- Strajk został zawieszony. Kierowcy i motorniczowie, którzy dzisiaj rano spontanicznie odmówili wyjazdu na trasy, po odwołaniu Niedźwieckiego, po godz. 14 wracają do pracy – poinformował Andrzej Arndt, szef Związku Zawodowego Pracowników MZK. – To tylko połowiczny sukces, bo arogancja prezydenta była wielka. Traktuje wszystkich jak małych chłopców. O Czyrnym nie powiedział ani słowa, tylko wyszedł z sali. Czyrny go nie interesuje. Co jest tego powodem, nie wiem. Mamy nadzieję, że od razu będzie działał na funkcji dyrektora – komentuje rezultaty spotkań z prezydentem Bydgoszczy Arndt.
Andrzej Arndt zaznaczył, że strajk jest zawieszony, choć zdaje sobie sprawę, że wybuch protestu nie był zgodny z procedurami prawnymi. – Protest cała załoga podjęła spontanicznie. Mam nadzieję, że nie wsadzą do wiezienia całej załogi, bo wiem, że prezydent groził prokuratorem – dodał Arndt.
——————-
Wiele gorzkich słów pod adresem władz miasta usłyszał nasz fotoreporter na placu przed zajezdnią przy ul. Inowrocławskiej od pracowników MZK, oczekujących na rezultaty negocjacji w ratuszu.
- Powtarza się brak odpowiedzialności. Ludźmi się manipuluje – to wynika z pisma pana prezydenta skierowanego do nas. Traktuje się nas jak głupców nieodpowiedzialnych, którzy nie wiedzą, co robią – mówił jeden ze strajkujących. Inny powtarzał: – Chcemy zmienić tego prezesa spółki i powrotu Czyrnego. Chcemy normalności.
- Gdyby wczoraj kogoś przysłał lub choćby odpowiedział, to by strajku nie było. Ale nic się nie dzieje – dziwił się inny, dodając, że w dobie internetu znane są dotychczasowe dokonania prezesa Niedźwieckiego. – Nie chcemy prezesa, który zostawia za sobą bałagan w każdej firmie.
- Ja pracuję w tej firmie 30 lat, niedługo odchodzę na emeryturę, nie pamiętam, aby załoga tak poszła za prezesem. Jak mamy dobrego człowieka i wyniki spółki z roku na rok lepsze, to jaki argument ma pan prezydent? – dziwił się zmianie prezesa związkowiec.
- To jest jego dobry żołnierz, a prywatnie kolega. Nie widzę innego argumentu. Bo jak jest taki dobry powinien być dalej wiceprezydentem – to już stwierdził Rafał Piasecki.
Na placu przed zajezdnią zbierali się radni Prawa i Sprawiedliwości, którzy na godz. 12 zorganizowali w tym miejscu konferencję prasową.
- Mamy nadzieję, że nie będziemy zgadzali się na to, aby lata 80. i przykłady generała Kiszczaka powróciły dzisiaj do MZK. Nie ma na to zgody. Radni PiS na to się nie zgodzą – ostro powiedział Piasecki.
Piaseckiego wsparł jeden z protestujących. – Jak nie będzie decyzji, będziemy stali. Bo my nie mamy wyjścia. Jak puścimy teraz tę sprawę, to my zostaniemy pogrzebani. I nikt się za nami nie wstawi. Nikt.
- Prezydent został wybrany przez mieszkańców i przez mieszkańców może zostać odwołany. Apeluję do pana prezydenta o rozwagę – mocno zakomunikował zebranym Piasecki. Radny PiS tłumaczył również, że powodem konfliktu jest przygotowany budżet na 2016 rok. – Kolosalne zmiany będą w MZK. Bruski chce, by wozokilometr był tańszy o złotówkę w stosunku do ceny obecnej. To wywołuje konsekwencje – stwierdził Piasecki i dodał, że w takich warunkach zadaniem dla prezesa Niedźwieckiego może być zmiana umów o pracę na umowy śmieciowe – po to by sprostać konkurencji prywatnych firm. – Człowiek w XXI wieku nie może być traktowany przedmiotowo. To nie jest demokracja, to jest dyktatura – stwierdził Piasecki.
Do krytyki prezydenta dołączył również radny Tomasz Rega. – Wziął przykład z Tuska. Nie miał czasu, bo ciągle haratał w gałę. W sobotę czytał konstytucję, ale nie ma czasu na spotkanie z załogą MZK – dziwił się Rega.
Gdy na placu powtarzano najnowszą wiadomość o rezygnacji Niedźwieckiego, dziennikarze pospieszyli do gabinetu prezesa, gdzie Łukasz Niedźwiecki urzędował. Zdziwił się. – Ja pracuję. Przygotowuję umowę powierzenia – tłumaczył zdezorientowanym. Jak się potem wyjaśniło, dobrowolnie zrezygnował godzinę później.