W sześćdziesiątej piątej odsłonie "Życia  w ukryciu" Galeria Autorska proponuje poezję Henryka Słysza i fotografie Witolda Jurkiewicza.

 

Henryk Słysz – poezja

Henryk Słysz (ur. 21.09.1947 w Bydgoszczy – zm. 14.04.2009 w Bydgoszczy). Córka Agnieszka.  Mieszkał w Gościeradzu. Ukończył Liceum Ogólnokształcące w Koronowie, a nastepnie studiował fizykę na UMK w Toruniu. Pracował jako rolnik. Poeta. Debiutował w „Kamenie” (1969). Jego utwory były publikowane m.in. w „Literaturze”, „Życiu Literackim”, „Faktach”, „Pomorzu”, „Promocjach Pomorskich”, „Expressie” i „Akancie”. W końcu lat 70-tych doraźnie brał udział w działaniach artystycznych środowiska młodoliterackiego Bydgoszczy.  Był także współzałożycielem klubu motorowego „Wyczół” w Gościeradzu. Został pochowany na cmentarzu we Wtelnie.

*    *    *

 

 
 
 
 
W zaułkach nieba gasła moja gwiazda
dobre czasy mijały: Nawet tu gdzie traciłem
pamięć I opuściła mnie ostatnia kobieta
Szedłem
: Matka Boska gromniczna
kąsała mrozem daleko
białe wilki z drogi
śnieg czuwał i zorze u gasnącego ogniska
zamieć złożyła dłonie
 
I ujrzałem
znajomy zapach ciepłych deszczów Galilei
Gaje oliwne minionych poetów
Zdzisław jak wczoraj świecił
nad Jasną Górą winnej warszawianki
 
Potem ktoś wdeptał w śnieg
obrazek od córki
zmyślony baden – baden  niesfornej okowity

 

*    *    *

                                        Przyjacielowi młodości, Stachowi                   
 
Jeszcze co nieco zostało
z lipowej plątaniny: powiew
siana
jakiś wiesiołek
i maryjki przydrożnej męka
 
zielone świątki nad rzeką
poziomki rosły daleko
mięta tężała zalotnie trzeszczał
dąb
I te wschody księżyca
w zamęcie twoich rąk
bezładnie rozpuszczone włosy
do dziś stoi dzika grusza
Winne ulęgałki trzaskały nam
w zmierzch jak
kulisty piorun
 
Długie były wieczory krótkie lato
jesienią
spadłem ci z serca
prosto w zaduszki
 
O maryjko z przydrożnej swej
męki
zdrowaś bądź i
módl się bym dalej tracił
pamięć
 
1972

 

*     *     *

                                                 Urszuli i Sławkowi Jakubińskim
                                                  z przyjaźnią
 
Niepowiedziane teraz we mnie
się zanosi
gdzie zaduchy kwieciste i czysto
że słychać
szelest zeszłej spowiedzi
narastanie perły
ziszczających oddale na dnie
słonych głębi
Niepowiedziane we mnie
Tu w pożółkłym mieście
późno patrzeć mi śladu
wczorajszych uniesień
i spodziewać się pełni
Zaniechałem słowa
ani słowa mi czekać w wielkim
obcym domu
gdzie przywracają wiarę
w czerwień wina chociaż
wino dawno zwietrzało i zaszły
imiona
dziejące się przedwczoraj.
Tu jasno panuje
: zmowy bezsennych noży
ominąć nie sposób
ani niedziel zmęczonych
naręczami szałwi
co przyklękły u źródeł
grudniowej wilgoci
 
1970

 

*     *     *

 

Jeszcze słychać jaskółek smukły
gotycki niepokój
 
Wczoraj
po raz ostatni
na morwowej polanie bezładnie
rozwiewałaś włosy
Paradnie było szkliwie bezsennie...
 
Zarażeni cynobrem przedwieczornej czerni
widzieliśmy w swych oczach zagon czasu
lata za nami
ścieżki naprzeciw...
 
