieć pewną pozytywną wartość, jak każde ludzkie doświadczenie.