Jeszcze zimą decydenci – Straż Miejska i Urząd Wojewódzki – zapowiadali, że sytuacja się zmieni, kiedy zrobi się cieplej. Patrząc za okno, cieplej już chyba nie będzie, ale w parku nie zmieniło się nic. Dziki parking funkcjonuje w najlepsze.
W styczniu rzecznik prasowy Straży Miejskiej mówił tak: – W miejscu tym nie obowiązuje prawo o ruchu drogowym, nie można się też oprzeć o kodeks wykroczeń, ponieważ nie dochodzi tu, zwłaszcza o tej porze roku, do niszczenia zieleni. Dzisiaj zastępujący odpoczywającego na urlopie rzecznika Jarosław Wolski mówi inaczej. – To jest teren prywatny Urzędu Wojewódzkiego, nie mamy podstaw do interwencji, dopóki kierowcy nie naruszają terenu parku. Niszczenie zieleni na prywatnym terenie nie jest wykroczeniem, to tak jakby ktoś postawił samochód na własnym trawniku.
Pół roku temu Bartłomiej Michałek zapowiadał, że powstanie w tym miejscu normalny parking. – Będą mogli z niego korzystać zarówno klienci, jak i pracownicy KPUW. Nie będzie więc problemu z niszczeniem zieleni w tym miejscu – zapewniał w styczniu dziennikarza jednego z bydgoskich portali. Proszony o komentarz do obecnej sytuacji napisał: – W związku z brakiem środków finansowych budowa parkingu została wstrzymana – jednym słowem będą pieniądze, będzie parking.
Sytuacja bulwersuje bydgoszczan, którzy zauważają zdecydowany wzrost represji stosowanych przez Straż Miejską wobec kierowców. To niebezpodstawne obserwacje. W pierwszym półroczu 2012 strażnicy założyli prawie tyle blokad (2664) i odholowali prawie tyle samochodów (651), co w całym ubiegłym roku (odpowiednio: 3736 i 742).