Podczas ostatniej w tym roku sesji Bydgoskiego Kolokwium Wiedzy o Ziemi można było wysłuchać wykładu pt. ?Wiara, nadzieja i miłość a zdrowie?, który wygłosiła prof. dr hab. Małgorzata Kościelska z Instytutu Psychologii Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego. Wśród słuchaczy, z których większość stanowili członkowie Bydgoskiego Towarzystwa Naukowego, znalazł się także biskup Jan Tyrawa.

Wykładowczyni zastrzegła na wstępie, że temat może omówić jedynie z punktu widzenia psychologa, a niektóre jego aspekty pozostawia do rozpatrzenia specjalistom z innych dziedzin.

Człowiek jest wielopoziomowy. Jest ciałem fizycznym (ma masę, podlega prawu przyciągania), a także chemicznym, bo złożonym z wielu pierwiastków chemicznych. ? Z jakiegoś tajemniczego powodu z poziomu fizyko-chemicznego tworzy się poziom organiczny ? stwierdziła prof. Kościelska. Następny jest poziom psychiczny ? myślimy, czujemy, tworzymy plany. Człowiek jest także istotą społeczną oraz posiada duchowość. – Z jej określeniem psycholodzy mają największą trudność, tu trzeba oddać głos teologom ? uznała specjalistka w zakresie psychologii klinicznej.

- Rozwój człowieka przebiega od poziomu materialnego ku duchowości ? powiedziała prof. Kościelska. – Tej strukturze człowieka odpowiada struktura świata. Jeśli sięgniemy do Genesis, to zobaczymy, że najpierw była materia nieożywiona, potem przyroda i człowiek. Gdy ludzi było więcej, powstało społeczeństwo oraz kultura.

Zamiarem wykładowczyni było wskazanie wpływu duchowości, czynników psychicznych i społecznych na zdrowie ludzkie, gdyż medycyna tym się nie zajmuje, leczy chore organy przy pomocy środków chemicznych i fizycznych. Zostaliśmy upoważnieni przez panią profesor jedynie do cząstkowego omówienia jej wywodu , gdyż wykład, który wygłosiła w Sali Łochowskiego, opublikowany zostanie w najbliższym czasie w postaci artykułu.

Nasz poemat narodowy zaczyna się inwokacją, której poniższy fragment został na wstępie wykładu odczytany:

Panno święta, co Jasnej bronisz Częstochowy
I w Ostrej świecisz Bramie! Ty, co gród zamkowy
Nowogródzki ochraniasz z jego wiernym ludem!
Jak mnie dziecko do zdrowia powróciłaś cudem
(Gdy od płaczącej matki, pod Twoją opiekę
Ofiarowany, martwą podniosłem powiekę;
I zaraz mogłem pieszo, do Twych świątyń progu
Iść za wrócone życie podziękować Bogu)

- Kościoły całego świata pełne są wotów dziękczynnych za cudowne uzdrowienia ? przypomniała prof. Kościelska i omówiła kilka przypadków, wobec których medycyna była bezradna, a pomogła modlitwa. Znany filozof katolicki, prof. Stefan Świerzawski, ufundował tablicę w jednym z kościołów warszawskich na świadectwo cudownego wyleczenia z czerniaka za wstawiennictwem Jerzego Popiełuszki. Wykładowczyni podjęła próbę odpowiedzi na pytanie, jak dochodzi do cudownych uzdrowień, na przykładzie Rafała, który jako wycieńczony chorobą nowotworową chłopak zjawił się na audiencji u Jana Pawła II i otrzymał błogosławieństwo, a teraz jest dorosły, zdrowy, żonaty i ma dzieci.

Z wypowiedzi Rafała, wynika, że nie czuł się po spotkaniu z papieżem uzdrowiony w sensie fizycznym, natomiast dokonał się jakiś przełom w jego psychice. – Uwierzyłem, że jestem w stanie pokonać chorobę ? wyznał. Natomiast nie chciał zdradzić, co mu powiedział Ojciec Święty : – To jest moją tajemnicą i pozostanie ukryte – oświadczył Rafał.

- Mówimy o cudzie, gdyż mamy do czynienia z tajemnicą, a ja jako badacz nie ośmielam się tej tajemnicy ani naruszać, ani objaśniać – zakomunikowała prof. Kościelska, dodając, że może objaśniać wiarę w rozumieniu psychologicznym na przykładzie placebo i nocebo, gdyż wtedy zjawiska występują w związku z relacjami społecznymi i przeżyciem psychicznym. W poważnej literaturze fachowej zostało opisanych wiele eksperymentów, których wyniki były związane z okłamaniem pacjentów przez lekarzy, co do przeprowadzanego leczenia.

U części pacjentów przeprowadzono operację kolana, pozostałych oszukano, gdyż pod lekką narkozą dokonano tylko nacięcia skóry. Efekty były zbliżone. Podobnie z chorymi na Parkinsona. U połowy przeprowadzono operację mózgu, innym wmówiono, że przeszli operację. Znowu nie stwierdzono specjalnych różnic. Ustalono również empirycznie, że entuzjastycznie nastawieni chirurdzy mają lepsze wyniki operacyjnie niż ich sceptycznie nastawieni koledzy.

Pani profesor zdradziła także tajemnicę onomatopei. Jej przyjaciółka, prof. Hanna Olechnowicz, opiekowała się jako sanitariuszka podczas Powstania Warszawskiego młodym człowiekiem, który okropnie cierpiał, gdyż granat urwał mu nogę, i błagał, żeby dała mu coś na uśmierzenie bólu, a ona niczym takim nie dysponowała. Zrobiła więc papkę z wody, popiołu oraz pokrzywy i podała mu jako lekarstwo przeciwbólowe. Chłopak zasnął, a rano zapytał: – Jak się nazywa ten cudowny lek, który mi siostra wczoraj podała. Sanitariuszka wymieniła więc pierwsze obce słowo, jakie jej przyszło do głowy: – Onomatopeja.

