- Śmierć Piotra Bartoszcze w 1984 roku była bardzo tajemnicza. Wątpliwości nie rozwiały dwa śledztwa, prowadzone w 1984 i 1995 roku. Obydwa zostały umorzone, a w ich trakcie nie uwzględniono wielu dowodów i okoliczności, które w trakcie postępowania zgłaszane były prokuratorom. ?Solidarność? podziemna utworzyła nawet w 1984 roku specjalną, alternatywną grupę śledczą składającą się z prawników i lekarzy, ale jej ustalenia także nie zostały poważnie potraktowane przez władze – opisuje dotychczasowe działania w tej sprawie dr Krzysztof Osiński z bydgoskiej delegatury IPN.

33 lata temu ciało brata znalazł w studzience melioracyjnej Roman Bartoszcze. Zgodnie z oficjalną wersją, mężczyzna miał wypadek prowadząc samochód pod wpływem alkoholu i po wydostaniu się z wozu utopił się w studzience. Po prostu, nieszczęśliwy wypadek.

Rodzina i znajomi Piotra Bartoszcze są pewni, iż to było polityczne zabójstwo. Ich zdaniem, świadczy o tym przebieg zdarzeń. Po godzinie 22.00 Piotr wyjeżdża od Romana, przed powrotem do domu chce jeszcze podjechać do sąsiada w sprawie akumulatora w ciągniku. Od sąsiada wychodzi o 23.00, bo musi wcześnie rano wstać, żeby odwieźć ojca i brata na dworzec. Do domu jednak nie dojeżdża, a kiedy następnego dnia zostają odnalezione jego zwłoki, ma we krwi 2,26 promila alkoholu.

Zagadkowych faktów związanych z okolicznościami śmierci Piotra Bartoszcze jest bardzo wiele. Wcześniej zostały one zbagatelizowane, gdyż jak się wydaje, śledztwa były prowadzone pod określoną tezę.

IPN podjął decyzję o wznowieniu śledztwa w sprawie śmierci Piotra Bartoszcze. Poprowadzą je śledczy ze Szczecina.
- Potrzebna jest weryfikacja wszystkich danych, ponowne przesłuchanie świadków i próba dojścia do prawdy. Oczekują tego znajomi i rodzina Piotra Bartoszcze, którzy prosili o wznowienie śledztwa ? wyjaśnia dr Krzysztof Osiński.