- My jesteśmy jak rodzina, wszystko o sobie wiemy ? mówią panie, które zastaliśmy w Klubie Seniora przy ul. Akademickiej 25.
Te panie to mieszkające w Fordonie emerytki, głównie wdowy. Przychodzą do klubu przede wszystkim z potrzeby pobycia w towarzystwie, porozmawiania, pozwierzania się. Dlatego nie jest tajemnicą, za czyją przyczyną pani Bernarda nosi takie nietypowe dla kobiety imię.
- W tamtych czasach narodziny dziecka zgłaszało się w kościele. Dziadek szedł przez wieś i w każdej mijanej chałupie przepijał z okazji urodzin wnuczki. Pewnie jak doszedł do kościoła był już tak pijany, że nie pamiętał, czy urodził się chłopiec, czy dziewczynka i zgłosił Bernarda ? śmieje się seniorka o tym rzadkim imieniu. – Ja miałam mieć na imię Kaliksta, bo urodziłam się 14 października – zwierza się pani Teresa. ? Na szczęście akuszerka wyperswadowała rodzicom ten zamiar ? dodaje zadowolona.
Niektóre seniorki są w klubie codziennie, inne przychodzą przeważnie dwa razy w tygodniu, by pobyć ze sobą. Piją wspólnie herbatę, dzielą się wspomnieniami, wymieniają wiadomości o swoich dzieciach, wnukach i prawnukach, jedzą obiad, umawiają się na koncerty bądź przedstawienia, wykonują ćwiczenia gimnastyczne, uczestniczą w różnych spotkaniach. Każda z nich inną drogą dowiedziała się o istnieniu Klubu Seniora przy Akademickiej.
- Usłyszałam o nim w kościele ? mówi jedna z nich. ? A ja w ?Wiatraku? – dodaje druga. Jeszcze inne dowiedziały się z ulotek o istnieniu klubu. Niektóre seniorki zostały namówione przez swoje rodziny do zainteresowania się tym miejscem.
- Przyprowadziła mnie tutaj wnuczka ?zdradza pani Donata. ? Trzy lata temu przeprowadziłam się do Bydgoszczy z Golubia-Dobrzynia i nie miałam tutaj żadnych znajomych ? dodaje. – Mnie podstępem przywiozła tutaj sąsiadka. Byłam bardzo przygnębiona po śmierci męża i chciała mnie oderwać od smutnych myśli. Powiedziała, że chce mi pokazać swoje nowe miejsce pracy, choć wcale w klubie nie pracuje ? relacjonuje pani Irena. ? Od tamtego czasu zaczęłam tu stale przychodzić. Trzeba się cieszyć każdym dniem ? stwierdza z uśmiechem.
Klub prowadzony jest przez kilka pozytywnie zakręconych kobiet (zdradziły, że najstarsza z nich ma 42 lata, a najmłodsza 30), które tworzą spółdzielnię ?Nasz Dom?. Jej prezesem jest Wioletta Plewa, spiritus movens całego przedsięwzięcia.
- Zawsze chciałam pomagać ludziom ? wyjaśnia pani prezes, zapytana, jak doszło do powstania spółdzielni. Wioletta Plewa straciła w pewnym momencie pracę i zastanawiała się, co robić. Na założenie prywatnej firmy czuła się za słaba, ale dowiedziała się o możliwościach, jakie stwarza modna od niedawna w Polsce ekonomia społeczna, i zdecydowała się na utworzenie spółdzielni socjalnej. Działa w niej wraz z trzema koleżankami ? Grażyną Oksik, Martyną Moskal i Moniką Matwiej, które całkiem niedawno w różnych okolicznościach poznała. Pomaga im pracujący w spółdzielni jako wolontariusz Artur, student administracji, syn Wioletty Plewy, na którego barkach spoczywa cała robota papierkowa.
- Najstarsza z naszych podopiecznych ma 92 lata ? informuje pani prezes. Inne panie też do najmłodszych nie należą i sporo w życiu przeżyły. ? Wojna wszystko połknęła: dom i rodziców też ? mówi pani Marianna. Pani Teresa liczy 89 lat. 35 lat temu pochowała męża. Przeżyła też śmierć dwóch swoich synów.
W Klubie Seniora pojawia się też często jeden mężczyzna. To pan Wiesław, który przychodzi tutaj ze swoją żoną Jadwigą. Oboje są niewidomi, ale docierają tutaj bez pomocy. Natomiast najstarsze osoby, albo te, którym trudno się poruszać o własnych siłach, są do klubu dowożone.
Zupełnie nieprawdopodobne wrażenie robi panująca w Klubie Seniora atmosfera. Wszyscy są tu z automatu po imieniu. Panie ściskają się i całują na pożegnanie, choć wkrótce się znowu zobaczą. ? Tęsknię za Teresą, nawet kiedy parę minut jej nie widzę ? stwierdza pani Bernarda. ? Nie dziwię się ? dopowiada Wioletta Plewa. ? Pani Teresa jest zupełnie wyjątkowa, to nasze słoneczko. Istotnie, 89-letnia emerytka, po dwóch zawałach i dwóch wylewach, imponuje poczuciem humoru i inteligencją. Twierdzi, że skończyła tylko szkołę podstawową, ale niejeden profesor mógłby się od niej uczyć racjonalnego argumentowania i kultury osobistej.
To bardzo charakterystyczne, że choć seniorki w większości nie są całkowicie osamotnione, nie oczekują od swoich dzieci i wnuków, że będą im wiele czasu poświęcać. ? Młodzi mają swoje życie, swoje sprawy, a my tutaj w klubie czujemy się jak w rodzinie ? mówią klubowicze. Pani Bernarda określa to jeszcze dobitniej: – To jest naprawdę zbawienie taki dom.
Klub Seniora przy ul. Akademickiej 25 jest czynny od poniedziałku do piątku w godzinach od 10.00 do 14.00. Ale członkinie spółdzielni ?Nasz Dom? pracują dłużej. Odwiedzają bowiem w mieszkaniach osoby, które potrzebują pomocy.