Od kilku miesięcy opisujemy działania dyrektora generalnego K-PUW, które powinny budzić zainteresowanie mediów, a żadnego nie wywołują. I nagle Urzędem Wojewódzkim zajęła się ?Gazeta Pomorska?, ale nie Andrzejem Baranowskim. Wzięła na celownik? najbliższe otoczenie wojewody.

Poczynania kolejnych dyrektorów generalnych K-PUW były z dawien dawna częstym tematem materiałów prasowych. Nic dziwnego. To najwyższy rangą urzędnik, od którego zależy funkcjonowanie Urzędu Wojewódzkiego, poza tym to właśnie dyrektor generalny odpowiada za politykę kadrową. A personalia, wiadomo, zawsze są najciekawsze.

Wielu artykułów na swój temat doczekali się Grzegorz Pięta, Mirosław Orłowski, Antoni Baszyński, Paulina Beger czy Aleksandra Plucińska, zajmujący w minionych latach stanowisko dyrektora generalnego K-PUW. O specyfice poczynań Andrzeja Baranowskiego informuje tylko portal bydgoszcz24.

Było zresztą o czym informować, starczy sięgnąć do naszych publikacji. Gdyby któryś z poprzedników Andrzeja Baranowskiego miał na swoim koncie choćby część jego ?osiągnięć?, byłby stałym tematem doniesień prasowych, a dziennikarze nie dawaliby mu spokoju.

Dyrektor Baranowski ma wprawdzie spokój, ale trudno mówić o komforcie. Żyjemy w dobie Internetu, więc starczy, że jeden portal poruszy jakąś sprawą, by wiedza na ten temat była ogólnie dostępna. Jeśli ktoś szuka informacji o funkcjonowaniu Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, wyświetli mu się kilka publikacji z portalu bydgoszcz24, których bohaterem jest Andrzej Baranowski. (Trzeba dodać, że mogły się one ukazać, gdyż wcale niemała grupa urzędników ma serdecznie dość obecnego dyrektora generalnego i dostarczyła naszej redakcji wiele informacji na jego temat, z których pewną część wykorzystaliśmy.)

Kilka dni temu nastąpiła znaczna zmiana. Jeśli ktoś szuka informacji o funkcjonowaniu Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego wyświetli mu się w pierwszym rzędzie informacja o skandalicznych nadużyciach, jakich mogli się dopuścić urzędnicy z najbliższego otoczenia wojewody.

Pracownicy Urzędu Wojewódzkiego w Bydgoszczy od dłuższego już czasu mogą obserwować przebieg kilku pozamałżeńskich romansów. Nie jest to zresztą trudne, bo trzy pary nie maskują się zbytnio. Urzędnicy byli więc świadkami częstych odwiedzin dyrektorki jednego z wydziałów w starostwie bydgoskim. Nie dało się też ukryć, że dwie osoby (różnej płci), pracujące w bezpośrednim zapleczu wojewody Mes łączy coś więcej niż wymiana dokumentów. Co do trzeciej pary, najlepiej pytać dyrektora generalnego, bo jest najlepiej w tej sprawie zorientowany.

W zakładach pracy często rodzą się niesformalizowane związki, a osoby się dobierające, zapominają o noszonych na palcach obrączkach. Takimi romansami nie zajmują się nawet tabloidy, bo dotyczą tzw. szarych obywateli, a nie jakichś celebrytów. Tym razem, stało się inaczej, bo jedną z trzech opisanych par zajęła się ?Gazeta Pomorska?.

Czytelnicy mogli w związku z tym przeczytać, że małżonkowie urzędniczej pary dowiedzieli się o zdradzie i obecnie trwają sprawy rozwodowe. Niewierna żona postanowiła jednak sprawdzić, czy przed rozprawą nie znajdzie jakichś haków na małżonka i wynajęła detektywa, aby go śledził. Małżonek nie jest jednak gapami futrowany i zorientował się, że jest śledzony, a także, że ktoś podrzucił mu do samochodu nadajnik GPS, który umożliwiał zlokalizowanie, gdzie się aktualnie znajduje.

Zapyta ktoś, co to wszystko ma wspólnego z Urzędem Wojewódzkim? Publikacja gazetowa sugeruje, że ma bardzo dużo. Urzędniczka miała namówić kogoś z Centrum Zarządzania Kryzysowego Wojewody Kujawsko-Pomorskiego, żeby lokalizował za pomocą posiadanych urządzeń telefon komórkowy jej małżonka.

Załóżmy, że jest to temat dla gazet nie będących tabloidami. Dziennikarz pisze więc w formie pewnej ciekawostki notatkę, opisującą zawiadomienie o przestępstwie, które złożył w prokuraturze zdradzany mąż, podejrzewający, iż żona, z którą się właśnie rozchodzi, wykorzystała swoją pozycję w Urzędzie Wojewódzkim i spowodowała, iż służby wojewody śledziły go satelitarnie. Nie jest to nic wielkiego, ale wierszówka się należy.

Tymczasem publikacja w ?Gazecie Pomorskiej? ma całkiem inny charakter. Nosi tytuł ?Podsłuchy w Urzędzie Wojewódzkim? Urzędnicy szpiegowali bliskich??.

