Panie przewodniczący, czy podpisując Pakt dla Kultury dostrzegł Pan wśród sygnatariuszy znanych bydgoskich twórców? Przedstawicieli stowarzyszeń twórczych? Bo ja nie widziałem.
Od początku deklarowaliśmy otwartość Paktu dla Kultury. On nadal jest otwarty. Podczas kongresu obradowało 27 stolików tematycznych. Rozmawiano o wszystkim co najważniejsze dla kultury. Ja wciąż zachęcam do przystępowania do Paktu dla Kultury. Na tym polega demokracja. Można oczywiście stać obok, ale niewiele z tego wynika.
Nie sądzi Pan jednak, że warto było wysłać z dwieście zaproszeń imiennych dla ludzi kultury, dla szefów stowarzyszeń twórczych?
Ja osobiście też nie miałem imiennego zaproszenia. Dzwoniłem. Dowiadywałem się. Jeszcze raz pozwolę sobie skierować zaproszenie do wszystkich, którzy chcą uczestniczyć i decydować o życiu kulturalnym Bydgoszczy do przyłączenia się do działań Paktu dla Kultury. Tu idzie o obywatelskość tego procesu. Pan prezydent i ja podpisując Pakt dla Kultury chcieliśmy, żeby ludzie kultury sami zaczęli decydować o bydgoskiej kulturze. I wierzę, że tak będzie. To jest oczywiście trudne, bardzo trudne, ale jesteśmy pierwszym miastem w Polsce, które idzie tą drogą. Za nami podążają: Poznań, Gdańsk, Łódź. I już nas pytają, jak to się robi!
A my musimy iść naprzód. Nie obrażać się na Pakt dla Kultury. Nie powinniśmy ?międlić? wciąż tego samego. Pakt dla Kultury jest już faktem. Teraz najważniejsze jest wypracowanie Dekalogu dla kultury. Cały bowiem czas krąży nad bydgoską kulturą widmo mamony. Kto na tym skorzysta? Kto załatwi itd. Musimy skończyć z krążeniem po mętnej wodzie… Ja nie chciałbym, żeby pan biegł ze swoim tomem opowiadań do pani Zosi, Krysi, czy kogo tam i wypraszał pieniądze. Dawał czekoladki. To upokarzające dla pisarza. Pakt dla Kultury stwarza szansę jasnych reguł, przejrzystości. Są ludzie, którzy zajmują się tym teraz z pasją. I jeśli pan pozwoli, to wyróżnię wśród nich panią Marcinkiewicz, Olgę Marcinkiewicz. Dojeżdża tu z Torunia. Społecznie pracuje. Wraca do tego Torunia ostatnim pociągiem. Wyrazy szacunku należą się też dyrektorowi Łysakowi. Nie musi tego robić, a jednak poświęca swój czas. Widać, że bardzo mu zależy na powodzeniu i sukcesie Bydgoskiego Kongresu Kultury. No i jeszcze pani dyrektor Marzena Matowska, która naprawdę nie szczędzi sił dla tej sprawy. I niech pan zwróci uwagę, że jesteśmy jednym z nielicznych miast, które zwiększyły o milion złotych nakłady na kulturę. A proszę zobaczyć, co się dzieje w innych miastach: w Warszawie, w Krakowie.
Nie zmienia to faktu, że niektóre środowiska czują się w tym procesie pominięte.
Ich uczestnictwo jest sprawą ich decyzji. A poza tym, proszę zauważyć, właśnie zaczynamy remont ?Węgliszka?, który zostanie wraz z całym piętrem udostępniony twórcom: plastykom, pisarzom, poetom. Niech się tam spotykają, dyskutują, niech nas krytykują, ale niech się sami nie wykluczają z debaty o bydgoskiej kulturze. Są niestety ludzie, którzy dobrze się czują w mętnej wodzie, o której mówiłem… Mam na przykład wrażenie, że jeden z bydgoskich plastyków uczyni za chwilę z pani dyrektor Piechockiej?Lipki błogosławioną… Tymczasem chodzi o to, żeby to nie urzędnicy decydowali, co jest wartościowe w sztuce, co warto dofinansować. Urzędnicy mają w tym zakresie właściwie rozliczać pieniądze. Informować o tym pana prezydenta, skarbnika, a nie przydzielać je według własnego uznania.
Czy nie uważa Pan, że wdrażaniu Paktu dla Kultury towarzyszy zbyt duża nerwowość i chaos. I mamy już pierwszy rezultat tego chaosu. Do dziś nie ma regulaminu konkursu ofert dla organizacji pozarządowych na wykonanie zadań z zakresu kultury?
Nie zajmuję się organizowaniem tego konkursu.
