Ta historia zdaje się potwierdzać najbardziej krytyczne opinie na temat Straży Miejskiej: państwo w państwie, maszynka do robienia pieniędzy, pozór działań w służbie mieszkańców.

Rankiem 4 października pan Seweryn zaparkował swój samochód na chodniku przy ul. Gdańskiej, tuż obok skrzyżowania z ul. Chodkiewicza, pozostawiając dwumetrowej szerokości miejsce dla przechodniów, więc postąpił zgodnie z art. 47 prawa o ruchu drogowym, który dopuszcza postój pod warunkiem zachowania minimum 1,5 m szerokości chodnika dla pieszych. Sprawdził jeszcze, że zachował wymaganą, 15-metrową, odległość od tymczasowego przystanku autobusowego i udał się do pracy.

Kiedy wrócił w to miejsce po południu, nie zastał swojego samochodu, a ponieważ nie było też innych pojazdów, nabrał podejrzeń, że wszystkie zostały odholowane i poszedł do siedziby Straży Miejskiej, by wyjaśnić sprawę. Tam się dowiedział, że może odebrać swój samochód ze strzeżonego parkingu, gdzie na żądanie MZK został odholowany, gdyż był zaparkowany w odległości 12 metrów od przystanku.

Strażnik wręczył mu też stuzłotowy mandat, ale pan Seweryn odmówił zapłacenia, stwierdzając, iż nie złamał żadnego przepisu, bo samochód zaparkował prawidłowo, tylko znak przystanku autobusowego znajduje się obecnie w innym miejscu niż stał rano.

Straż Miejska zachowała się nietypowo. Następstwem odmowy przyjęcia mandatu jest skierowanie do sądu wniosku o ukaranie. W tym przypadku tak się nie stało. Kiedy próbowaliśmy ustalić przyczyny tego zaniechania, dowiedzieliśmy się, że strażnik odstąpił od ukarania mandatem, gdyż? pan Seweryn wyraził skruchę.

Z naszych ustaleń wynika coś przeciwnego. Bydgoszczanin, odmawiając przyjęcia mandatu, powiedział, że zamierza udowodnić przed sądem, iż zaparkował prawidłowo. – Pojechałem odebrać samochód z parkingu. W pierwszej chwili nie chciałem go odbierać do momentu wyjaśnienia sytuacji i znalezienia winnych. Samochód jednak potrzebuję, bo odwożę syna do przedszkola na 8.00, a potem jadę na 8.30 do pracy. Jadąc komunikacją miejską, spóźniałbym się do pracy ? relacjonuje pan Seweryn .

Bydgoszczanin wybrał więc inną drogę postępowania. Zapłacił 494 zł za odholowanie samochodu i zwrócił się do komendanta Straży Miejskiej, Marka Echausta, o pomoc w wyjaśnieniu sprawy i odzyskaniu tej kwoty.

List do komendanta zawiera dokładny opis zdarzenia, między innymi kwestię zmieniającego usytuowanie znaku tymczasowego przystanku autobusowego. ?Proszę o sprawdzenie zapisu z monitoringu miejskiego, znajdującego się na tym skrzyżowaniu, w godzinach między 8.00 a godziną odholowania mojego samochodu” ? napisał pan Seweryn .

Fakt, że w pobliżu znajduje się kamera systemu monitoringu miejskiego, stanowił bardzo pomyślną okoliczność. Od ręki można było wyjaśnić stan faktyczny. Z odpowiedzi Marka Echausta z dnia 29 października wynika jednoznacznie, że przyjął inną metodę wyjaśniania sprawy, a mianowicie zapytał swoich podwładnych, na jakiej podstawie interweniowali. Na tym polegało ?przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego?. Na temat zapisu z monitoringu miejskiego nawet się komendant Straży Miejskiej nie zająknął, ale z całą stanowczością stwierdził, że ?interwencja była zasadna?.

Po zastanowieniu pan Seweryn uznał, iż nie pozostaje mu nic innego niż zwrócić się o pomoc do radnych oraz czwartej władzy. Radny Michał Krzemkowski zadał podczas ostatniej sesji Rady Miasta pytanie prezydentowi Bydgoszczy w tej sprawie, myśmy natomiast skierowali pismo do komendanta Marka Echausta:

?W piśmie, które wpłynęło do Straży Miejskiej 19 października 2012 roku, został Pan poproszony przez pana Seweryna (…) o pomoc w wyjaśnieniu sytuacji z dnia 4.10.2012 roku, dotyczącej znaku tymczasowego przystanku autobusowego za skrzyżowaniem ulic Chodkiewicza i Gdańskiej w kierunku Myślęcinka. Jakie podjął Pan Komendant w związku z tym działania?

