Ten punkt podczas wczorajszej sesji Rady Miasta Bydgoszczy nie wywołał ani dyskusji, ani komentarzy radnych czy prezydenta. A sprawa jest bez precedensu! Radni podjęli uchwałę o obniżeniu stawek podatku od nieruchomości w 2017 roku.
I tak w 2017 roku między innymi:
- od budynków lub ich części związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz od budynków mieszkalnych lub ich części zajętych na prowadzenie działalności gospodarczej przedsiębiorcy zapłacą za 1 m2 powierzchni 22,66 zł, tj. o 20 groszy mniej niż w 2016 roku,
- od budynków lub ich części związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych w rozumieniu przepisów o działalności leczniczej, zajętych przez podmioty udzielające tych świadczeń podatek wyniesie 4,61 zł od 1 m2 powierzchni użytkowej, tj. podatek będzie o 4 grosze mniejszy niż w 2016 roku,
- garaży niezwiązanych z prowadzeniem działalności gospodarczej ich właściciele zapłacą 7,62 zł od 1 m2 powierzchni użytkowej, tj. o 6 groszy mniej niż w 2016 roku.
Czy radni uznali, że danina z tytułu posiadanych nieruchomości jest zbyt wielka i należy obciążenia zmniejszyć? Nic podobnego, wynika to z reguł ustalania podatku od nieruchomości przez rady gmin. Wysokość stawek podatku od nieruchomości na dany rok określa rada gminy w drodze uchwały, ale stawki te nie mogą przekroczyć górnych granic określonych w obwieszczeniu Ministra Finansów. I Minister Finansów górne stawki kwot tego podatku na 2017 r. ogłosił w obwieszczeniu 28 lipca 2016 r. Stawki obowiązujące w Bydgoszczy w bieżącym roku są wyższe od tych ustalonych górnych stawek przez Ministra Finansów!
Bydgoska rada po prostu musiała dostosować obowiązujące w Bydgoszczy stawki do postanowień Ministra Finansów.
Dlaczego Minister Finansów obniżył górne stawki podatku od nieruchomości, jakie mogą obowiązywać w Polsce?
Z prozaicznego powodu. Zgodnie z ustawą o podatkach i opłatach lokalnych górne granice stawek kwotowych obowiązujące w danym roku podatkowym ulegają corocznie zmianie na następny rok podatkowy w stopniu odpowiadającym wskaźnikowi cen towarów i usług konsumpcyjnych w okresie pierwszego półrocza roku, w którym stawki ulegają zmianie, w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. W 2017 roku Minister Finansów w obwieszczeniu stawki maksymalne obniżył o 0,9%, bo w okresie będącym podstawą ustalenia wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych w Polsce była deflacja.
Ciekawe, że nikt się tym nie chwali. Zastanawiające? Nie, bo deflacja jest korzystna dla konsumentów. Dla rządu, a i dla tak zwanych dbających o budżety samorządów, korzystna jest inflacja!