Zgodnie z umową dzierżawy, zawartą z Zarządem Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy, Fundacja Pro-prawo do życia miała prawo na eksponowanie wystawy antyaborcyjnej na Starym Rynku w Bydgoszczy od 22 do 28 kwietnia. Decyzją prezydenta Rafała Bruskiego pracownicy Zarządu Dróg zdemontowali ją dwukrotnie. Prezydent Bydgoszczy uzasadnił usunięcie wystawy głosami bydgoszczan oburzonych drastycznością jej treści, a pytany przez organizatora wystawy dyrektor ZDMiKP Witold Antosik powiedział, że choć nie miał decyzji prezydenta na piśmie, to jednak ?słowna decyzja również jest decyzją.? Później wystawa prezentowana była kilkakrotnie na prywatnym terenie kościelnym.

Fundacja Pro-prawo do życia akcję usunięcia wystawy nazwała ?bezprawną? , stwierdziła że ?prawda okazała się niepolityczna i nie na rękę” i że zgłosi do prokuratury naruszenie konstytucyjnych swobód obywatelskich. Zawiadomienie do bydgoskiej prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa m.in. nadużycia władzy przez Prezydenta Bydgoszczy i Dyrektora Zarządu Dróg Miejskich i Komunikacji Publicznej w Bydgoszczy fundacja złożyła 30 kwietnia ub. roku.

Prokurator Prokuratury Rejonowej Bydgoszcz-Południe Jarosław Bawej odmówił jednak wszczęcia śledztwa i uznał, że “zdemontowanie plakatów fundacji usytuowanych na tym gruncie stanowi zatem naruszenie warunków tej umowy cywilnoprawnej. Naruszenie warunków umowy przez jedną ze stron tj. ZDMiKP (niezależnie od przyczyn) nie wyczerpuje znamion przestępstwa z art. 231 §1 k.k., tj. przekroczenie uprawnień lub innych, a jedynie może wywołać określone roszczenia drugiej strony (fundacji), których dochodzenie odbywa się na drodze cywilnoprawnej.?

Fundacja Pro – prawo do życia postanowienie prokuratora Baweja zaskarżyła do sądu. Sąd Rejonowy w Bydgoszczy zażalenie skarżących uznał za niezasadne. Sędzia Jarosław Błażejewski w uzasadnieniu postanowienia sądu stwierdził, że “jaskrawym błędem byłoby jednak przyjęcie, że każde niedopełnienie, czy też przekroczenie przez funkcjonariusza publicznego formalnych obowiązków musi skutkować jego odpowiedzialnością służbową, a tym bardziej karną za przestępstwo z art. 231 §1 kk. Wszak przestępstwo to czyn, którego społeczna szkodliwość musi być wyższa niż znikoma (…)” (cyt. za stopaborcji.pl)

Fundacja postanowienie Sądu Rejonowego w Bydgoszczy uznała za kuriozalne, a reprezentujący ją mecenas Jerzy Kwaśniewski uznał, że “Sąd w szczególności nie wyjaśnił, dlaczego za znikomo szkodliwe uznał naruszenie konstytucyjnej wolności wypowiedzi, przejawiającej się również w możliwości prezentowania swych poglądów w sferze publicznej. Władza samorządowa dokonała uzurpacji uprawnień cenzorskich, decydując arbitralnie – bez jakiejkolwiek podstawy prawnej i z naruszeniem zawartej umowy – o niedopuszczalności prezentacji przez obywateli określonych poglądów i postulatów w sferze publicznej. Sąd postępek ten zaakceptował, argumentując iż nadużycie władzy w tym zakresie nie może być przestępstwem z uwagi na znikomą społeczną szkodliwość czynu. Wyłom uczyniony tym samym w wolności wypowiedzi może obrócić się przeciwko każdemu obywatelowi pragnącemu wyrazić swoje opinie w sferze publicznej, której dysponentem jest władza samorządowa”.