Widziałem głosy dzikiej mięty
sycącej nagi strach
do Pani co piaszczystym zboczem szła
zasnuta w granatowy habit
 
Ponadto wszędzie plenił się rozmaryn
 
Mijała miłość jasno nienazwana
z podkrążonymi oczami
Mijała miłość niekochana
 
Mówiliśmy głośno coś
choć się nie rozlegał głos
droga zdrożony uśmiech

 

*     *     *

twarz łagodna dobrotliwa
balsamem
porcelaną
świetnie obleczona
- w oliwkowym gaju -
lśniąca
polerowana
Twarz przyjaciół
: lustro do butelki
ręka
usłużnie władająca ogniem...
róża bez cierni
Bywa
miedzią mosiądzem
kunsztownie przywdziana
: gdy idziesz sam
o wodzie i soli
rozpaczoną drogą
Twarz gipsowa
nim słowo ciałem
Wilk wilkowi
Człowiekiem
 
1970

 

*    *    *

 

                                                      pamięci Zdzisława P... poety
                    dlaczego w barach mlecznych nie sprzedają wódki
                                             
                    
Nie spotkałem cię tego popołudnia kiedy jesień
zwidziała się nam i tylko publiczne ogrody
zwane też parkami zieleni miejskiej
i tylko dworcowe zdroje
gdzie niektóre pociągi przewłoczą znad gór
ciepły oddech błękitu
przypominały twoją obecność
 
niecierpliwie szukałem w twarzach mijanych dziewcząt
znajomego drżenia warg
 
nie spotkałem cię
chociaż wiedziałem o odejściu twym
jak o przewlekłej chorobie serca
 
            : tak pusto pod latarniami:
 
dusznica łagodna nocy boleśnie obejmowała
peryferia piastowskiego placu
wileńską ulicą ...
 
W pobliskiej Aptece Sztandar tinctury digitalis
wschodził jak zwykle
 
po sąsiedzku do lokalu warszawianka poeta Zdzisław P.
zachodził
... jak zwykle ...
 
 
1974

 

*    *    *

                                  

Zamilczeć ciebie
To pamiętać miejsce
Strunę wysoką
Wściekłe ćmy
 
To rozumieć
mijanie traw
o długość chwil
łoskot zapomnianych nazw
 
Opuścić ciebie
to pamiętać czas
porę zieleni
 
to słyszeć krzyk
róży ściętej nad wieczorem

 

(…) Henryk Słysz czerpie z doświadczeń awangardy, z poetów takich jak Przyboś, Białoszewski czy Milczewski-Bruno. Zwłaszcza ci dwaj ostatni, piewcy Polski podmiejsko-wiejskiej, zdają się patronować poezji gościeradzanina.  Metafory są tu „powykręcane” niekiedy do tego stopnia, że ma się wrażenie, iż warstwa znaczeniowa ustępuje miejsca warstwie obrazowej czy brzmieniowej. Pojawia się również przeciwstawienie zadowolonej z siebie, wypranej z wartości etycznych cywilizacji (…). Gościeradzki poeta do ostatnich utworów pozostaje przede wszystkim piewcą życia – trudnego, gorzkiego, ale przecież też pięknego i niosącego nadzieję. Tę nadzieję wyraża krótkie słowo „jeszcze” powtarzane kilkakrotnie w jednym z wierszy. W tym „jeszcze” jest i nienasycenie, i poczucie kresu. Z czasem ton wierszy Słysza staje się coraz bardziej nostalgiczny, „bluesowy”, zaokienne krajobrazy przenikają się ze wspomnieniami cygańskich taborów (…) Poezja Słysza zasługuje na to, by być odbieraną nie tylko przez pryzmat prywatny, towarzyski. Jest samoistnym zjawiskiem na mapie polskiej literatury. (…). Poeta z Gościeradza konsekwentnie budował swój świat i można powiedzieć, że wyśpiewał swój los do końca. To rzadkie u poetów w ogóle, a właściwe jedynie poetom z „Bożej łaski”.

