- Stale monitoruję remont tego budynku, a to, na co rzucił się inwestor, budzi mój niekłamany podziw, bo zakres robót jest ogromny – zwierza się Sławomir Marcysiak, miejski konserwator zabytków. ? Wszystko jest bardzo kosztowne: nowa nawierzchnia dachu, odnowienie elewacji, replika starej stolarki ? dodaje.
Zapytany, ile z kasy miejskiej poszło pieniędzy na dofinansowanie tego remontu, odpowiada: – Do tej pory ani złotówki. W projekcie uchwały, który właśnie przygotowałem, znajduje się dotacja na okna do tego budynku w kwocie 30 tys. zł. Jeśli więc radni tę uchwałę przyjmą, pan Dąbrowski otrzyma pierwsze pieniądze z Urzędu Miasta.
- To dla mnie kropla w morzu potrzeb, ale każda złotówka się przyda ? stwierdza Bogdan Dąbrowski. Złotówki, które wydał do tej pory, zrobiły swoje. Wiele osób pamięta, jak wyglądał ten obiekt kilka lat temu. Szpecące ubytki w murach, zabite dechami okna, ślady po pożarze. Obraz nędzy i rozpaczy. A obecnie – przyjemnie popatrzeć. Inwestor szczególnie zadowolony jest z wykonania pokrycia dachu: ? Uważam, że firma ?KM-Bud? Macieja Kuklińskiego spisała się na medal, bo zadanie było wyjątkowo trudne przy kopertowej konstrukcji dachu. Drugiego takiego w Bydgoszczy nie ma.
W 2001 roku budynek przy ul. Chodkiewicza 21 otrzymała w darowiźnie od miasta Akademia Bydgoska. (Kolejne ekipy ratuszowe wspierały wszelkimi sposobami rozwój uczelni, żeby doprowadzić do przekształcenia akademii w uniwersytet.) Jednak budynek wymagał tak kosztownego remontu, że uczelni nie było na to stać.
Pod koniec 2004 roku zrodził się pomysł o poszukaniu dzierżawcy. Ta oferta nie wzbudziła jednak wielkiego zainteresowania. Trudno się dziwić. Przyszły użytkownik musiałby dokonać najpierw kapitalnego remontu. Zgłosiła się tylko jedna osoba, ale i ona zrezygnowała. Pięć lat temu odkupił budynek od UKW Bogdan Dąbrowski. Potem nastąpił okres żmudnych ustaleń, zatwierdzania projektów budowlanych, uzgodnień konserwatorskich.
- Budynek jest wpisany do rejestru zabytków ? poinformował nas Sławomir Marcysiak. – A to oznacza, że znajduje się pod ochroną konserwatorską i wszystkie prace adaptacyjne muszą być szczegółowo uzgadniane.
Szczęśliwie się okazało, że nowego właściciela specjalnie przymuszać do dbałości nie trzeba, gdyż jest nie tylko miłośnikiem sztuki ? sam maluje obrazy – ale także miłośnikiem staroci i zbieraczem antyków. Kiedy trzeba było wymienić dużą część cegieł w murach, sprowadził inne z okolic Olsztyna. ? To cegły, które powstały w tej samej cegielni, co użyte przy budowie domu przy Chodkiewicza ? wyjaśnia Bogdan Dąbrowski. Podobną pieczołowitość okazał przy wymianie belek konstrukcyjnych. Powinny one być wykonane z drzew o dużym przekroju, a więc liczących około 150 lat. ? Udało mi się znaleźć takie w tartaku w Wierzchucinie Królewskim – cieszy się właściciel posesji.
Miejski konserwator zabytków twierdzi, że przed stu laty służył ten budynek personelowi administracyjnemu wielkiego składu materiałów metalowych, który rozciągał się na zachód od dzisiejszej ulicy Sułkowskiego. Bogdan Dąbrowski natomiast dotarł do archiwów, z których wynika, że przed pierwszą wojną światową w domu tym miał swoją siedzibę oddział banku poznańskiej spółki akcyjnej kupców polskich.
Za pół roku ? jak wszystko dobrze pójdzie ? budynek służyć będzie m.in. studentom UKW. W zrekonstruowanej piwnicy ma powstać klub studencki: – Ale taki z prawdziwego zdarzenia ? obiecuje właściciel posesji. Parter zajmie restauracja, na pierwszym piętrze będą pokoje hotelowe dla VIP-ów, a na samej górze pracownie malarskie. Nie wiadomo jeszcze, kto będzie z nich korzystał. ? Prowadzę negocjacje w Toruniu i Poznaniu ? zdradza Bogdan Dąbrowski.