Rafał Bruski zdążył się już, niestety, przyzwyczaić do tego, że ?zaprzyjaźnione media? nie zrobią mu krzywdy. To dlatego zachowuje się jak rozpuszczone dziecko, któremu się wydaje, że wszystko mu wolno.
W pierwszej kadencji zaliczył tyle kompromitujących wpadek, że gdyby w Bydgoszczy czwarta władza właściwie spełniała swoją rolę, nie mógłby nawet pomarzyć o reelekcji. Cała Polska śmiała się ze ścieżki rowerowej w kształcie serpentyny, którą można było podziwiać pod Trasą Uniwersytecką. Oburzenie, a nawet zgorszenie dużej części bydgoszczan wywołał diabelski młyn, który stanął na Starym Rynku w pobliżu Katedry Bydgoskiej podczas Wielkiego Tygodnia, bo Urząd Miasta wydał na to zgodę.
Do chwili obecnej mieszkańcy Bielawek wspominają akcję, dzięki której uratowali niepowtarzalny klimat ul. Chodkiewicza. Miasto zarządziło wycinkę siedemdziesięciu dorodnych stuletnich kasztanowców, żeby utworzyć ścieżkę rowerową, której na dodatek rowerzyści w tym miejscu wcale nie chcieli. Po wycięciu pierwszego drzewa mieszkańcy postanowili bronić pozostałych kasztanowców przed ścięciem i im się udało.
Przykładów bzdurnych decyzji z pierwszej kadencji prezydentury Rafała Bruskiego było tyle, że media mogły go rozjechać na dżem. Ale kierownictwa redakcji (poza nielicznymi wyjątkami) uznały, że należy pozwolić prezydentowi nadal ?pchać ten syf? i kibicowały mu w kampanii wyborczej.
Podobno każda władza deprawuje. Na pewno deprawuje władza bez zewnętrznej kontroli. To widać, gdy się przyjrzeć drugiej kadencji Rafała Bruskiego. Zdaniem jednej z gazet, prezydent nie zaliczył w minionych dwóch latach większych wpadek. To oczywista nieprawda. Rafał Bruski doprowadził do paraliżu komunikacji miejskiej. Po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat zastrajkowali kierowcy oraz motorniczy MZK.
?1 grudnia we wtorek autobusy i tramwaje Miejskich Zakładów Komunikacyjnych w Bydgoszczy nie wyjechały na trasy? – poinformowały w 2015 roku ogólnopolskie gazety, radio i telewizja. Wszyscy zachodzili w głowę, co takiego musiało się wydarzyć, że pracownicy sięgnęli po środki, których ?Solidarność? używała w latach 80. w walce o prawo do godnego życia.
Strajk w Bydgoszczy był następstwem arogancji Rafała Bruskiego. Nawet gazeta, która nie dopatrzyła się wpadek w minionych dwóch latach, napisała wówczas: ?To protest przeciwko nominacji na prezesa MZK byłego wiceprezydenta Łukasza Niedźwieckiego?.
Bruski chciał urządzić swego zastępcę, którego musiał odwołać w związku ze skargami (powołana przez prezydenta komisja ?nie stwierdziła mobbingu, a jedynie zachwianie relacji międzyludzkich?). Nie licząc się z nikim, postanowił namaścić go na stanowisko prezesa, a w MZK zawrzało. ?1100-osobowa załoga to nie podlegli niewolnicy swemu panu, których można traktować jak przedmioty? ? napisali w oświadczeniu związkowcy i rozpoczęli strajk. Przerwali go, gdy Niedźwiecki złożył rezygnację z funkcji prezesa MZK.
Polityka kadrowa dyskwalifikuje Rafała Bruskiego. Prezesem spółki miejskiej obracającej największymi pieniędzmi uczynił osobą, która przyczyniła się do upadku ?Zachemu?. Tolerował niestosowanie się przez prezesa innej spółki komunalnej do ustawy antykorupcyjnej i zarzut samowoli budowlanej postawiony mu przez prokuraturę. Za rekomendację na szefa jeszcze innej spółki starczyło, że jest się bratem wiceministra w rządzie PO.
Nie ulega wątpliwości, że najistotniejsze decyzje personalne podejmuje prezydent pod dyktando swojego politycznego mentora. Kiedy zaczął urzędowanie, uczynił swoim zastępcą naukowca z Wydziału Prawa i Administracji UAM, którego absolwentem jest Paweł Olszewski. To miała być zupełnie nowa jakość w zarządzaniu miastem i rzeczywiście była, bo wiceprezydent dojeżdżał do pracy w bydgoskim ratuszu z Poznania. Po trzech miesiącach dr. hab. Erykowi Kosińskiemu znudziło się dojeżdżanie i zrezygnował z funkcji.
Obecną zastępczynią Rafała Bruskiego jest Maria Wasiak, której Paweł Olszewski odwdzięcza się za to, że zatrudniła go w ministerstwie, kiedy kierowała resortem infrastruktury. Podobno pani wiceprezydent nie dojeżdża do pracy z Warszawy, ale dzięki niej warszawscy specjaliści w zakresie kolejnictwa znaleźli się w radach nadzorczych bydgoskich spółek komunalnych.
