Na wezwanie Bydgoskiego Forum Demokratycznego, Komitetu Obrony Demokracji i innych opozycyjnych organizacji i stowarzyszeń blisko 300 osób protestowało w piątek, 24 listopada, na placu przed pomnikiem Kazimierza Wielkiego przeciwko planom prezydenta Andrzeja Dudy i większości parlamentarnej dokonania zmian w ustroju Krajowej Rady Sądownictwa i Sądu Najwyższego.
Sejm nie przyjął wniosku PO, Nowoczesnej i PSL o odrzucenie w I czytaniu ustaw dotyczących Sądu Najwyższego i Krajowej Rady Sądownictwa i projekty prezydenta Andrzeja Dudy skierował do dalszych prac parlamentarnych. Już we wtorek zbierze się nadzwyczajna komisja sejmowa, która zajmie się projektami. Partie opozycyjne uznały projekty za niekonstytucyjne i wezwały swoich zwolenników do protestów.
W Bydgoszczy blisko 300 osób zgromadziło się na placu przed pomnikiem Kazimierza Wielkiego. Przebieg manifestacji próbowało na początku zakłócić dwóch mężczyzn. Na wezwanie organizatora zgromadzenia zajęła się nimi Straż Miejska.
- Jest to kontynuacja akcji, którą rozpoczęliśmy w lipcu. Poprzednich kilka manifestacji zakończyło się naszym połowicznym sukcesem. Połowicznym, bo temat wrócił. Dlatego teraz też zaprezentujemy nasze stanowisko wobec proponowanych zmian w ustawach sądowych i w ustawie ordynacji wyborczej, tym bardziej że wybory do rad narodowych w przyszłym roku - mówił Andrzej Bobkowski, lider bydgoskiego KOD-u.
Po odegraniu z płyty hymnu narodowego Bobkowski stwierdził, że od dwóch lat łamie się w Polsce konstytucję. Wtedy z głośników popłynęły słowa preambuły obowiązującej ustawy zasadniczej, a na placu skandowano "Wolność, równość, demokracja" i "Obronimy konstytucję".
Adw. Karolina Korkowska-Krokos z Okręgowej Rady Adwokackiej w Bydgoszczy oceniła, że skierowane do sejmu projekty prezydenckie w dalszym ciągu są sprzeczne z konstytucją i godzą w państwo prawa. Zarzut ten dotyczy tych postanowień projektu ustawy o KRS, które przesądzają o tym, że politycy decydować będą o składzie tego konstytucyjnego organu, a w przypadku ustawy o Sądzie Najwyższym adw. Korkowska-Krokos wskazała jako niekonstytucyjne zamiary wygaszenia kadencji I Prezesa Sądu Najwyższego i stworzenia wewnątrz SN organu, kolejnej izby SN, która wzruszać by mogła prawomocne orzeczenia, w tym orzeczenia innych izb SN.
W obronie wolności mediów wystąpił Józef Herold, były redaktor naczelny Gazety Wyborczej w Bydgoszczy. Herold odczytał nazwiska m.in. Artura Andrusa, Magdy Jethon, Piotra Kraśki, Tomasza Lisa, Hanny Lis i stwierdził, że dziesiątki dziennikarzy zostało odsuniętych od mediów publicznych bądź nie wznowiono z nimi umów. Wytłumaczył też, dlaczego tak się stało. - To są dziennikarze niezależni, którzy nie dawali gwarancji, że będą mówili to, czego władza chce słuchać - argumentował. Przedstawił też dramatyczną wizję: - Wyobraźmy sobie, że jutro nie ma "Polityki", "Newsweeka", "Tygodnika Powszechnego", "Gazety Wyborczej". Ktoś może powiedzieć, że to to jest niemożliwe, niewyobrażalne. Jak to, łamać konstytucję? Jak to, trybunał ograniczać, zmieniać? A to się stało! Więc nie mówmy, że coś jest niemożliwe. To jest możliwe! Wystarczy, że władza zakaże, jak to teraz robi, lub ograniczy wpływ reklam do mediów, które wymieniłem i to złamie podstawę funkcjonowania wolnych mediów - mówił Herold i dodał, że setki milionów złotych ściągane są z obywateli na rzecz telewizji imperatora Kurskiego. - Za nasze pieniądze okłamują, szczują, obrażają - kontynuował Herold i ujawnił, jaki jego zdaniem ma zamiar wobec mediów prezes PiS. - Kaczyński chce zbudować taki układ medialny w Polsce, żeby koncesjonować tych, co się dopuszcza do zadawania pytań. To jest metoda Władymira Putina. Marzeniem Kaczyńskiego jest być Putinem - powiedział Herold. - W czasach zarazy wolne media mają jeszcze jedno wielkie zadanie. Jak mówił Miłosz, będą spisane czyny i rozmowy. I wolne media spisują te czyny i rozmowy. I kiedy zaraza zostanie wypleniona, to ci, którzy dzisiaj kłamią, kłamią w żywe oczy, którzy są oszczercami, którzy poniżają i jątrzą, to ci, taką mam nadzieję, już nigdy nie będą mogli w mediach publicznych za nasze pieniądze pracować - podzielił się nadzieją założyciel bydgoskiego oddziału "Gazety Wyborczej" i zakończył wyznaniem: "Jeszcze Polska nie zginęła, dopóki są wolne media!".
