To była sensacja minionego tygodnia. ?Jesteśmy pierwszym miastem w Polsce, które zdecydowało się na takie rozwiązanie? ? nie krył podziwu jeden z bydgoskich portali. Telewizja lokalna wyemitowała materiał, którego bohaterem był ubrany ?dla bezpieczeństwa? w kask i kamizelkę odblaskową Jakub Proczek z Wydziału Utrzymania i Ewidencji ZDMiKP.
Nasze miasto zaprezentowało reszcie kraju odkrywczą metodę sprawdzania stanu ścieżek rowerowych. Jeden z pracowników Zarządu Dróg został wytypowany do objeżdżania Bydgoszczy rowerem. W ten sposób ?na własnej skórze? mógł się przekonać, która ścieżka wymaga naprawy.
Odnieść można wrażenie, że w firmie, w której pracuje, straszy ciągle duch Mirosława Kozłowicza. To jemu przychodziły do głowy różne odlotowe pomysły dla poprawienia wizerunku i pozyskania sympatii. Obecny wiceprezydent Bydgoszczy, kiedy zajmował gabinet dyrektora Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej, utworzył na przykład stanowisko ?oficera przystankowego?. Jego zadaniem było sprawdzanie, czy na przystankach są rozkłady jazdy oraz czy jest czysto, a następnie sporządzanie raportów, z tego, co zobaczył. (Kozłowicz jakby nie wiedział, że utrzymaniem infrastruktury przystankowej zajmuje się MZK.)
Pracownik sprawdzający stan ścieżek rowerowych nazwany został przez jedną z gazet ?miejskim oficerem rowerowym?. Ten oficer nie musi sporządzać raportów. Przywozi z objazdu miasta materiał filmowy. – Przejazdy przeprowadzamy z prędkością do 10 km/h, żeby nagranie było jak najbardziej wyraźne i umożliwiało wychwycenie jak najwięcej usterek ? tłumaczył Jakub Proczek dziennikarce telewizyjnej.
Jakie dostrzegł nieprawidłowości po debiutanckiej jeździe w roli ?miejskiego oficera rowerowego?? – Po pierwszym przejeździe Jakub nie zarejestrował uszkodzeń, niewłaściwego oznakowanie, które wymaga w tej chwil naszej interwencji, ale to pierwszy dzień i pozostało jeszcze do objechania ?kilka kilometrów? – relacjonuje Krzysztof Kosiedowski, rzecznik bydgoskich drogowców.
Znacznie szybszym źródłem wiadomości od sympatycznego niewątpliwie pana Jakuba byliby dla Zarządu Dróg bydgoscy rowerzyści. Po emisji materiału telewizyjnego o powstaniu Rowerowej Służby Drogowej w redakcji rozdzwonił się telefon. – Niech uprzątną piach ze ścieżek rowerowych – domagał się jeden z bydgoszczan. Inny apelował, żeby zająć się ścieżkami, które zarastają zielskiem – Nim ten w kasku i odblasku tam dojedzie ścieżka całkiem zarośnie ? pokpiwał bydgoski student, który porusza się po mieście wyłącznie na rowerze.
Zadzwoniła też mieszkanka Fordonu, które radziła zajrzeć na profil Rowerowa Bydgoszcz. – Można obejrzeć film nakręcony komórką w trakcie jazdy rowerem wzdłuż ulic Pelplińskiej i Twardzickiego. Włos się jeży na głowie. Dziury, nierówności, uskoki, brak oznakowania pionowego i poziomego ? wyliczała atrakcje, które czekają na tej ścieżce rowerzystów.
Zarząd Dróg miał znakomity pomysł marketingowy. Pytanie, co z tego będą mieli rowerzyści.