Sprawa powinna być dla Pana o tyle istotna, że z opisu sytuacji wynika, iż strażnicy miejscy zachowali się niezgodnie z prawem, gdyż spowodowali, iż odholowany został zaparkowany tam samochód, mimo iż nie utrudniał ruchu, ani nie zagrażał bezpieczeństwu. Mało tego, w momencie parkowania znak przystanku znajdował się w innym miejscu, co oznacza, że pan Seweryn nie złamał przepisu o zachowaniu 15-metrowej odległości. Dowodzi tego materiał fotograficzny, który jest w posiadaniu Straży Miejskiej, a gdyby pojawiły się jakiekolwiek wątpliwości, łatwo można było je rozwiać, posługując się nagraniem z kamery monitoringu miejskiego.

Czy sprawdził Pan Komendant motywy działania strażników miejskich w tej sprawie? Dlaczego zachowali się w sposób nieadekwatny do sytuacji? Do kogo ma się zwrócić pan Seweryn (…) o zwrot pieniędzy za koszt odholowania samochodu, co przecież nie powinno mieć miejsca??

Odpowiedź komendanta zmusiła nas do przeprowadzenia śledztwa dziennikarskiego. ?Przedmiotowa interwencja podjęta została przez patrol Straży Miejskiej w związku ze zgłoszeniem telefonicznym, jakie wpłynęło z MZK, dotyczącym utrudniania pasażerom wysiadania z autobusów, przez pojazdy zaparkowane w nieprzepisowej odległości od słupka ze znakiem D-15, wyznaczającego przystanek autobusowy? ? napisał Marek Echaust.

Sprawdziliśmy. ? Nie odnotowano żadnego zgłoszenia, dotyczącego tymczasowego przystanku autobusowego przy ulicy Gdańskiej w pobliżu Chodkiewicza ? poinformował nas dyżurny dyspozytor z Działu Nadzoru Ruchu MZK.

?Odnośnie zapisu z monitoringu miejskiego informuję, że p. Seweryn (…) zwrócił się pismem do Straży Miejskiej dopiero po kilkunastu dniach od momentu interwencji. Nagrania w studiu wideomonitoringu nie są tak długo przechowywane na dysku? – napisał Marek Echaust.

Sprawdziliśmy. ? Nagrania z kamer monitoringu miejskiego są przechowywane na dysku przez 30 dni ? powiedział nam Zbigniew Skrycki, kierownik referatu koordynacji bezpieczeństwa w Bydgoskim Centrum Zarządzania Kryzysowego.

Żeby sprawdzić, czy stojące na chodniku auta, nawet w nieprzepisowej 12-metrowej odległości od przystanku, utrudniają pasażerom wysiadanie z autobusów, pojechał na Gdańską nasz fotoreporter. W tym miejscu, skąd odholowano 4 października wóz pana Seweryna, zobaczył inny samochód, stojący z blokadą na kołach. Auto nie przeszkadzało w wysiadaniu z autobusów, ale stało w nieprzepisowej odległości, więc kierowca zasłużył na mandat.

Strażnicy miejscy postąpili zgodnie z art. 130a ust. 8 Prawa o ruchu drogowym, który mówi : ?Pojazd może być unieruchomiony przez zastosowanie urządzenia do blokowania kół w przypadku pozostawienia go w miejscu, gdzie jest to zabronione, lecz nie utrudniającego ruchu lub niezagrażającego bezpieczeństwu.? Po burzy, którą wywołał nasz czytelnik, już strażnicy miejscy wiedzieli, że z tego miejsca nie należy wywozić samochodów na lawecie, gdyż mogą trafić na kolejną osobę, która wytknie im łamanie prawa.

Skoro strażnicy bezprawnie nakazali odholować samochód pana Seweryna , który nie utrudniał ruchu ani nie zagrażał bezpieczeństwu, powinni pokryć z tym związane koszty. Póki co, śpią spokojnie, bo ich przełożony rżnie głupa.

- Kiedy usłyszałem o pomyśle likwidacji Straży Miejskiej w Bydgoszczy, byłem przeciwny, bo sądziłem, że ta formacja jest w mieście potrzebna – wyznał nam pan Seweryn. ? Zmieniłem zdanie. Trzeba rozwiązać Straż Miejską.