Ale to jeszcze nie koniec….
Po festiwalu wyruszyłyśmy na wyprawę do Turcji: do Istambułu i Adampola.
I właśnie Adampol, polska “osada” w Turcji, przyniósł nam największą niespodziankę.
Adampol to polska wioska w Turcji, założona w poł. XIX w. Osada polskich emigrantów na obrzeżach szybko rozprzestrzeniającego się Stambułu, położona po azjatyckiej stronie cieśniny Bosfor, na północny wschód od centrum metropolii. Ze względu na historię tradycyjnie wybiera się tu Polaka na wójta.
Teraz jest nim pan Antoni Wilkoszewski. Byłyśmy z nim wcześniej umówione, a potem poprosiłyśmy, aby oprowadził nas po Adampolu. Pan Antoni okazał się Aniołem (przez wielkie A). Poświęcił nam cały dzień: oprowadził po zabytkach Adampola, ugościł tancereczki pysznym śniadaniem w cudownej restauracji (gdzie goszczony był m. in. Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski), w swoim biurze gminy każdej dziewczynce wręczył pamiątkową torbę z książkami, proporczykiem i pocztówkami z Adampola. Później pojechał z nami do Istambułu, gdzie oprowadził nas po największych zabytkach tego miasta. Nasz autokar pilotowali dwaj jego współpracownicy, którzy później czuwali też nad naszym bezpieczeństwem. Jednego dnia, gdy upał osiągnął już zenitu, pan Antoni zafundował wszystkim kebaby i colę. Nawet najmłodsze uczestniczki tej wyprawy dostrzegły, że spotkały kogoś naprawdę wyjątkowego i dobrego. Wójt cały dzień biegał z nami po upalnych zakątkach Istambułu i Adampola, chcąc pokazać nam wszystko, co warte uwagi w tych miejscach. Przyjął nasze zespoły jak najważniejszych gości, bo chyba.. tak bardzo dba o polskość. Zaskakiwał nas na każdym kroku.