Wiceprezydent Iwona Waszkiewicz jest konkretna i rzeczowa. Jej szef gada zazwyczaj niechlujnie, a czasami jak potłuczony. Ona jest jego przeciwieństwem. Jeśli zastępczyni Bruskiego zabiera głos, to tylko po to, żeby podać dane liczbowe bądź obowiązujące procedury. Nie ma zbędnych słów ani niefortunnych ozdobników w jej wystąpieniach.

Wcześniej sądziłem, że postępowanie Waszkiewicz wynika z faktu, iż pani wiceprezydent chce być perfekcyjną urzędniczką. Ten sąd pękł jak bańka mydlana przy dotknięciu palcem, kiedy zobaczyłem zdjęcie z wręczenia Medali Jerzego Sulimy Kamińskiego.

Sympatyczna uroczystość, wszyscy na luzie, tylko Iwona Waszkiewicz wyprężona jak struna, dosłownie ?na baczność?. I wtedy zajarzyłem. Urząd to dla pani wiceprezydent to tylko nędzna namiastka koszar. Tylko tam życie toczy się w uporządkowany sposób. I nie trzeba wielu słów, żeby się porozumieć z otoczeniem.

Ach, gdyby tak posłać urzędników w kamasze. A potem krótka piłka: Na lewo patrz! Odmaszerować! Padnij! Ognia! Zrozumiano?