Jarosław Jakubowski

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Witold Jurkiewicz – fotografia

Witold Jurkiewicz zajmuje się fotografią kreacyjną, społeczną, dokumentalną oraz historycznymi i alternatywnymi technikami fotograficznego obrazowania. Od 1985 roku należy do Związku Polskich Artystów Fotografików.

W 1997 roku uzyskał stopień doktora w dziedzinie sztuki plastyczne w dyscyplinie artystycznej grafika na Wydziale Grafiki i Malarstwa Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi, a habilitację w dziedzinie sztuk filmowych w Państwowej Wyższej Szkole Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi w 2016 roku. Jest autorem wielu wystaw indywidualnych w kraju i za granicą. Od ponad trzydziestu lat związany jest z Wydziałem Sztuk Pięknych UMK w Toruniu, gdzie kolejno prowadził i kierował  Pracownią  Fotografii w Katedrze Intermediów  na stanowisku  asystenta, adiunkta i profesora Uniwersytetu. 

Ostatnie wystawy indywidualne:  Ludzie / Miejsca / Znaki  (Muzeum Okręgowe, Suwałki 2013 ),  Czas Zatrzymany (Biała Synagoga  Sejny 2014), Patrząc na Kresy  (Muzeum Historyczne, Sanok  2014), Znaki Pamięci (Dom Kultury Polskiej w Wilnie 2015), 50 lat z fotografią (Muzeum Fotografii w Bydgoszczy 2020).

Laureat dyplomu i medalu im. Jana Bułhaka za wybitne osiągnięcia twórcze w dziedzinie fotografii na 50–lecie ZPAF. Współautor Antologii Fotografii Polskiej pod redakcją Jerzego Lewczyńskiego (1999). Nagroda Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (2010).

Jego prace są w zbiorach Muzeum Narodowym we Wrocławiu, Muzeum Fotografii w Krakowie, Muzeum Okręgowym w Toruniu i Bydgoszczy oraz w wielu kolekcjach prywatnych. [Fot. Krzysztof Hejke]

 

SPOJRZENIE W PRZESZŁOŚĆ

 

Patrząc z perspektywy wielu lat dostrzegam, że moja fotografia jest często niełatwym dialogiem z rzeczywistością. Wartością, która ciągle mi przyświeca jest fotografia będąca przekazem faktów minionych, posiadająca cechy dokumentu bezpośrednio uczestniczącego w wydarzeniach. Ten rodzaj fotografii wymaga szczególnej uczciwości wobec siebie i swoich idei.    

Mam świadomość, że pozostawanie wiernym własnym ideom jest dla mnie zawsze wyzwaniem, gdy przekraczam granice w sensie dosłownym i symbolicznym. Całą swoją twórczość podporządkowuję fotografii, której naczelną cechą jest jej nieskończona  możliwość obrazowania świata. Od początku mojej twórczości, towarzyszy mi myśl, by nie dochodzić do celu na skróty. Staram się, by moja fotografia  odzwierciedlała tę swoistą więź, która jest między mną a otaczającą  rzeczywistością.

Jestem świadomy tego, że gdy ją zgubię, będzie to dla mnie moment stracony.                       

Fotografia jest tajemnicą i pomostem, który łączy w sobie obraz ulotny, często nieuchwytny z rzeczywistą chwilą. Fotografia, jak i każda dziedzina sztuki, związana jest najbardziej z wewnętrznym i zewnętrznym życiem, którego nie da się jednoznacznie określić.

Twórczość artystyczna wynika bowiem z emocjonalnego i intelektualnego stanu naszego umysłu i zaangażowania. Dlatego również nadal będzie obowiązywać zasada, że o wartości fotografii w głównej mierze decyduje wiara i pokora twórcy wobec świata. Dlatego też fotografię pojmuję nie jako odbicie rzeczywistości, takie bezpośrednie, lecz uważam, że fotografia tak naprawdę  jest odzwierciedleniem naszych emocji w procesie rejestrowania obserwowanej rzeczywistości. Fotografia traktuje tę rzeczywistość wycinkowo, arbitralnie  z punktu widzenia czasu, miejsca, kierunku patrzenia. Uchwycony obraz jest tak dowolny, że trudno powiedzieć, że zdjęcie odzwierciedla tę  rzeczywistość. Fotografia właśnie odzwierciedla to, jak my tę rzeczywistość odbieramy.