Ale tak jest. Konkurs w związku z koniecznością zachowania procedur zostanie rozstrzygnięty dopiero pod koniec marca. A wszystko to się dzieje w Roku Wyczółkowskiego…
Rzeczywiście mnie też martwi to, że zbyt mało energicznie ruszyliśmy z Rokiem Wyczółkowskiego, a to artysta europejski, ważny dla naszego miasta.
Bo nie ma owego regulaminu…
O, nie. Rok Wyczółkowskiego będzie miał bogaty program realizowany między innymi przez Muzeum Leona Wyczółkowskiego. O to jestem spokojny.
Mam jeszcze pytanie, które muszę poprzedzić trochę dłuższą wypowiedzią…
Proszę uprzejmie.
Otóż Bydgoski Kongres Kultury powstał z inspiracji ruchu społecznego Obywateli Kultury, ludzi, którzy uroczyście podpisali Ogólnopolski Pakt dla Kultury z premierem Donaldem Tuskiem…
Wiem. Tam była elita ludzi kultury. Agnieszka Holland…
Agnieszka Holland, a także Kazimiera Szczuka, Jacek Żakowski, Jerzy Hausner, Andrzej Mencwel. I właśnie o to chciałem Pana zapytać. Wymienieni przeze mnie ludzie, to elita środowisk lewicowych. I na Bydgoski Kongres Kultury jako eksperci zostali zaproszeni też wyłącznie ludzie o lewicowych korzeniach. Ot, choćby w ostatnim posiedzeniu Obywatelskiej Rady ds. Kultury jako ekspert wystąpił Wojciech Kłosowski, członek Partii Zielonych. Kandydat do sejmu tej partii.
Powiem może trochę niegrzecznie, ale eksperci nie mają tu wielkiego znaczenia. Ja mogę wysłuchiwać opinii od lewa do prawa i wybierać to, co najlepsze dla Bydgoszczy. A ważne jest to, żebyśmy tu w Bydgoszczy ze sobą rozmawiali i wybierali to, co najlepsze. Rozmawiajmy. Ja jestem jedynie przeciwko czemuś takiemu, jak to najście na Pianolę…
Byłem tam i nic nadzwyczajnego się nie stało.
Ale coś takiego nie powinno mieć w ogóle miejsca. Przyzna pan? Rozmawiajmy, różnijmy się, przekonujmy. Ja jestem zwolennikiem takiego rozwiązywania problemów.
Czy Pan wie, że Obywatelska Rada ds. Kultury nie ma do tej pory regulaminu, władz i żadnego przyjętego trybu podejmowania decyzji. Liderzy zbierają po prostu opinie i tylko niektóre uwzględniają.
A pamięta pan jak powstawała ?Solidarność?? Też nie było na początku…
Nie, nie… Natychmiast powstawały komitety, głosowano…
No, dobrze. Niech pan jednak zrozumie, że podpisaliśmy Pakt dla Kultury 9 grudnia, a Obywatelska Rada ds. Kultury powstała jeszcze później. Dajmy tym ludziom czas na zorganizowanie się, dopracowanie procedur. Z panem prezydentem podpisałem Paktu dla Kultury wraz z wszystkimi zapisami, które powstały przy stolikach tematycznych.
Panie przewodniczący, proszę powiedzieć co dalej z masterplanem?
Rada Miasta podjęła w 2010 roku uchwałę o przyjęciu Agendy 21. I z niej wynika to, co się w tej chwili dzieje w bydgoskiej kulturze. Masterplan, moim zdaniem, powinien obejmować na początek dwa lata. I musimy wreszcie skończyć z bylejakością i pamiętać, że nie jesteśmy też skazani na Pakt dla Kultury. Musimy przez te dwa lata zobaczyć, jak to będzie działało. Zebrać w tym czasie opinie różnych środowisk, w tym i tych, które dotąd są sceptyczne wobec Paktu dla Kultury. Wysłuchać krytycznych uwag. Zobaczyć, co jest dobre. Po dwóch latach powinien powstać masterplan wieloletni.
Taki program pilotażowy?
Tak.
Chciałbym serdecznie podziękować za poświęcony nam czas.
A ja chciałbym jeszcze raz zaapelować do wszystkich, którzy się wahają, by wzięli udział w pracach Obywatelskiej Rady ds. Kultury i przyłączyli się do Paktu dla Kultury. Chcemy uspołecznić system podejmowania decyzji w sprawach kultury. I nie chodzi o to, żeby być w tej radzie, bo wtedy, proszę wybaczyć sformułowanie: będzie się bliżej koryta. Chodzi o stworzenie systemu, w którym nie urzędnicy będą decydowali o tym, co jest wartościowe, a co nie.
*Rozmowa trwała blisko 80 minut, dlatego prezentujemy jedynie jej fragmenty.