Od kiedy wojewodą kujawsko-pomorskim została Ewa Mes, nie toczyły się w Sądzie Pracy żadne sprawy, w których stroną był Urząd Wojewódzki. W latach 2011-12 tylko jedna zwolniona z K-PUW osoba wystąpiła do sądu z powództwem o przywrócenie do pracy, ale zostało ono oddalone.

Inaczej sprawy miały się w czasach wojewodowania Rafała Bruskiego. Ale wtedy nie było patyczkowania, usuwano ludzi niewygodnych, niektórzy wylatywali z pracy z paragrafu 52. Aż dwunastu zwolnionych urzędników odwołało się do Sądu Pracy.

Rafał Bruski już dawno nie jest wojewodą, a ciągle toczą się niektóre sprawy. Ostatnio zapadł w sądzie pierwszej instancji wyrok z powództwa dwóch pracowników, których ? jak stwierdził sąd ? niesłusznie zwolniono dyscyplinarnie w 2010 roku. Dotyczyło to rzekomych podsłuchów w Urzędzie Wojewódzkim, których ? jak stwierdziła prokuratura ? wcale nie było. Sąd, zgodnie z wnioskami zawartymi w pozwach, jednego pracownika obsługi telefonicznej K-PUW nakazał przywrócić do pracy, na rzecz drugiego zasądził odszkodowanie. Sędzia, uzasadniając swoje rozstrzygnięcie, pozwoliła sobie też na refleksję. Powiedziała, iż napawa smutkiem fakt, iż urząd administracji publicznej zamiast stać na straży prawa, dokonuje jego pogwałcenia, bo nie czekając na werdykt sądu, sam wydaje wyroki skazujące.

Prawomocny jest wyrok, który zapadł w zeszłym roku z powództwa zwolnionego przez wojewodę Bruskiego komendanta straży rybackiej, domagającego się odszkodowania za nieuzasadnione odwołanie. Sąd we wszystkim przyznał powodowi rację.

Niestety, za to wszystko nie płacą z prywatnej kieszeni autorzy nieodpowiedzialnych decyzji, ale my, podatnicy.