Pokrzywdzenie bydgoszczan wynika z przyjętego podziału województwa kujawsko-pomorskiego na dwa okręgi wyborcze do Sejmu RP: toruński i bydgoski, z których toruński jest minimalnie większy od bydgoskiego. Z tego powodu w toruńskim wybiera się 13 posłów, a w bydgoskim 12. W związku z tym, że w uchwalonym przed kilkoma miesiącami Kodeksie wyborczym granice okręgów w wyborach do senatu (jest ich w całym kraju 100) nie mogą naruszać granic okręgów do sejmu (jest ich mniej – 41) konsekwencje są już daleko idące, niemal podwójnie niekorzystne dla Bydgoszczy.

W województwie kujawsko-pomorskim zgodnie z przyjętą w Kodeksie wyborczym normą przedstawicielstwa wybiera się 5 senatorów. Dlatego że toruński okręg wyborczy jest minimalnie większy podzielono go na trzy okręgi senackie, a bydgoski tylko na dwa. Dwóch senatorów w okręgu bydgoskim też nie wybiera się sprawiedliwie, bowiem senacki okręg z Bydgoszczą liczy 600 tys. mieszkańców, a ten drugi z Inowrocławiem ledwo ponad 400 tys. mieszkańców. Toruńskiego senatora wybiera 340 tys. mieszkańców. Można powiedzieć, że siła głosu mieszkańca Bydgoszczy jest bodaj najsłabsza w całej Polsce. Gdyby przyjęto dla Bydgoszczy proporcjonalne normy przedstawicielstwa swojego senatora bydgoszczanie powinni wybierać tylko w granicach miasta.

Zapytaliśmy posła Waldy’ego Dzikowskiego z PO dlaczego 600 tys. wyborców z okręgu bydgoskiego wybiera jednego kandydata do senatu tak samo jak 344 tys. mieszkańców okręgu toruńskiego. – To jest zgodne z zasadami reprezentatywności – mówi poseł Dzikowski. – Opracowaliśmy wielkość okręgów przy współpracy specjalistów z PKW.

- Ależ to jest właśnie niereprezentatywne jeśli 600 tys. ludzi będzie miało jednego senatora i 340 tys. również jednego przedstawiciela – zaprotestowaliśmy. Poseł Dzikowski wyjaśniał dalej: – Tworzono okręgi także w oparciu o związki kulturowe i zdrowy rozsadek. W Poznaniu jest podobnie. Okręg miejski jest zdecydowanie większy od powiatowego. I co? Mieliśmy wyjąć dwie trzy dzielnice z Poznania i włączyć do okręg powiatowego?

Poseł Tomasz Latos zdecydowanie krytykuje podział na tak różniące się liczbą mieszkańców okręgi: – Po raz kolejny Toruń coś załatwia pod stołem. Ja postanowiłem podarować w kilku ministerstwach rocznik statystyczny. W Polsce bowiem jest wciąż takie wyobrażenie, że Toruń i Bydgoszcz są podobnej wielkości. A okręgi wyborcze? Myśmy protestowali przeciwko takim okręgom wyborczym.

Poseł PO, Paweł Olszewski jest zdziwiony naszym pytaniem. – Okręgi są takie jak podczas poprzednich wyborów – mówi poseł Paweł Olszewski.

Poseł Andrzej Walkowiak z PJN mówi nam: – Jestem zaskoczony. PJN nie wystawia kandydata do senatu, więc sprawą się specjalnie nie interesowaliśmy. Jeśli jednak jest tak, że 600 tysięcy ludzi wybiera jednego senatora i 300 tysięcy jednego, to coś jest nie w porządku. Niestety pogłębia to konflikt toruńsko-bydgoski. Zainteresuję się tą sprawą.

Posłanka Anna Bańkowska z SLD twierdzi, że jej partia nie miała wpływu na kształt okręgów wyborczych. – Taki podział jest niesprawiedliwy – mówi poseł Anna Bańkowska.