- Tam śmierdzi szambem – relacjonował po powrocie z ulicy Lisiej nasz fotoreporter.
- Szkoda, że nie wszedł do naszych domów – zareagowali mieszkańcy, kiedy powiedzieliśmy im, co stwierdził wysłannik redakcji.
Smrodliwy fetor unosi się w powietrzu od dłuższego czasu, ale w minionych miesiącach znacznie przybrał na sile. Co gorsza, smrodem przesiąknięte są mieszkania. – Stale palę świeczki zapachowe, ale nie na wiele to się zdaje. Znajoma, która przyszła w odwiedziny, kazała mi wezwać fachowca, bo sądziła, że pękła rura od kanalizacji, taki był fetor – relacjonuje Małgorzata Müller, jedna z osób, które podpisały się pod listem do prezesa MWiK-u.
?W imieniu mieszkańców ul. Lisiej (dzielnica Prądy) prosimy o natychmiastowe przywrócenie pełnej sprawności kanalizacji ściekowej zainstalowanej w 2010 roku i użytkowanej przez nas zgodnie z zawartymi umowami zawartymi w 2013 roku. Do miesiąca sierpnia br. kanalizacja ściekowa działała sprawnie, natomiast od końca miesiąca sierpnia do dnia dzisiejszego ze studni kanalizacyjnych wydobywają się bardzo uciążliwe zapachy (fetor), który poprzez przyłącza kanalizacyjne przenosi się do naszych domów utrudniając poprzez nieprzyjemny siarkowodorowy zapach normalne funkcjonowanie mimo wietrzenia pomieszczeń mieszkalnych? – czytamy w piśmie skierowanym do Stanisława Drzewieckiego.
Z odpowiedzi, którą nam mieszkańcy udostępnili, wynika, że bydgoski MWiK nie poczuwa się do winy: ?Nie ulega bowiem wątpliwości, że źródłem złowonnych gazów wydobywających się m.in. w rejonie wskazanym przez Państwa nie jest miejska kanalizacja w Bydgoszczy (?) Przyczyną wspomnianych uciążliwych dla otoczenia odorów jest bardzo rozległy system kanalizacji na terenie gminy Białe Błota, duża koncentracja zanieczyszczeń, wynikająca z oszczędnego zużycia wody oraz ścieki ze stacji zlewnej zbierającej nieczystości płynne z terenu całej gminy.?
Prezes Stanisław Drzewiecki umywa ręce, a właściwie zatyka nos. Smród mu nie przeszkadza, bo on nie mieszka na Lisiej. Obywatele Bydgoszczy dzielą się na tych, których potrzeby należy uwzględniać i tych, którymi nie trzeba się przejmować? Niech obywatel Drzewiecki wprowadzi się na miesiąc do jednego z domów przy Lisiej z numerem powyżej 40. Albo choćby na tydzień. A może jedna doba by mu starczyła dla poznania uroków życia w smrodzie.
To kierowana przez Drzewieckiego firma, każąc płacić mieszkańcom po kilka tysięcy od przyłącza, włączyła Lisią w system miejskiej kanalizacji. System kanalizacyjny w Bydgoszczy, a nie w Białych Błotach! To bydgoski MWiK wystawia co miesiąc rachunki mieszkańcom Lisiej za odbiór ścieków. Pieniądze nie śmierdzą, więc odór przy Lisiej prezesowi nie przeszkadza.
- Od jakiegoś czasu często boli mnie głowa i miewam mdłości ? zwierza się mieszkająca przy Lisiej 74-letnia Janina Zych, a jej córka, która ma dom w pobliżu skarży się, że od fetoru nie może spać w nocy. Wstydu najedli się mieszkańcy Lisiej, do których przyjechali goście z zagranicy.
Mieszkańcy wielokrotnie próbowali umówić się na spotkanie z prezesem Drzewieckim. Bezskutecznie. Szef MWiK-u jest zbyt zajęty. Jedna z pań uważa, że nie ma innego sposobu jak stanąć o siódmej rano przed siedzibą MWiK-u. Inny mieszkaniec Lisiej zamierza zgłosić śmierdzący temat do ?Sprawy dla reportera?. Miasto zamierzające utworzyć metropolię, którego władze godzą się na to, by mieszkańcy żyli w smrodzie, na pewno zainteresuje Elżbietę Jaworowicz. Na razie powiadomiono naszą redakcję.
Do sprawy powrócimy, to znaczy będziemy do niej powracać tak długo aż zniknie fetor na ulicy Lisiej.