W uzasadnieniu wyroku sąd stwierdził, że Kiszczak wprowadzając stan wojenny kierował się względami osobistymi, a nie społecznymi, czy patriotycznymi.
Tuż po wczorajszej mszy za ojczyznę w kościele oo. Jezuitów rozmawialiśmy z Janem Perejczukiem, działaczem podziemnej ?Solidarności?, współtwórcą podziemnego pisma ?Być sobą?. Zapytaliśmy o jego ocenę wyroku uznającego, że Czesław Kiszczak wprowadził stan wojenny w sposób bezprawny, w imię interesów osobistych i partyjnych.
- Myśmy to wiedzieli od samego początku, ale wreszcie jest wyrok sądu. A wyrok? No, my już zemsty nie chcemy po tylu latach. Ze strony twórców stanu wojennego wciąż brak mi skruchy, szczerego przepraszam ? powiedział Jan Perejczuk. – Z drugiej strony, właśnie byliśmy na Mszy świętej poświęconej ojczyźnie, podczas której wspominaliśmy księdza Jerzego Popiełuszkę, którego relikwie sprowadzono do kościoła. Zginął wspaniały człowiek. Zginęli ludzie. Przecież u nas też Piotr Bartoszcze. To byli nasi przyjaciele. I teraz dwa lata w zawieszeniu za zabicie ludzi?
O wyroku skazującym Kiszczaka rozmawialiśmy też z Andrzejem Mazurowiczem, członkiem podziemnej Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ ?Solidarność?, więzionym przez władze PRL przez osiem miesięcy w latach 1984-85.
- Dwa lata w zawieszeniu, to nie jest żaden wyrok ? uważa Andrzej Mazurowicz. – Dłużej, bo czternaście dni, posiedzi pan Słomka, który, no, zakłócił obrady sądu. Stan wojenny był zbrodnią. Zginęli ludzie. I co? Dwa lata w zawieszeniu, za zabicie ludzi? A argument, że to są już starzy ludzie?… Mubaraka wnoszą na noszach na salę rozpraw. I dostanie pewnie karę śmierci… Jako chrześcijanin mogę wybaczyć. Właśnie jesteśmy po Mszy świętej. Dobrze się stało, że po tych dwudziestu latach zapadł wyrok uznający winę tych ludzi. A kara? Jest niewspółmierna do zła, które wyrządzili.