- Postaram się wyjaśnić, jak działa placebo, czyli dlaczego nie tylko morfiną, ale także onomatopeją można zmniejszyć poziom bólu – zapowiedziała specjalistka od następstw funkcjonowania ludzkiego mózgu. Po pierwsze, działa odruch warunkowy. Jeżeli biała pigułka komuś pomogła, to zażycie białej pigułki mimo innej zawartości będzie dawać mniej więcej ten sam efekt. Druga koncepcja mówi o przydawaniu specjalnych znaczeń różnym przedmiotom, na przykład przypisywanie im właściwości leczniczych. Może też działać modelowanie, związane z zachowaniem lekarza czy pielęgniarki. Emocje się udzielają, teoria neuronów lustrzanych poucza, jak to się dzieje, że zarażamy się dobrym nastrojem albo smutkiem.

- Żeby placebo zadziałało, wymagana jest relacja patriarchalna lekarz – pacjent – stwierdziła prof. Kościelska. ? Nie wiem, jak to teraz będzie, kiedy wprowadza się poziom partnerski i każdy pacjent chce być szczegółowo o wszystkim informowany ? zażartowała.

Po tym wprowadzeniu prof. Małgorzata Kościelska poinformowała słuchaczy, że wiara, nadzieja i miłość są cnotami teologalnymi, wprowadzającymi nas w transcendencję, ale są także właściwościami psychologicznymi i to w dwojakim sensie. Każda z tych właściwości może być cechą człowieka i w tym sensie możemy mówić o niektórych, że są ludźmi wiary, ludźmi nadziei i ludźmi miłości. Właściwości te mogą również występować sytuacyjnie, mamy wtedy wiarę w coś lub kogoś, mamy określone oczekiwania i budujemy z kimś więź.

Następnie wykładowczyni szczegółowo omówiła wszystkie cnoty teologalne w aspekcie psychologicznym. Po wykładzie odbyła się dyskusja.

Prof. Roman Kotzbach stwierdził, że zna z wieloletniej praktyki fakt ścisłego związku stanu zdrowia pacjentów z ich nastawieniem psychicznym. ? Ciężko chore pacjentki, w których była chęć życia, zdrowiały. A inna, która przyszła do szpitala z prostą torbielą, po tygodniu zmarła, bo jej się żyć nie chciało. Prof. Olgę Haus interesowało, czy wykorzystuje się w placówkach zdrowia zależność między psyche pacjenta a skutecznością procesu leczenia. Prof. Małgorzata Kościelska odpowiedziała, że jej dawna uczennica przeprowadziła w Centrum Zdrowia Dziecka program obniżania lęku dzieci przed operacją kardiochirurgiczną i okazało się, że nawet śmiertelność pooperacyjna potem spadła. Ale generalnie, jej zdaniem, lekarze są zbyt ?techniczni?, nie zarażają pacjentów entuzjazmem i wiarą.

Historię z happy endem opowiedział prof. Marek Jerzy. Zadzwoniła jego doktorantka, która miała zdać filozofię przed obroną pracy doktorskiej. Poinformowała, że nie przyjedzie na egzamin, bo jej dziecko trafiło do szpitala, więc nie może się uczyć, gdyż chce być przy jego łóżku. Profesor poradził jej, żeby wzięła podręcznik do szpitala, tam czytała na głos dziecku i w ten sposób powtarzała materiał. Doktorantka tak zrobiła, a potem śpiewająco zdała egzamin. – Egzaminator stwierdził, że ona nie odpowiadała dobrze, ani bardzo dobrze, tylko po prostu ekscytująco – relacjonował prof. Jerzy . – Doktorantka opowiedziała mi, że cały oddział się zleciał, kiedy czytała na głos historię filozofii, a dzieciaki prosiły: – Niech pani jeszcze raz nam to poczyta. Były w siódmym niebie.

Na dowód, że ciągle pamięta, co to jest onomatopeja, prof. Marek Jerzy wyrecytował wiersz Staffa ?Deszcz jesienny?.

Ks. biskup dr Jan Tyrawa powiedział o zdarzeniu, o którym dowiedział się na początku lat 90., wizytując parafię w Bolesławcu. Jedna z uczennic drugiej klasy szkoły podstawowej bardzo przeżywała to, że jej ojciec wyjechał do pracy zagranicą. Stawała się coraz bardziej apatyczna oraz wyizolowana z otoczenia. Pewnego dnia przyszła do szkoły całkiem odmieniona, radośnie każdemu opowiadała, że dzisiaj ojciec wrócił. Jak się okazało, to nie była prawda. ? Tak mocno tęsknota dała o sobie znać, że zakłóciła percepcję i dziewczynka pragnienie wzięła za rzeczywistość ? skonstatował ksiądz biskup.

- Niedawno dowiedziałem się, że nie można używać określenia eurosieroty, należy mówić: dzieci rodziców, którzy wykonują mobilny zawód ? zdradził bp Tyrawa i uznał to za jeden z wielu przykładów unikania nazywania problemów po imieniu.

- Jest cały szereg problemów w życiu człowieka, w jego egzystencji, których nie da się rozwiązać przy pomocy techniki. Można te problemy rozwiązać jedynie i wyłącznie poprzez miłość, poprzez nadzieję, poprzez przebaczenie, poprzez poświęcenie się ? podsumował dyskusję biskup bydgoski.