Stefan Pastuszewski nie kandydował w wyborach do sejmu. Nie wiem, czy się nie garnął, czy raczej dano mu do zrozumienia, żeby nie zgłaszał aspiracji parlamentarnych. Młodsi koledzy klubowi, którzy starali się o mandat poselski, nie mogliby pewnie spać spokojnie, gdyby ich konkurentem był Stefan Pastuszewski. On potrafi bez bilbordów i banerów zdobywać głosy.
Nie bez powodów Pastuszewski został wyeksmitowany w wyborach samorządowych z okręgu, w którym mieszka. Tam jedynkę dostał Tomasz Rega. Jestem pewien, a raczej wszyscy są pewni, że Pastuszewski by go ścignął z dowolnego miejsca na liście. I z jedynki wyszłaby popelina.
Niekandydującemu do sejmu Pastuszewskiemu pozostała racjonalizacja, a konkretnie ta jej odmiana, która nazywa się ?słodkie cytryny?. Polega ona na wmawianie sobie, że to, co przykre, jest przyjemne. Tak odebrałem zachowanie najstarszego radnego PiS-u, gdy zobaczyłem zdjęcie z kampanii wyborczej.
Co sobie Pastuszewski myślał, stojąc obok walczącego o mandat poselski Łukasza Schreibera? Mam kilka typów.
– Kandydat na posła ma licho, a poseł jeszcze gorzej. Musi stale jak spod igły wyglądać.
– Gdybym był posłem, nie miałbym czasu robić porządków na strychu i bym nie znalazł tego płaszcza, co go wujek zostawił, jak był w Bydgoszczy na moim ślubie.
– Dziennikarze TVN zawsze znajdą powód, żeby obśmiać posła PiS-u. A to, że krawat krzywo zawiązany, a to, że guzików przy płaszczu nie ma?