Jak to się dzieje, że jakiś temat jest podejmowany, a inne, chociaż ważne, całkowicie pomijane przez dziennikarzy oddziału TVP Bydgoszcz? Czy prawdziwe są twierdzenia, iż nie liczy się waga wydarzenia, ale siatka powiązań?

W siódmym odcinku naszej sagi zajmujemy się programową ofertą bydgoskiej telewizji w czasie, gdy pełniącym obowiązki dyrektora został Tomasz Pietraszak (był p.o. dyrektora od lutego 2009 do wrześnie 2013 roku). Niestety, nie mamy możliwości weryfikowania zebranych informacji u źródła. Dyrektor Pietraszak zlecił odpowiadanie na nasze pytania mecenas Jadwidze Grzegorek, a ona przysyła odpowiedzi na pytania, których nie zadaliśmy.

Zacznijmy od sprawy, która z ofertą programową nie ma nic wspólnego. Warto się zastanowić, czy nie odbija się na jakości emitowanych programów fakt, że bydgoski oddział nie zatrudnia kierowców. A przecież zajmuje się całym regionem kujawsko-pomorskim. Tymczasem nikt nie ma w zakresie obowiązków prowadzenia samochodu, nikt za to nie otrzymuje wynagrodzenia. Operatorzy często spędzają za kierownicą kilkanaście godzin dziennie.

Pracownicy bydgoskiej telewizji zachodzą w głowę, dlaczego muszą się zajmować najbłahszymi nawet wydarzeniami, które mają miejsce w Wyższej Szkole Gospodarki. Inne uczelnie nie są ?obsługiwane? z taką pieczołowitością. A wszystko to od czasu tygodniowego pobytu dyrektora Pietraszaka na jachcie Solanus (końcowy odcinek rejsu ?Morskim Szlakiem Polonii? w 2010 roku). Tomasz Pietraszak pojechał do Amsterdamu z prezydentem WSG Krzysztofem Sikorą i razem z nim opuścił jacht po dopłynięciu do Wilhelmshaven.

Od oceny jakości nadawanych materiałów są w publicznej telewizji rady programowe. Ich posiedzenia są protokołowane i stanowią bardzo ciekawą lekturę.

Zajrzeliśmy do oceny programu TVP S.A. Oddział w Bydgoszczy w okresie 16.10.2010 r. – 26.10. 2010 r. Zawiera wyłącznie krytyczne uwagi pod adresem prowadzonego przez Rafała Rykowskiego cyklu ?Po godzinach?. Poruszone tematy były ?wyeksploatowane?, dyskutanci (Marzena Matowska, Zbigniew Krzywański i Sebastian Chmara) ?nie wnosili nic nowego?. Program został nazwany ?kolejną audycją z ?gadającymi głowami? komentującymi (bez predyspozycji do tego) mocno już przebrzmiałe wydarzenia polityczne.? Oto wniosek końcowy: ?Fakt, że program jest sponsorowany (w zamian jest pokazywany szef kuchni ?Werandy”) jest chyba jedynym uzasadnieniem dla emitowania go na antenie i nudzenia telewidzów.?

Druzgocą jest ocena z grudnia 2011 roku innego cyklu prowadzonego przez Rafała Rykowskiego: ?Programy ?Europa, Europa? są poniżej poziomu wiejskiej świetlicy i przynoszą wstyd ośrodkowi TVP S.A. w Bydgoszczy. Powinny zniknąć z anteny.? Do tej oceny dołączona jest opinia autorstwa dr. Grzegorza Kaczmarka:

?To, co zobaczyłem i usłyszałem wprawiło mnie w stan między osłupieniem a rozbawieniem. Co gorsza nie wiem, czy to nie jest teraz taki modny trend w produkcji telewizyjnej (na wzór mody z lumpeksów), że:
- ?studio? wygląda jak portiernia z monitoringiem albo korytarz oddzielony kotarą od osiedlowej przychodni;
- ?scenografia? jak by zapomniano posprzątać po komisji wyborczej;
- prowadzący papla co mu ślina na język przyniesie i wykonuje niekontrolowane ruchy i tiki;
- pan Irek – kamerzysta, robi za suflera i co chwilę przypomina prowadzącemu, co ma robić w jakiej kolejności, a jego powabna owłosiona ręka wychynie spod ekranu pomagając w bardziej złożonych manualnie czynnościach;
- poziom: rozrzut i tematyka pytań przyprawić może o zawrót głowy, a o ból – erudycja odpowiadających.
Nie wiem, czy tak wyglądać ma dziś telewizyjno-regionalna Europa. Europa?
Nie wiem, czy Ktoś ocenia i recenzuje takie produkcje, dba o ich poziom i ?misję??
Nie wiem, kto w urzędzie marszałkowskim i jakim trybie zamawia kupuje takie programy i? dlaczego?
Nie wiem, kto odpowie mi na takie pytania, bo i środowisko dziennikarskie i urzędnicze jest solidarne w (oficjalnym) milczeniu, a niezależnej krytyki poczynań mediów po prostu nie ma.
Wiem, że nie chcę by moje ? europejskiego podatnika, pieniądze wydawano na takie ?projekty?.
Wiem, że nie chcę oglądać takich ?produkcji?, bo nie chcę być traktowany jak ignorant i idiota. Tu na szczęście jestem wolny w wyborze.
Ale wiem też, choć to obciążająca świadomość, że telewizja, zwłaszcza publiczna, jest dla wielu arbitrem i wyrocznią gustów; wzorów zachowania i języka. Oni ?nie mają wyboru?.
Dlatego tak ważne jest dbanie o zawartość i jakość jej komunikatów i programów.?

W roku 2012 krytykowanym dziennikarzem był prowadzący program ?Polityka dla ludzi? Cezary Wojtczak. Oto fragment oceny tego programu z dnia 28 maja:

?Prowadzący przepytywał gości, co sądzą o pomyśle Janusza Palikota dotyczącym utworzenia w Toruniu Muzeum Ateizmu. Sprawa niby regionalna, tylko kogo ona obchodzi? Dyskusję słusznie przerwał Łukasz Chojnacki proponując, by dotyczyła ona istotniejszych dla regionu spraw.

Drugi temat dotyczył metropolii bydgosko-toruńskiej i siedziby jej stolicy. Trzecim zapowiadanym tematem były oświadczenia majątkowe polityków i powtórnie ? podobnie jak tydzień temu ? zabrakło na nie czasu. Na przeprosiny też. Konkludując: red. Wojtczak kpi sobie z telewidzów. Do wygłaszania przed kamerą własnych ocen i opinii powinien sobie założyć własną telewizję.?

Tydzień później program ?Polityka dla ludzi? prowadziła Anna Trzcińska. Ocena uległa diametralnej zmianie:

?Program odzyskał dobrą jakość po zmianie (niestety: czasowej) redaktora prowadzącego. Oprócz staranniej dobranych i mieszczących się w problematyce regionalnej tematów, red. Anna Trzcińska ma kilka zalet, których nie posiada red. Cezary Wojtczak: 1/ nie epatuje widzów własnymi poglądami i opiniami; 2/ kontroluje czas dyskusji i potrafi taktownie, ale zdecydowanie przerwać gadułom; 3/ w odpowiednim momencie potrafi ?dopytać? nieprecyzyjnie wyrażającego się gościa; 4/ w jej sposobie prowadzenia programu nie widać sympatii ani antypatii dla rozmówcy, zależnej od jego opcji politycznej.?

Nastąpi ciąg dalszy.