Odczucia wywołane przez dostrzeżony wycinek świata, czy będzie nim przystanek autobusowy na białoruskiej wsi, czy somnambuliczne dziewczęta stojące przy mazurskim domu, sprawiają, że naciskam spust migawki. I nie ważna jest wówczas kompozycja zdjęcia, harmonia jego elementów, kadrowanie ujęcia. Istotna jest klarowność przekazu i jego emocjonalna treść.  Jestem zafascynowany żywą tradycją i tajemniczością pogranicza, legendą ,,mitycznej Litwy”. Moje pragnienie powrotu do kraju przodków, do ,,małych ojczyzn” opiewanych przez Mickiewicza, Słowackiego, Konwickiego czy Miłosza, nasila się we mnie z każdym tam pobytem. Na Litwie, Białorusi i Ukrainie oraz we wschodniej Polsce szukam inspiracji do swojego niekończącego się projektu, w którym przywołuję nie tylko ślady przeszłości i minionych czasów, ale przede wszystkim pokazuję współczesny obraz pogranicza przenikającej się kultury wschodniej i zachodniej. Zdaję też sobie sprawę, jak mocne są powiązania między miejscami fotografowanymi a osobistymi znakami i symbolami. Stały się one bowiem kierunkowskazami w relacjach z miejscem, jego historią, uwarunkowaniami kulturowymi i więzami rodzinnymi. Pozwoliły mi poznawać i odkrywać zaskakujące, nowe i nieznane mi dotąd obrazy z mej pamięci.

Witold Jurkiewicz

 

*    *    *

„Dla Jurkiewicza, co często podkreśla sam artysta, fotografia jest sposobem na życie. Jego zdjęcia są świadectwem prawdy bystrego obserwatora otaczającej go rzeczywistości, ale też obciążonego bagażem doświadczeń rodzinnych, będących skutkiem historycznych zmian, które odmieniły i przecięły na zawsze ciągłość tradycji i przywiązania do rodzinnych Kresów. Fotografie Jurkiewicza, niezależnie od doświadczeń jego rodziców i jego samego, są pełne refleksji i szacunku do człowieka.

Potwierdzają poetyckie spojrzenie na otaczający świat, wrażliwość na zmieniające się krajobrazy, na upływający czas i zapomniane losy”.

Prof. zw. dr hab. Jan Wiktor Sienkiewicz, polski historyk i krytyk sztuki, Katedra Historii Sztuki XX wieku w Europie Środkowej i na Emigracji - UMK Toruń

 

*    *    *

 „Nurt fotografii, w którą wpisuje się twórczość Witolda Jurkiewicza krytycy sztuki określają jako „fotografię humanistyczną”. Fotograf patrzy na ludzi, ich życie i otoczenie z zainteresowaniem, nie ocenia i nie epatuje odmiennością. Zapisane na zdjęciach Jurkiewicza sceny są, w wymiarze wizualnym dokumentalne, ale za tymi, na pierwszy rzut oka, przypadkowymi, migawkowymi ujęciami kryją się głębsze - metaforyczne lub psychologiczne - przesłania. Za realistycznie przedstawioną rzeczywistością czuje się energię życia. Artysta uważnie i z delikatnością przygląda się światu. Odczytując jego emocje, zbliżając się, bez naruszania naturalnych, intymnych granic  i do człowieka, i do przyrody, tworzy „fotografie intymne”.                                                                                                                                                     

Eliza Ptaszyńska, historyk sztuki, kustosz Muzeum Okręgowego w Suwałkach