Przemówienie Herolda uczestnicy przerywali skandowaniem: "Wolność, równość, demokracja" i "Wolne media, wolne media".
Małgorzata Święchowicz z "Newsweeka" zwróciła uwagę na to, że podczas dzisiejszego posiedzenia sejmu Jarosław Kaczyński w czasie dyskusji na temat sądów, przeglądał "Atlas kotów", który wydał "Newsweek"! Skomentowała to tak, że prezes nie musi czytać gazet, ani ustaw, które przegłosowuje jego partia, a także że wiadomości z Internetu są mu czytane, bo on nie korzysta z mediów elektronicznych. - To pokazuje wszystko, skoro on nie ma takich potrzeb, może śmiało założyć, że my też nie będziemy mieli takich potrzeb - wyjaśniła. Święchowicz przytoczyła przypadki wrogiego traktowania dziennikarzy przez polityków PiS. Porównała sytuację mediów w Polsce do tej w Turcji i na Węgrzech oraz wskazała na spadającą pozycję Polski w raportach i rankingach wolności mediów na świecie. - Obrońmy media, po prostu i obrońmy art. 54 konstytucji, który mówi: każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Tego się trzymajmy! - zaapelowała Święchowicz. Odpowiedziało jej głośne: "Wolne media obronimy!"
W obronie samorządności wystąpił Jakub Mikołajczak. Bydgoski radny PO zauważył, jaka jest przyczyna demonstracji. - Przychodzimy w momencie, gdy grzebiemy Polskę coraz bardziej. Znaczy nie my. Robi to PiS. Najpierw grzebaliśmy z powodu konstytucji, z powodu mediów, teraz grzebiemy z powodu planowanego zamachu na samorządy - mówił Mikołajczak i wskazał na bydgoskiego posła Łukasza Schreibera jako sprawcę tego zamachu, jako na "grabarza wolnych wyborów i twórcę tego projektu ustawy". - To jest najgorszy zamach, jaki może być - na to, co jest dorobkiem Polski samorządnej. To co od ponad 25 lat cudownie funkcjonuje - mówił i wyjaśnił, dlaczego PiS ten zamach przeprowadza. - W tej chwili budżet państwa jest w stanie przepaści. PiS nie ma możliwości już praktycznie zadłużyć się bardziej, więc chce wyciągnąć rękę po pieniądze samorządowców - wytłumaczył, a bogactwo zgromadzone w samorządach określił jako "doskonale zarządzane i wolne środki". - Mam nadzieję, że wybory wygramy i pisowców pożegnamy - z wiarą wystąpienie zakończył Mikołajczak. Przekonanie to podzieli zgromadzeni, skandując: "Wolne miasto Bydgoszcz!" i "Samorządność obronimy", a z głośników popłynęła piosenka Andy Klukos:
Mam dość dla ludzi pogardy
Mam dość smoleńskiej półprawdy
Mam dość niszczenia edukacji
Mam dość kościelnej dewiacji
Jako ostatni przemówił Bartosz Mikołajczyk, który przedstawił się jako lokalny poeta i artysta. Wyraził uznanie organizatorom, że może przemówić, korzystając z wolnego mikrofonu. Stwierdził, że na wiecu zgromadziła ludzi wolność, że o nią tak najbardziej chodzi. - Powinniśmy się jednak zastanowić, po co tu jesteśmy. Mówię to jako lewak. Jestem lewakiem. Ostatnio ciągle słyszę, że lewakiem jestem i że to coś niedobrego, że mam się tego wstydzić. Ja się tego nie wstydzę. Jestem lewakiem - oznajmiał z dumą zgromadzonym i wskazał na to, co może być skutecznym sposobem na powstrzymanie zmian przeprowadzanych przez PiS. - Myślę, że jedyne co może zaprzestać tej akcji PiS-u, w zasadzie PO-PiS-u, to tylko lewica. Dlatego zachęcam was, żebyście byli jak ja, lewakami - wezwał do ideowego samookreślenia się zebranych na wiecu. Tę wypowiedź Andrzej Bobkowski skorygował i zachęcił, by zgromadzeni byli różnorodni.
Lider bydgoskiego KOD-u zapytał na zakończenie zgromadzenia, czy zebrani, chcą dalej demonstrować. Usłyszał, że tak. W tej sytuacji Andrzej Bobkowski zapowiedział kolejną manifestację jutro, to jest w sobotę, o godz. 19, w tym samym miejscu.