Zaczęło się w listopadzie 2007 roku. Zarząd Okręgu Kujawsko-Pomorskiego Stronnictwa Pracy zwrócił się do ówczesnej przewodniczącej Rady Miasta Doroty Jakuty z wnioskiem o zmianę nazwy ulicy Teodora Duracza na Kazimierza Beyera. Działacze stronnictwa twierdzili, że Teodor Duracz, warszawski adwokat był stalinowskim działaczem, rezydentem sowieckiego wywiadu w II RP i dlatego nie jest godzien patronować jakiejkolwiek ulicy w Bydgoszczy. Uważali natomiast, że godny upamiętnienia nazwą ulicy jest przedwojenny radny bydgoski Kazimierz Beyer, zamordowany przez hitlerowców w Dolinie Śmierci.
Wniosek poparł zmarły tragicznie w Smoleńsku prezes IPN Janusz Kurtyka, który tak pisał do przewodniczącej Doroty Jakuty – ? apeluję do władz miasta Bydgoszczy o podjęcie niezwłocznych działań, ukierunkowanych na jak najszybsze dokonanie zmian nazw, które utrwalają zafałszowany obraz najnowszych dziejów Polski.
Minęło prawie pięć lat, a ulica w Fordonie nadal nosi miano Teodora Duracza.
- Jestem za zmianą nazwy tej ulicy. Nie powinniśmy kultywować pamięci po agentach sowieckiego wywiadu ? mówi przewodniczący komisji do spraw nazewnictwa Stefan Pastuszewski. – Szukamy rozwiązań, które nie obciążałyby finansowo mieszkańców ulicy.
W podobnym duchu wypowiada się radny Lech Zagłoba-Zygler: – Jestem za zmianą tej nazwy ulicy. Musimy to jednak załatwić kompleksowo. Za rok, dwa będzie zmiana dowodów osobistych. Koszty poniesie skarb państwa. I to będzie doskonała okazja