W nocy z 28 na 29 października przechodzimy na czas zimowy i wskazówki zegarków przesuwamy z godziny trzeciej na drugą. Jest szansa, że już po raz ostatni!

Od lat tłumaczy się, że zmiana czasu, odbywająca się dwa razy w roku, ma się przyczynić do efektywniejszego wykorzystania światła dziennego i oszczędności energii. Eksperci wykazują jednak, że to mit. W Polsce wciąż pojawiają się głosy, że nasz kraj powinien zrezygnować z tej procedury. W tym roku misję likwidacji zmian czasu podjęli posłowie Polskiego Stronnictwa Ludowego.

W październiku sejmowa Komisja Administracji i Spraw Wewnętrznych poparła jednogłośnie projekt ustawy autorstwa PSL, który zakłada brak zmiany czasu na letni i zimowy. Według propozycji PSL czas letni miałby obowiązywać cały rok, ale dopiero od 1 października 2018 r. Dlatego, nawet gdyby projekt PSL zyskał poparcie Sejmu, Senatu i prezydenta, to czas zmienialibyśmy jeszcze w marcu 2018 roku. Na konferencji prasowej w Sejmie Marek Sawicki podkreślił, że czas najwyższy, żeby pozostać w czasie środkowo-europejskim letnim. Były minister rolnictwa dodał, że Sejm zajmie się sprawą „na następnym posiedzeniu”. - Wszystko wskazuje na to, że rzeczywiście w przyszłym roku, już od jesieni pozostaniemy w strefie czasu środkowo europejskiego letniego  – zapowiedział poseł PSL.

W Polsce zmiana czasu została wprowadzona w okresie międzywojennym, następnie w latach 1946-1949 i 1957-1964; obecnie obowiązuje ona nieprzerwanie od 1977 roku.

Przypominamy, że zmiana czasu poza zakłóceniem naszego rytmu dnia spowoduje zatrzymanie na godzinę kursowanie pociągów. W nocy zatrzymują się na stacjach na godzinę, co oznacza, że podróżni pojadą dłużej (zmiana czasu w 2017 roku sprawi, że na torach stanie 31 pociągów).