Prawo i Sprawiedliwość dało kolejny powód do krytyki, która w naszym kraju przybiera ostatnio postać histerii. Chodzi o nową ustawę o służbie cywilnej. Po jej wejściu w życie pracę mogą stracić osoby zajmujące wyższe stanowiska w służbie cywilnej oraz kierownicze stanowiska w służbie zagranicznej, jeżeli nie zostaną im zaproponowane nowe warunki pracy. Mało tego. Nowi dyrektorzy zostaną powołani na stanowiska z pominięciem drogi konkursowej.

Należałoby faktycznie bić na alarm, gdyby chodziło o wyrzucanie na bruk fachowców i zatrudnianie w ich miejsce partyjnych działaczy bez żadnego doświadczenia i kwalifikacji. Ale nie bądźmy hipokrytami. Powszechnie wiadomo, że większość konkursów, o ile nie wszystkie, są przeprowadzone pod określoną osobę. Nie kwalifikacje się liczą najbardziej, ale dojścia.

Nie trzeba daleko szukać. Kontrola Kancelarii Premiera w Kujawsko-Pomorskim Urzędzie Wojewódzkim stwierdziła, że 92% naborów wygląda na ustawki. Dziwnie często występowała mianowicie ?nieadekwatność opisu w stosunku do rzeczywistych wymagań na danym stanowisku?.

Z brakiem doświadczenia kandydatów też sobie PO dobrze radziła do tej pory. Jeżeli jest wymagany trzyletni staż pracy na kierowniczym stanowisku, zatrudnia się osobę tego warunku nie spełniającą jako p.o. dyrektora, a po trzech latach już będzie miała wymagane doświadczenie.

Jako się rzekło, urzędnicy niższego i średniego szczebla proponowaną przez PiS nowelizacją ustawy niezbyt się przejmują. Natomiast denerwowali się na początku listopada, kiedy swoje propozycje zgłosiła Szefowa Służby Cywilnej Claudia Torres-Bartyzel. Chciała ona wprowadzenia motywacyjnego systemu płac w urzędach. Taki m.in. komentarz znalazł się wówczas na portalu członków Korpusu Służby Cywilnej pn. Niezależny Głos KSC:

?Jeżeli szefowa SC myśli, że po dokonanej zmianie dotyczącej przyszłych wynagrodzeń ?apolityczni i z nikim nie związani kierownicy jednostek organizacyjnych? wykażą się wyłącznie profesjonalizmem i obiektywizmem w podzieleniu środków na wynagrodzenia, to chyba nie za bardzo orientuje się jak ten obiektywizm i profesjonalizm wygląda na samym dole. Do urzędów (nawet na umowy czasowe) są przyjmowani wyłącznie krewni i znajomi królika (a tym królikiem może być np. DIS, czy Naczelnik innego urzędu).

Czy pani Bartyzel-Torres zebrała kiedyś dane, ile w skarbowości pracuje dzieci, sióstr, braci byłych lub obecnych żon NUS-ów? Jeżeli nie, to niech zrobi takie badania. Najlepiej niech uwzględni w nich także pokrewieństwo i powinowactwo zgodnie z drugą grupą dla podatku od spadków i darowizn. Czy w takich sytuacjach to nie oni będą największymi beneficjentami wprowadzanych zmian?? (gwoli wyjaśnienia, DIS to dyrektor izby skarbowej, a NUS naczelnik urzędu skarbowego).

W innych realiach żyje Andrzej Baranowski, dyrektor generalny Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego. Poproszony przez nas o opinię na temat propozycji Szefowej Służby Cywilnej, stwierdził co następuje:

Administracja publiczna jest służbą publiczną. Dyskusja o jej kształcie toczy się od wielu lat, podpierana m.in. wieloma opiniami i wnioskami składanymi na szczeblu regionalnym i krajowym, ale dokonywanie jakichkolwiek zmian wymaga przeprowadzenia wnikliwej analizy.

W administracji publicznej na wszystkich szczeblach organizacji pracownicy muszą rozwiązywać różne problemy oraz podejmować decyzje, od których zależy jakość zarządzania organizacją i efektywność jej działania, tym samym, podlega ona procesowi bieżącej modyfikacji, usprawnieniu i ciągłemu dostosowaniu się do rosnących wymogów życia i funkcjonowania mieszkańców.

Rozwiązywanie problemów i podejmowanie decyzji staje się jednak zadaniem coraz trudniejszym ponieważ stale rośnie złożoność zadań. Rodzi to potrzebę nieustającego doskonalenia procesu decyzyjnego każdego pracownika oraz powoduje konieczność posługiwania się nowszymi metodami i narzędziami wykonywania pracy.

Dokonujące się zmiany funkcjonalne nie są dla urzędników nowym zjawiskiem. Na co dzień pracują w oparciu o bieżącą nowelizację przepisów prawnych, zmiany organizacyjne czy merytoryczne, w ramach dywersyfikacji zadań czy dokonujących się zmian globalnych. Jednak niezmieniający się od kilku lat, relatywnie niski poziom płac powoduje, że zainteresowanie ofertami pracy maleje. Do sektora administracji samorządowej i sektora biznesu, odchodzą fachowcy i osoby posiadające doświadczenie merytoryczne w obszarze branż niszowych. Nie można też dokonywać jednoznacznej oceny służby cywilnej jako całości, bowiem istnieje zróżnicowanie chociażby przyznanych środków finansowych na funkcjonowanie jednostek administracji np. samorządowej czy administracji rządowej na poziomie wojewódzkim czy centralnym.

Prawdę mówiąc, nadal nie wiemy, jaki jest pogląd Andrzeja Baranowskiego na temat propozycji Szefowej Służby Cywilnej. Chyba jest za, a nawet przeciw. Jak nam powiedziała Halina Poliwko, szefowa Komisji Zakładowej NSZZ Solidarność Kujawsko-Pomorskiego Urzędu Wojewódzkiego, dyrektor generalny zorganizował w listopadzie spotkanie z przedstawicielami związków zawodowych działających w urzędzie i zapoznał ich z raportem opracowanym przez Claudię Torres-Bartyzel.

- Wkurzyłem się, bo dyrektor generalny powiedział, że ze średnią zarobków 4,2 tys. zł nasz urząd znajduje się na drugim miejscu w Polsce pod względem wysokości uposażeń. A przecież pracownicy nędznie zarabiają. To jakie muszą być tutaj kominy płacowe! – złościł się inny z uczestniczących w tym spotkaniu związkowców.