W porządku obrad posiedzenia rady radzorczej Portu Lotniczego Bydgoszcz, które ma się odbyć we wtorek, 28 czerwca, znajduje się punkt dotyczący zmiany nazwy bydgoskiego lotniska. Z tego powodu dziennikarze zostali zaproszeni na konferencję prasową do ratusza, podczas której i prezydent, i skarbnik miasta ostro skrytykowali ten pomysł.

Piotr Tomaszewski jest członkiem rady nadzorczej Portu Lotniczego Bydgoszcz i pamięta, że o zmianie nazwy mowa była już w listopadzie ubiegłego roku. – Była to luźno rzucona propozycja, która spotkała się z moim stanowczym sprzeciwem. Teraz ze zdumieniem dowiaduję się, że pomysł wraca. Dla mnie, jako finansisty, jest to tym bardziej dziwne, że wraz z projektem uchwały nie przedstawiono żadnego uzasadnienia ekonomicznego – relacjonował skarbnik miasta.

Sekundował mu pracodawca. – Nie widzę tego. Widziałbym to, gdybym w pakiecie tej propozycji powiedział: dzięki temu, że pojawia się hasło Toruń, nie wiem pięciu, dziesięciu, piętnastu przewoźników, takie tłumy chcą przyjeżdżać nagle na to lotnisko, bo nagle ktoś się dowiedział, że to jest bardzo blisko Torunia. To przynajmniej byłaby merytoryczna dyskusja. Dzisiaj takich argumentów w ogóle nie ma. Jest tylko gdybanie i tak naprawdę wielki ukłon za marne judaszowskie srebrniki na rzecz Torunia ? uznał prezydent Rafał Bruski.

Owe ?judaszowe srebrniki? to 5 mln, które zapłaci Toruń za promocję miasta w nazwie lotniska. Skarbnik, jako finansista, zakwestionował wysokość tej kwoty. Chciał wiedzieć, w jaki sposób obliczono cenę za ?promowanie marki?. – A jak przyjdzie Koronowo i da sześć milionów? – pytał kpiąco Piotr Tomaszewski.

W sześcioosobowej radzie nadzorczej Portu Lotniczego Bydgoszcz zasiada dwóch przedstawicieli naszego miasta, trzech województwa, jedna osoba reprezentuje przedsiębiorstwo Porty Lotnicze. Prezydent Bruski liczy na to, że nie dojdzie do głosowania, ?bo autorzy wycofają się z tego pomysłu?.

Jego zdaniem, postępowanie większościowego udziałowca jest przykładem konsekwentnego stosowania taktyki, polegającej na stawianiu znaku równości pomiędzy miastami. – To kolejny przykład siłowych rozwiązań w relacjach między Bydgoszczą a Toruniem. Samorządy powinny współpracować, a tu mamy do czynienia z antagonizowaniem. Na tej operacji zyska tylko Toruń, Bydgoszcz straci – stwierdził Rafał Bruski.