Obok stylu najmowania do pracy uwagę przyciągają zwolnienia. Tu w zasadzie nic nie przebiega normalnie, co widać na przykładzie rezygnacji ze współpracy z Dominiką i Waldemarem Matuszakami. Istne kuriozum za prezydentury Bruskiego stanowi ZDMiKP i to niezależnie od tego, czy szefem drogowców był akurat emerytowany lotnik Witold Antosik, czy specjalista od coachingu (na WSG) Łukasz Niedźwiecki, czy Mirosław Kozłowicz, który doświadczenie zawodowe zdobył w firmie handlującej sadzonkami.
Kiedy Kozłowicz pełnił funkcję dyrektora ZDMiKP, wyrzucił dyscyplinarnie z pracy Janusza Śmigielskiego i dopiero w sądzie się dowiedział, że nie miał prawa tego uczynić. Po prostu, jak każdy laik w dziedzinie drogownictwa, Kozłowicz nie miał pojęcia, na czym polega odbiór robót po zakończeniu budowy, więc zupełnie nie rozumiał, na czym polegała praca, którą wykonywał inż. Śmigielski.
Trzeba przyznać, że dyrektor Kozłowicz zachował się sprytnie, kiedy prezydent kazał mu wyciągnąć konsekwencje wobec osoby, która źle prowadziła negocjacje w sprawie rozbudowy systemu Bydgoski Rower Aglomeracyjny. Pożegnał się wówczas z pracą w ZDMiKP wicedyrektor Janusz Trafara. Nie miał on co prawda nic wspólnego z negocjacjami, ale kończyła mu się właśnie umowa na czas określony.
Od dwóch lat Kozłowicz jest z rekomendacji SLD wiceprezydentem Bydgoszczy. Rafał Bruski powierzył mu? nadzor nad ZDMiKP.
Prezydent zadrwił z mediów i mieszkańców w trakcie tzw. afery śmieciowej. Jeden z bydgoskich dziennikarzy sfilmował w nocy kartony i worki ze śmieciami leżące na Jezuickiej przed wejściem do ratusza. Znalazł w nich urzędową korespondencję i dokumenty. Film opublikował na swoim profilu na Facebooku, a rano temat podjęły bydgoskie media. Ponieważ służby informacyjne ratusza rozesłały komunikat, że wezwana została na dywanik firma sprzątająca i złożyła wyjaśnienia w tej sprawie, prezydent sądził, że sytuacja jest już opanowana.
Zapomniał, że oprócz ?zaprzyjaźnionych mediów? istnieją w Bydgoszczy ugrupowania polityczne opozycyjne wobec rządzącej koalicji PO-SLD, które chętnie skorzystają z okazji, by wytknąć prezydentowi nieudolność. Poza tym policja zabezpieczyła śmieci i zaczęła sprawdzać, czy nie naruszono ustawy o ochronie danych osobowych.
Bruski uznał, że to nie przelewki. Do mediów został wysłany następny komunikat, informujący, że ?w związku z sytuacją znalezienia niezabezpieczonych worków ze śmieciami w nocy z 15 na 16 lutego 2016 r. prezydent miasta podjął decyzje o natychmiastowym odwołaniu z funkcji dyrektora Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego.?
Prawdę mówiąc, konsekwencje powinien wyciągnąć Bruski wobec sekretarza miasta, bo to on odpowiada za funkcjonowanie urzędu, tymczasem podjął inną decyzję. Media zakomunikowały zgodnym chórem: Ostra reakcja prezydenta. Wojciech Jazdon zapłacił głową.
Mocno nas zdziwiło, gdy po kilku miesiącach okazało się, że stanowisko dyrektora Wydziału Organizacyjno-Administracyjnego zajmuje? Wojciech Jazdon. – Pan Wojciech Jazdon do 30.06.2016 r. był oddelegowany do wykonywania obowiązków głównego specjalisty w ówczesnym Wydziale Zdrowia i Świadczeń Społecznych. Po tym czasie powrócił na stanowisko zajmowane przed oddelegowaniem ? wyjaśniło nam, jak do tego doszło, Biuro Obsługi Mediów i Komunikacji Społecznej.
W tym momencie stało się jasne, jaki numer wywinął Rafał Bruski. Wywalenie Jazdona było fikcyjne. Miał na jakiś czas ?schować się? w innym wydziale i czekać aż sprawa przycichnie. Może nawet dostał nagrodę za udział w tej mistyfikacji. Dzięki jego kooperacji Bruski mógł odgrywać twardziela, który potrafi podejmować ?męskie? decyzje. Mimo że ujawniliśmy tę mistyfikację, ?zaprzyjaźnione media? nie miały żadnych pretensji do prezydenta Bydgoszczy.
Co się tyczy polityki personalnej prezydenta Rafała Bruskiego, to należałoby jeszcze opisać jego najbliższych współpracowników, konkursy pod konkretne osoby czy sposób obsadzania rad nadzorczych, ale to zajęłoby wiele kolejnych stron. Poza tym druga połowa drugiej kadencji powiększy z pewnością naszą wiedzę w tym zakresie. Wtedy będzie odpowiedni moment na całościowe résumé.