W 1855 roku zmarł ?żandarm Europy?, car Mikołaj I, za panowania którego Polacy doświadczyli licznych represji. Rządy po nim objął Aleksander II i polityka uległa dużej liberalizacji. Część Polaków uznała wówczas, że drogą nacisków na władzę można doprowadzić do zasadniczej zmiany sytuacji w Królestwie Polskim.

Tymczasem młodzi ludzie byli odmiennego zdania. Tak zresztą było też wcześniej.- Kto wzniecił powstanie listopadowe? Młodzi ludzi, którzy nie doświadczyli klęski Napoleona. Kto był przeciwny? Stara generalicja, która widziała ogromną armię napoleońską w liczbie 676 tys. żołnierzy, która w 1812 roku wyruszyła na Rosję i widziała, czym ta wyprawa się skończyła ? przypomniała Małgorzata Jarocińska.

Znaczna część młodzieży polskiej studiowała w drugiej połowie XIX wieku na uniwersytetach rosyjskich, około 2,5 tys. Polaków. Ważną postacią na uniwersytecie kijowskim stał się wówczas Fortunat Nowicki. Studenci prowadzili beztroski tryb życia, oddając się często pijaństwu, a Nowicki zaczął organizować koła samokształceniowe. Ich członkowie spotykali się, by rozmawiać o pięknej polskiej tradycji, czytali klasyków narodowej literatury, podróżowali do historycznych miejsc, pielęgnując pamięć o dokonaniach przodków.

- To mi się zawsze marzy, żeby zachęcać młodych ludzi do poznawania historii poprzez organizowanie wycieczek do miejsc ważnych wydarzeń ? wyznała Małgorzata Jarocińska. ? Jednoosobowo latem 1983 roku wyruszyłam z plecakiem na pięciotygodniową wyprawę szlakiem walk powstania styczniowego i to były moje najpiękniejsze wakacje.

W latach 50. i 60. XIX stulecia coraz więcej studentów zaczęło angażować się w działalność konspiracyjną. W Kijowie powstał Związek Trójnicki. Zakładano trójkę, każdy student z trójki tworzył kolejną i tak się organizacja systematycznie rozwijała. Podobna struktura podziemna zaczęła się organizować na terenie Królestwa Polskiego, ale tam ogniwami były dziesiątki. Z tych doświadczeń korzystali później Polacy w czasie okupacji. ? Znajomość historii, jak się okazuje, zawsze się przydaje ? podkreśliła z satysfakcją Małgorzata Jarocińska.

Bojowo nastawiona młodzież postanowiła w 1860 roku wysondować nastroje społeczne. Sprawdzianem miał być pogrzeb wdowy po bohaterze powstania listopadowego, Katarzyny Sowińskiej. (Jej mąż, gen. Józef Sowiński, mimo iż nie wierzył w zwycięstwo powstania, zaangażował się w walkę i zginął w okopach Woli.) Konspiratorzy rozkolportowali po całej Warszawie ulotki z apelem o liczny udział w uroczystości pogrzebowej, aby stała się wielką manifestacją patriotyczną, znakiem dla zaborcy, że dla Polaków nadrzędną wartością jest niepodległość. Prelegentka przytoczyła historyczne słowa: ?Nie godzimy się z tą niewolą, jeśli nawet ta niewola jest z wierzchu pomalowana, a od spodu podwatowana.?

Pogrzeb, który odbył się 10 czerwca 1860 roku, okazał się tak wielką manifestacją patriotyczną, że sami organizatorzy byli zaskoczeni jej rozmiarami. To wydarzenie rozpoczyna czas rewolucji moralnej, czyli ciągu manifestacji organizowanych z różnych okazji. Do października 1861 roku było ich kilkaset.

Wykładowczyni wyjaśniła, dlaczego ten okres określa się mianem rewolucji moralnej: – Mimo że sytuacja Polaków się poprawiła, to wcale nie wystarczało. Największą wartością była wolność. Dla Polaków ważniejsze było to, żeby być, a nie to, żeby mieć.

Początkowo władze lekceważyły manifestacje, sądząc że Polakom się w końcu znudzi, ale ponieważ zapał patriotyczny nie mijał, zdecydowały się na interwencję siłową. Śmierć, którą poniosło pięciu manifestantów, bardzo zjednoczyła rodaków. Od tamtego momentu kobiety zaczęły na znak protestu przeciw ówczesnej rzeczywistości nosić czarne stroje.

Manifestacji odbywało się coraz więcej, nawet kilka codziennie z różnych powodów. Ostatnia wielka miała miejsce 15 października 1861 roku w związku z 44. rocznicą śmierci Tadeusza Kościuszki. Wojsko carskie wtargnęło do kościołów, doszło nawet do bójek przy ołtarzu. W następstwie tych zdarzeń wprowadzono zakaz organizowania jakichkolwiek zgromadzeń. Warszawa była jak wymarła. Chociaż warszawiacy zawsze znajdowali sposób na manifestowanie swoich przekonań.