Jakie podsłuchy?! Jakie szpiegowanie bliskich?! Chodzi przecież o jednego mężczyznę. Można go nazwać bliskim, ale nie bliskimi. Nie istnieje przecież ktoś taki, jak bliscy mężczyzna. Już sam tytuł wskazuje więc, że nie krótka opowieść o turbulencjach związanych z rozwodem jednego małżeństwa będzie tematem artykułu.

Popatrzmy teraz na lead. Brzmi on: ?Czy urzędnicy wojewody kujawsko-pomorskiego inwigilowali swoich bliskich wykorzystując piastowane stanowiska służbowe? Sprawę od dwóch tygodni bada bydgoska prokuratura.? Znowu mamy liczbę mnogą. Występują jacyś urzędnicy i jacyś bliscy. Na dodatek, sprawa musi być bardzo poważna, skoro od dwóch tygodni bada ją prokuratura. Dziennikarz zdaje sobie doskonale sprawę, że prokuratura ma 6 tygodni na powiadomienie o wszczęciu albo odmowie wszczęcia śledztwa, ale czytelnik nie będzie tej kwestii analizował. Zapadnie mu za to w pamięć, że prokuratura już dwa tygodnie morduje się nad tą sprawą.

Mimo że sprawa nie ma żadnego związku z wojewodą Mes, bez przerwy jest o niej mowa. Artykuł jest niedługi, bo też nie ma za bardzo o czym pisać, ale wojewoda pojawia się, oprócz cytowanego leadu, jeszcze kilka razy. Co my tu widzimy: i ?pracownicę Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, zatrudnionej w bliskim otoczeniu wojewody?, i ?kolegę z pracy, również z otoczenia wojewody?, a także ?urzędniczkę wojewody?.

O osobach zatrudnionych w wojewódzkiej administracji mówi się na ogół pracownicy Urzędu Wojewódzkiego, albo urzędnicy K-PUW. Dziennikarz stosuje z jakichś względów wersję ?urzędniczka wojewody?.

Ten temat niewątpliwie ktoś dziennikarzowi nadał. Kto? Qui bono? ? pytamy w takich razach. Czy rozgłosem zainteresowany był zdradzany małżonek? Czy raczej ktoś, kto chciał sprawić wrażenie, że w otoczeniu wojewody źle się dzieje? A tak w ogóle, to kto wiedział o tej sprawie? Jeżeli prokuratura bada zasadność zawiadomienia o przestępstwie, to musiała zjawić się w Urzędzie Wojewódzkim, czyli o sprawie wiedział dyrektor generalny. Nie jest dla nikogo tajemnicą, że Andrzeja Baranowskiego łączy z wojewodą Mes szorstka przyjaźń.

?Pojechała na urlop, po którym nie ma śladu w papierach urzędowych? – powiedział dziennikarzowi ?GP?o swojej żonie zdradzany małżonek. A skąd on zna dokumenty, które są dostępne jedynie w kadrach? Z dostępem żadnego problemu nie ma za to dyrektor generalny K-PUW, któremu Biuro Kadrowo-Organizacyjne bezpośrednio podlega, a jego szefowa jest jego najbliższą współpracownicą.

Przypomniało mi się, że kilka lat temu, też w K-PUW wykryto aferę podsłuchową (fikcyjną, jak ustaliła później prokuratura). Opisał ją dziennikarz ?Gazety Wyborczej? na podstawie relacji tajemniczego, wysokiej rangi, informatora z Urzędu Wojewódzkiego. Publikacja stawiała w złym świetle poprzedniczkę obecnego dyrektora generalnego.

Może to przypadek, ale niedawno przyszedł do redakcji portalu bydgoszcz24 list zaadresowany na moje nazwisko, którego nadawca przedstawił się jako nie posiadający adresu Jan Nowak. W liście znajdowała się maszynowo zapisana kartka z donosem, pod którym widniało nazwisko Jan Kowalski. Słowem, był to klasyczny anonim, zawierający donos na kumoterskie działania owej ?urzędniczki wojewody?, o której napisał dziennikarz ?GP?. Znam gazetę, w której następnego dnia po otrzymaniu takiej przesyłki, ukazałby się sensacyjny artykuł, poprzedzony słowami: wielotygodniowe śledztwo dziennikarskie doprowadziło nas do mrożącego krew w żyłach odkrycia. Ale portal bydgoszcz24 do mediów, które w taki sposób informują nie należy. Musimy potwierdzić zasadność postawionych w donosie zarzutów, a jeżeli okażą się prawdziwe, opublikujemy stosowny materiał. Nie wcześniej.

Na razie zajęłam się tylko próbą rozszyfrowania autora anonima. Jedyną wskazówką mógł być widoczny na pieczątce przy znaczku numer poczty, skąd list został wysłany. Kiedy ustaliłam, jaki to urząd pocztowy, stwierdziłam zarazem, że w jego pobliżu mieszka urzędniczka z najbliższego otoczenia dyrektora generalnego.

Co ja na to poradzę, że artykuł w ?Gazecie Pomorskiej? wygląda mi na wrzutę w interesie dyrektora generalnego Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego?