Lektura książki Małgorzaty Okrafki-Nędzy pt. “Bóg liczy łzy kobiet” skłania do rewizji wyobrażeń o historii PRL-u i “wiecznej”, jak ówczesna władza wciskała narodowi, przyjaźni polsko-radzieckiej zbudowanej na wdzięczności za wyzwolenie spod okupacji niemieckiej. Jak głęboko wdrukowano ten fałsz w świadomość społeczną kolejnych pokoleń Polaków świadczy epizod na warszawskich Powązkach, gdzie tow. Ludmiła “Luda” Dobryniecka lat 27, szefowa Komunistycznej Młodzieży Polskiej, członkini prosowieckiej partii “Zmiana” osobiście ścierała gwiazdę i słowo “kat” z nagrobka jej idola Bolesława Bieruta.

Wypominam kobiecie wiek, by uzmysłowić skutki trwającej do dziś propagandy komunistycznej. Mimo upływu 25 lat od odzyskania suwerenności, w Polsce żyją ludzie nie przyjmujący do wiadomości prawdy o sowieckiej okupacji, co więcej dość skutecznie sprzeciwiają się odkłamywaniu historii, ujawnianiu przemilczanych dotąd faktów. Komunistyczne zaczadzenie przenoszone jest z dziadków, poprzez rodziców na, jak w przypadku Ludy – wielbicielki Lenina i Stalina, na wnuków i prawnuków.

Problem gwałtów na kobietach dokonywanych przez żołnierzy Armii Czerwonej w czasie wojny i po jej zakończeniu był skrzętnie pomijany w popularnych publikacjach historyków. Źle o sowieckich sołdatach nie wypadało i nadal nie wypada publicznie mówić. A te okrutne zdarzenia dotknęły po 1945 r. kilkaset tysięcy Polek w wieku od kilku do kilkudziesięciu lat. Cierpiały nie tylko Polki, ale także Węgierki, Czeszki, Austriaczki, Niemki traktowane przez żołdaków, nawet w oficerskich stopniach, jako łup wojenny.

Związane z tym tabu, z dużymi trudnościami, starają się przełamać artyści. Wybitny polski reżyser Wojciech Smarzowski zrealizował film pt. “Róża”, którego premiera w 2012 roku przełamała stereotyp polskiego filmu wojennego. Ukazał on całą brutalność i okrucieństwo żołnierzy Armii Czerwonej gwałcących “zdobyczne” kobiety za cichym przyzwoleniem miejscowej bezpieki. W 2013 roku ówczesny student ASP Jerzy Bogdan Szumczyk ustawił na Alei Zwycięstwa w Gdańsku rzeźbę gwałconej przez sowieckiego żołdaka ciężarnej kobiety. Już po kilku godzinach policja rzeźbę usunęła, a sprawa trafiła do prokuratury, która na szczęście sprawę umorzyła. Wywołujące konsternacje artystyczne przedsięwzięcia trafiały do masowej widowni kinowej i internetowej.

Opowieść wnuczki zgwałconej w 1945 r. Polki jest poruszająca. Jej tragiczny los i ciężkie, późniejsze życie jest przykładem wielkiego heroizmu. Uwięziona i przez kilka dni gwałcona dziewczyna przeżywa katusze, drżąc o swoje życie. Gwałciciel, najpewniej oficer NKWD, okazał się jednak “łaskawym panem” i po trzech dniach, zamiast oddać ją swoim podwładnym, pozwolił jej ubrać się i pójść do domu.

Ale życie babci Pelagii okazało się trudniejsze niż przezwyciężenie traumy zbrukania, poniżenia, uprzedmiotowienia, cierpienia fizycznego i psychicznego. Przyszło jej się zmierzyć z nieprawdopodobnie trudnym dylematem: czy dać życie poczętemu w takich okolicznościach dziecku. Sytuacja młodej, niezamężnej kobiety z dzieckiem w tamtych latach na wsi i w małych miasteczkach była nie do pozazdroszczenia. Ale Pelagia ponad swoje cierpienie, urzędowe możliwości aborcji, życie z piętnem i w niesławie, postawiła na nowe życie. Swoje i dziecka. A nie było ono łatwe. O tym wszystkim gotowa była powiedzieć tuż przed śmiercią. To, że zdobyła się na to wyznanie bolesne dla niej i jej najbliższej rodziny – córki i wnuczki świadczy o jej prawdziwym bohaterstwie i człowieczeństwie pokonującym nieludzkie wręcz zło. Świadectwo babci Pelagii ważne jest nie tylko dla historyków jako dokument dotyczący historii Polski, ale także jako uniwersalne, moralne przesłanie o godnym życiu.

——————————————-

Małgorzata Okrafka-Nędza, “Bóg liczy łzy kobiet”, s. 180, Wydawnictwo Fronda, Warszawa 2016 r.