Kiedy zakazano sklepikarzom umieszczania w oknach wystawowych czarnych materiałów, czarne materiały zniknęły, a pojawiły się biało-czerwone. Z nakazu władzy z okazji rocznic związanych z rodziną carską Polacy musieli ustawiać zapalone lampki w oknach. Wcześniej ten nakaz respektowano, teraz wystawiano lampki wyłącznie z okazji rocznic narodowych. ? Od razu przypominają się czasy stanu wojennego ? stwierdziła Małgorzata Jarocińska. ? Teraz widzimy, jak historia się powtarza.

Bardzo rozrastała się organizacja ?czerwonych?. Powstawało całe państwo podziemne, które znakomicie funkcjonowało w okresie powstania styczniowego. Na żadnym miejscu kuli ziemskiej nie było w XIX wieku takiego państwa podziemnego, jak nad Wisłą.

Dużo gorzkich słów poświęciła prelegentka Aleksandrowi Wielopolskiemu, który mimo że wprowadził wiele pożytecznych reform, był do tego stopnia znienawidzony, iż dwukrotnie Polacy dokonali zamachu na jego życie. ? To był człowiek pełen buty, przekonany, że wszystko, co czyni, robi najlepiej, że jest jakby ponad narodem ? stwierdziła Małgorzata Jarocińska, dodając, że Wielopolski jest do dzisiaj różnie oceniany. Swego rodzaju hagiografię napisał Ksawery Pruszyński, natomiast Jerzy Łojek nie zostawił na nim suchej nitki, uznając, że swoją działalnością bardziej zaszkodził sprawie polskiej niż niejeden otwarty zaprzedaniec.

Wielopolski zdawał sobie sprawę, że Polacy knują i pod koniec 1862 roku postanowił, jak to sam określił, przeciąć ten wrzód konspiracji i powołać do wojska młodych mężczyzn, ale nie jak to było dotychczas drogą losowania, ale na podstawie list imiennych, na których znalazły się nazwiska podejrzewanych o działalność konspiracyjną. Służba w armii carskiej trwała wówczas ponad 20 lat.

Wcześniej ?biali?, którzy coraz bardziej byli przerażeni nieuchronnością wybuchu powstania, zaproponowali Wielopolskiemu współpracę, chociaż nienawidzili się wzajemnie. Wtedy margrabia powiedział, że dla Polaków jeszcze można czasami coś zrobić, ale z Polakami nigdy i tę propozycję odrzucił.

?Czerwoni? mieli w tamtym czasie swoich ludzi dosłownie wszędzie, więc od razu dowiedzieli się o szatańskim pomyśle Wielopolskiego. ?Branka? miała być przeprowadzona w Warszawie w nocy z 15 na 16 stycznia 1863 roku, ale konspiratorzy zdążyli już opuścić stolicę i zadekować się na prowincji. Żandarmi, którzy przychodzili pod wskazany adres, nie zastawali osoby, której nazwisko figurowało na liście. Pukali więc do sąsiednich drzwi i zabierali ze sobą mężczyznę tam mieszkającego, chociaż zdarzało się, że sąsiadem konspiratora był 80-letni staruszek albo kaleka bez nogi. ?Branka? okazała się wielką klapą. ? Ilościowo się wszystko zgadzało, a jakościowo kompletnie nie ? wyjaśniła Małgorzata Jarocińska.

Na prowincji ?branka? miała się odbyć 25 stycznia, ale do tego ?czerwoni? nie zamierzali dopuścić. Wybuch powstania wyznaczono na 22 stycznia. Uczestniczyło w nim około 200 tys. powstańców. Przeciwko sobie mieli największą ówczesną armię na świecie. ?Biali?, chociaż byli przeciwnikami powstania, przyłączyli się do niego w maju 1863 roku, bo uznali, że skoro wybuchło, nie mogą stać obok. W kwietniu 1864 roku aresztowano wszystkich członków rządu powstańczego, ale pojedyncze walki trwały jeszcze do wiosny 1865 roku.

Było to najdłuższe i najliczniejsze polskie powstanie. W czasie jego trwania stoczono około 1200 potyczek, nie odbyła się żadna rozstrzygająca bitwa. – Największe boje toczyły się na Kielecczyźnie i Lubelszczyźnie. Właśnie tamtym szlakiem wędrowałam. To było bardzo przejmujące i wzruszające ? zwierzyła się prelegentka.

Powiedziała również, że Józef Piłsudski patrzył na Polskę przez pryzmat powstania styczniowego. ? On kochał to powstanie, powstanie, które było zrobione z niczego, a które trzymało największą armię świata. To naprawdę powód do dumy ? stwierdziła na zakończenie Małgorzata Jarocińska.

.