W kwietniu tego roku Ogólnopolski Związek Pielęgniarek i Położnych podpisał kończące spór zbiorowy porozumienie z dyrektorem szpitala, Jarosławem Kozerą. Jego częścią był zapis, że w szpitalnych oddziałach będą istnieć obok oddziałowych stanowiska ich zastępców. Sądzi się bowiem mylnie, iż zastępcy zajmują się jedynie zastępowaniem nieobecnego w pracy szefa bądź szefowej. W istocie jednak wykonują całkiem odmienne zadania, więc dla środowiska pielęgniarskiego to ustalenie miało fundamentalne znaczenie.
Tymczasem w lipcu dyrektor szpitala wydał zarządzenie, w którym zapowiedział likwidację stanowisk zastępców kierowników do spraw pielęgniarstwa (to urzędowa nazwa oddziałowych), co zostało uznane za jawne złamanie podpisanego porozumienia. Tym samym spór zbiorowy trwa nadal, gdyż sytuacja wróciła do punktu wyjścia.
Kolejne posunięcia zdają się świadczyć , że dyrekcja pogrywa sobie ze związkowcami. ? Jest zapowiedź, że wszyscy kierownicy do spraw pielęgniarstwa zostaną odwołani i do czasu rozstrzygnięcia konkursów na te stanowiska, będą jedynie pełniącymi obowiązki ? powiedział nam Jan Słysz, członek zarządu Ogólnopolskiego Związku Pielęgniarek i Położnych w szpitalu Jurasza.
Pracownicy szpitala mają też inne zmartwienie. Będą później otrzymywać wynagrodzenie za pracę. Dotychczas pensje były wypłacane na zakończenie miesiąca, teraz pracownicy otrzymają je dopiero dziesiątego następnego miesiąca.
- Dostaniemy w tym roku tylko jedenaście pensji – złości się jedna z pielęgniarek. – Na pewno chodzi o kreatywną księgowość, żeby część opłat przesunąć na następny rok kalendarzowy – dodaje jej koleżanka. Obie poprosiły o zachowanie ich nazwisk do wiadomości redakcji, bo, jak twierdzą, w szpitalu trwa polowanie na niepokornych i panuje atmosfera strachu.
Marta Laska, rzecznik szpitala, odmówiła rozmowy z nami, zasłaniając się ogromem obowiązków.