“Co do deficytu w wysokości 54 mld zł i ryzyk związanych z przekroczeniem tego pułapu, jestem w stanie zagwarantować, że deficyt na 2016 rok nie przekroczy 54 mld zł” – oświadczył wczoraj w sejmie w trakcie debaty budżetowej minister finansów Paweł Szałamacha i zaproponował zakład szefowi klubu parlamentarnego PO. “Jeśli wysokość deficytu przekroczy to co zaplanowaliśmy, to wpłacę na rzecz budżetu państwa 10 tysięcy złotych. Jeśli tak się nie stanie, to niech przewodniczący Neumann wpłaci taką kwotę” ? rzucił wyzwanie. Sejmowy lider PO zareagował kilka godzin później.
“Ja bym chciał ten zakład rozszerzyć, ja bym chciał, żeby zakład był inny, żeby dotyczył tych nierealistycznych dochodów, które założyliście w budżecie. Na taki zakład jestem gotowy” ? zalicytował z mównicy sejmowej Neumann. Wtedy Szałamacha momentalnie zameldował się na mównicy z krótkim wistem: “Panie marszałku! Wysoka Izbo. Zakład przyjęty!”.
Najprawdopodobniej ten parlamentarny przykład zainspirował dzisiaj do działania radnego Rafała Piaseckiego (PiS) na sesji rady miasta. W trakcie dyskusji nad przyczynami opóźnień w dostawie tramwajów przez Pesę dla miejskiej spółki Tramwaj Fordon ostro zaatakował Mirosława Kozłowicza, zastępcę prezydenta, zarzucając mu, że nic nie zrobił, by przeciwdziałać zwłoce. – Pesa nie jest winna, ale pan nie zrobił żadnego audytu. O wszystko mógł pan pytać. Ile razy był pan w Pesie i sprawdzał, jak idzie produkcja? – zwrócił się Piasecki do Kozłowicza. Gdy ten tłumaczył, że stroną umowy z Pesą była spółka Tramwaj Fordon, Piasecki wytknął, że rada nadzorcza spółki tak jak i nadzorujący jej prace Kozłowicz nie zrobiła w tej sprawie niczego. – Miał pan jakieś od niej informacje? – pytał retorycznie. W końcu zrezygnowany wobec miałkich tłumaczeń wiceprezydenta złożył propozycję. – Jeśli 16 stycznia wyjedzie na tory wszystkie 12 tramwajów, a wszystkie mają imiona, to przekażę 1000 zł na hospicjum. To jest połowa mojej diety. Ale jeśli nie wyjedzie, to pan przekaże tyle samo albo połowę swojej pensji – zaproponował Piasecki.
Reakcja wiceprezydenta Mirosława Kozłowicza była natychmiastowa. – Tu miejsce jest zbyt poważne, by przyjmować zakłady. Po sesji możemy porozmawiać prywatnie – tonował dyskusję Kozłowicz.
Odnotujmy, że bardziej konkretne wyjaśnienia dotyczące opóźnienia w dostawie tramwajów przedstawili radnym prezes zarządu spółki Tramwaj Fordon Maciej Kozakiewicz i członek zarządu Pesy Marcin Jędryczka. Ten drugi przeprosił za powstałe opóźnienia i wskazał na niektóre jej przyczyny. Podał m.in., że zawiedli kooperanci. – Szwajcarska firma, która produkuje w Niemczech, zawiodła nas. To brudna gra biznesowa – dowodził, dodając, że mogli oni działać na korzyść konkurentów Pesy. – Konkurencja chciała nas zatopić. Firma szwajcarska nie wywiązała się z dostawy sufitów – dowodził. Przypomniał też, że kryzys w dostawach prądu w lipcu br. też zapoczątkował przerwy w produkcji bydgoskich zakładów.
Wtedy niespodziewanie o powściągnięcie emocji zaapelował Tomasz Rega (PiS). – Do mnie dotarło, skąd to opóźnienie. Tym wystąpieniem należało rozpocząć dyskusję – stwierdził.