Nowa Prawica zaczęła właśnie zbieranie podpisów pod referendum w sprawie likwidacji straży miejskiej w Bydgoszczy. Żeby doprowadzić do referendum, blisko 30 tysięcy bydgoszczan musi poprzeć tę inicjatywę. Niemało: dokładnie tyle samo byłoby potrzeba, żeby spróbować odwołać prezydenta lub radę miasta. Czym straż miejska tak bardzo naraziła się bydgoszczanom?

Szukając genezy tej niechęci wobec straży miejskiej warto sięgnąć po raport Najwyższej Izby Kontroli. Wynika z niego, że strażnicy najczęściej zajmują się karaniem kierowców – za przekraczanie prędkości i parkowanie w miejscach niedozwolonych. No dobrze, ale nikt nie chce, żeby kierowcy jeździli jak wariaci i parkowali, gdzie im się zachce, prawda? Prawda, tylko że nie cała. Bo wiadomo doskonale, że prędkość się mierzy nie tam, gdzie jest niebezpiecznie, a tam, gdzie najłatwiej kogoś złapać. A parkowanie w centrum Bydgoszczy niezależnie od woli kierowcy przypomina polowanie na okazję podczas sezonowych wyprzedaży.

Gorzej, że zarówno z raportu NIK, jak i z obserwacji wynika podejrzenie, że straż miejska jest traktowana zwyczajnie jako parawydział urzędu miasta do spraw egzekucji. Brakuje w budżecie? To się zarobi – takie można odnieść wrażenie. Tuż przed mistrzostwami Europy w piłce nożnej podczas jednej sesji Rady Miasta pojawiły się dwa projekty: jeden mówił o zwiększeniu środków na wynagrodzenia strażników podczas Euro o 100 tysięcy złotych. Drugi: o zwiększeniu przychodów straży z mandatów o… 100 tysięcy. Strażnicy wymyślili sobie premie, na które obiecali sami zarobić? Żaden radny o to nie zapytał.

Ściągalność mandatów wystawionych przez strażników jest żenująca. W ubiegłym roku wystawiono i skierowano do organów egzekucyjnych ponad dziewięć tysięcy tytułów wykonawczych, co spowodowało spłatę około dziesięciu procent z nich. W statystykach straży miejskiej liczy się jednak wystawienie mandatu, a nie jego egzekucja. Bydgoszczanie masowo odmawiają ich płacenia nawet kosztem kłopotów z komornikami. Część zapewne zwyczajnie nie ma z czego płacić, ale duża część w ten sposób manifestuje swój sprzeciw.

Na początku roku szef bydgoskich strażników powiedział, że “represyjność musi być. Są przepisy, które określają za co są kary, więc one muszą być”. To świetnie definiuje podejście straży miejskiej do zrozumienia własnych zadań.

Inicjatorzy referendum wyliczyli – na podstawie oficjalnych sprawozdań straży miejskiej – że 77 procent jej interwencji nie dotyczy “zagrożenia bezpieczeństwa, zdrowia, życia, własności” bydgoszczan. Strażnicy skupiają się prawie wyłącznie na karaniu kierowców, smakoszy piwa pod chmurką i palących papierosy w miejscach publicznych. Płacimy za te usługi więcej niż na wszystkie żłobki, prawie tyle co na oświetlenie miasta i dwa razy tyle co na stołówki szkolne i przedszkolne. W zamian bydgoszczanie mają zostać ukarani w tym roku mandatami w tej samej wysokości co mieszkańcy Warszawy i o 50% procent większej niż mieszkańcy Gdańska.

Rafał Bruski obiecywał miasto przyjazne mieszkańcom. Skłamał. Inaczej nie można nazwać zaplanowania podwojenia tegorocznych wpływów z mandatów wystawionych przez straż miejską w porównaniu do ubiegłego roku. Do tego o 4 miliony więcej mamy zapłacić za parkowanie w płatnej strefie, a Inspekcja Transportu Drogowego ma przynieść z mandatów trzy razy tyle do kasy miasta, co w ubiegłym roku. Bydgoszczanie chyba inaczej rozumieją przyjaźń…

Efekty widać gołym okiem. Do końca czerwca strażnicy założyli prawie tyle samo blokad i odholowali prawie tyle samo samochodów co w całym ubiegłym roku. Jak mówi się coraz głośniej, strażnicy mają zalecenie, by zwiększać liczbę odholowywanych samochodów z jednego powodu: pieniądze z blokad zwiększają przychody straży miejskiej, z odholowań płyną wprost do budżetu miasta.

Co ciekawe, w wielu miastach Polski mieszkańcy próbują zlikwidować straże miejskie. Zbiórka podpisów trwa właśnie m.in. w Poznaniu i Kielcach. Nowa Prawica proponuje, żeby połowę kosztów utrzymania straży miejskiej przekazać bydgoskiej policji, a drugą połowę przeznaczyć na spłatę długu miasta, który powoli zbliża się do progu bankructwa.