Wciąganie kojarzy się mojemu otoczeniu jednoznacznie. Po prostu, dokładnie wiemy, kto wciąga. To słowo pojawiło się w przestrzeni publicznej w minionym tygodniu. Okazało się, że ma ono charakteryzować nasze kochane miasto. Nie wiem, kto z otoczenia Marzeny Matowskiej wymyślił hasło ?Bydgoszcz wciąga legendarnie? i aż boję się spekulować, co miał na myśli. Na potrzeby remanentu muszę jednak pokonać lęk.

Zacznę od skojarzeń wzrokowych. Na muralu, który ilustruje to hasło, widać maleńką tratwę na spienionej wodzie. Wir może w każdej chwili wciągnąć tratwę w odmęty wodne. Czy taka przyszłość czeka, zdaniem autorów muralu, nasze miasto? Miejmy nadzieję, że nie. Bruski wprawdzie potężnie zadłużył Bydgoszcz, ale skarbnik ma ciągle pogodny wyraz twarzy. Chcę wierzyć, że nie odgrywa roli kapelmistrza orkiestry, zasuwającej na Titanicu do samego końca, jak gdyby nigdy nic.

Jeżeli nie chodzi o kasandryczną wizję wessania Bydgoszczy w podwodną otchłań, to może twórcy hasła mieli na myśli niuchanie. Wciągając nosem powietrze, wyczuwamy przecież różne zapachy. Ostatnio mieszkańcy skarżą się na fetor dochodzący z pojemników na śmieci. Tylko smród nie jest spécialité de la maison Bydgoszczy. To po prostu jedno z dotkliwych następstw ?rewolucji śmieciowej?, która sprawiła, że firmy wywożące odpady nie muszą zabiegać o klientów.

Jeden z bydgoskich radnych stara się podczas każdej sesji i to z powodzeniem wciągnąć przewodniczącego rady miasta w pyskówkę. Inni radni rządzącej partii dali się wciągnąć w przedsięwzięcia biznesowe. Są obecnie prezesami albo dyrektorami. Prezydent Bydgoszczy wciągnął do rad nadzorczych spółek komunalnych takie osoby, że może nawet prezydent Warszawy by się zdziwiła.

Ostatnio bydgoszczanie zostali wciągnięci do wspólnego przedsięwzięcia biznesowego galerii handlowej i klubu, w którym trenuje się kalistenikę. A działo się to pod pretekstem bicia rekordu Guinnessa w liczbie podciągnięć na drążku wykonanych grupowo jednego dnia. Naprawdę chodziło o to, żeby skusić do przyjścia do galerii bardzo wiele osób, bo przynajmniej część z nich zechce coś kupić albo zapisać się na płatne treningi kalisteniki.

Za jakiś czas inna galeria handlowa wciągnie bydgoszczan do wspólnej zabawy połączonej z zakupami. Ale chyba nie można z tego powodu twierdzić, że ?Bydgoszcz wciąga legendarnie?. To wypróbowane chwyty marketingowe, stosowane we wszystkich miastach, gdzie walczą o klientów różne centra handlowe. Również wcześniej omówione “wciągania” nie są znakiem charakterystycznym naszego miasta.

Moim zdaniem, Bydgoszcz nie powinna wciągać. Powinna przyciągać. A ponieważ słabo jak na swój potencjał przyciąga, pozostaje jej chwalenie się legendarnym wciąganiem. Cokolwiek ono by to miało znaczyć.