W ratuszu sezon urlopowy. Ale na pełnych obrotach pracuje wiceprezydent Maria Wasiak. Dzieli kasę. Bydgoszcz ma do wydania 13,5 mln euro na rewitalizację zdegradowanych dzielnic.
Urzędnicy brukselscy żyją w dobrobycie i inaczej niż my, prowincjonalne europejskie żuczki, rozumieją słowo degradacja. Dla nich degradacja to nie jest spadek z I ligi do klasy B. Jeżeli drużyna gra nadal, to wcale nie jest zdegradowana. Obojętnie, czy kopie piłkę w Warszawie, czy w Dobrczu. Kopie, a więc żyje. Nie trzeba jej rewitalizować, bo nie potrzeba przywracać do życia tego, co żyje.
Na podstawie kryteriów opracowanych przez eurobiurokratów wiceprezydent Wasiak ustaliła, które dzielnice bydgoskie są zdegradowane. Ona nie jest stąd, więc nie wie, że całe nasze miasto jest od wielu lat konsekwentnie degradowane przez polityków mieszkających w mniejszym o połowę mieście.
Jeśli tego nie wie, to czym się tak okropnie przejmuje? Na zdjęciu z konferencji, podczas której mowa była o rewitalizacji obszarów zdegradowanych, minę ma bardzo zasępioną.
Co smuci wiceprezydent Marię Wasiak? O czym myśli, zwrócona w stronę młodej bydgoskiej urzędniczki? Mam kilka typów.
– Szkoda, że już nie pracuję w Warszawie. Od ręki wzięłabym tę dziewczynę do ministerstwa. Ona jest bystrzejsza od większości urzędników ministerialnych. No i ładniejsza.
– Znowu zaproszenie na grilla! Czy tutejsi platformersi sądzą, że ja sobie niczego ugotować nie potrafię?
– Co mnie podkusiło, żeby na własne oczy przyjrzeć się zapuszczonym osiedlom? W Londynku było fajnie, bo nie dałam się nigdzie wciągnąć na kielicha. Ale na tych chłopów z Łęgnowa nie było mocnych. Adaś Soroko tylko tulił uszy po sobie. Muszę poprosić Rafała, żeby mi przydzielił bardziej rosłego pełnomocnika.