Zamknij

ElJazz pełen Big Bitu!

23:02, 24.03.2018 | -
Skomentuj Big Bit w Eljazzie - 23 marca 2018. Fot. Jacek Nowacki
REKLAMA

Szybko minęły ponad 2 lata muzycznych spotkań w bydgoskim ElJazzie w ramach "Big Beat Jazz Clubu". Istniało jednak w tym względzie pewne subtelne niespełnienie. Mam na myśli muzykę Beatlesów. To, co nie było nam dane do tej pory, z nawiązką wynagrodzili nam zamiejscowi Beatlesi, czyli grupa Big Bit. 23 marca 2018 roku publiczność zgromadzona w dużej sali klubu przy Krętej 3, przeżyła iście bitlesowską ekstazę!
 
                                                         Stachu Bitels i przyjaciele
 
Stanisław Eryk Klein, urodzony 1 maja 1949 roku na obrzeżu bydgoskiej starówki, będąc małym dzieckiem sądził, że ta cała pierwszomajowa feta, te orkiestry to... z okazji jego urodzin!!! Stachu, nazwany później Bitelsem, dosłownie oszalał na punkcie Beatlesów i Lennona. Singielek "She Loves You" stał się niemal przedmiotem kultu. Ten utwór i kilka innych grywali z kumplami nie tylko w małym parku na Wałach Jagiellońskich, ale również na przykład pod mostem Bernardyńskim, bo tam super "niosło" te dźwięki, jak wspomniane "She Loves You", "Tell Me Why" i kilka innych, podsłuchanych w kinie "Pomorzanin" na projekcji filmu "The Beatles" (A Hard Day`s Night). Stachu spisywał również akordy, aby wraz z Kubą Pacanowskim, Andrzejem Chodaniem, wyśpiewać przy akompaniamencie gitar tę miłość do czwórki z Liverpoolu. Ten koleżeński skład czasami wspomagał również wokalnie "Alan" Edward Hanć. Gdzieś pod koniec 1966 roku zafunkcjonowali jako Płonący Krzew Dzikiej Róży. Bena Ciżmowskiego na perkusji, wkrótce zastąpił Jan "Ian" Ruciński.

Grupa momentami wręcz awangardowa, prowokującą tekstami, scenografią, ubiorami, takie jakby wczesne San Francisco, ale zawsze z tym bitelsowskim dotknięciem. Ci, którzy widywali ich w Poligrafiku lub na bydgoskiej Gitariadzie, pamiętają to doskonale. Znany muzyczny dziennikarz radiowej Trójki (nieżyjący już niestety) Janusz "Kosa" Kosiński zachwycił się nimi i wieszczył im sporą karierę...

23 marca 2018 roku Eryk (Stachu) Klein wraz z córką Klarą, Kubą Pacanowskim, Jasiem Rucińskim ponownie razem, teraz pośród publiczności ElJazzu. Jakże nie przyjść, kiedy grają muzykę ich idoli!

Płonący Krzew Dzikiej Róży - po pól wieku, prawie w komplecie (od lewej: Kuba Pacanowski, Stachu Eryk Klein, Jan "Ian" Ruciński). Fot. Jacek Nowacki


                                                                 Cały ten Big Bit
 
Grupa Big Bit założona została w 1999 roku w Warszawie z miłości do Liverpool Sound, Beatlesów i polskiego big beatu. Muzycy zespołu grali wcześniej w Papa Dance, Oddziale Zamkniętym i innych mniej znanych kapelach. Połączyła ich wspólna fascynacja muzyką największej grupy wszech czasów.
Waldemar Kuleczka to lider i pomysłodawca całego projektu i to szeroko rozumianego i co najważniejsze praktykowanego.
Dają dziesiątki koncertów, wzbudzając szalony entuzjazm wielopokoleniowych grup publiczności. Grają piosenki z tego radosnego, młodzieńczego okresu Johna, Paula, George`a i Ringo. Waldemar w rozmowie ze mną komentuje mój zachwyt nad stroną wokalną ich występów: "Staramy się odwzorowywać to brzmienie bardzo dokładnie. Aranże, harmonia głosowa to ma być jak w oryginale" i  "Nie staramy się natomiast teatralizować spektakli. Nigdy nie było naszym i moim zamiarem przebierać się w bitlesowskie garniturki".

Warto dodać, że działaniom lidera od samego początku towarzyszy pewna misja. "Zawsze chciałem popularyzować muzykę Czwórki z Liverpoolu, również w formie konkursowo-festiwalowej, Chodzi o zapoczątkowany w roku 2007 Beatlemania Festival imienia Johna Lennona, który dochował się do tej pory dziesiątek laureatów. Formuła konkursu jest prosta, każdy z uczestników wykonuje dwie piosenki z repertuaru wielkiej czwórki, a odbywa się to w kilku kategoriach, wokalnych, wokalno-instrumentalnych"  - mówi Kuleczka.   Miejscem tych corocznych spotkań jest Dom Kultury "Świt" na warszawskim Targówku. "Big Bit nagrał już pięć albumów" -  dodaje Waldemar Kuleczka. Oprócz piosenek bitlesowskich, wykonują po polsku, własne big-beatowe kompozycje i uzbierało się ich już co nieco również.

Wszelkie informacje o zespole (wraz z możliwością zakupu ich płyt) można uzyskać z pomocą ich strony www.bigbit.com.pl
 
                                                        Preludium, supportem zwane
 
Mikołaj Macioszczyk miał zagrać i zaśpiewać około pół godziny. Wyszło ciut dłużej, taka godzina lekcyjna. Trochę Boba Marleya, nieśmiertelne "Over The Rainbow" z takim odlotowym akompaniamentem na ukulele. Wszystko ascetyczne, minimalistyczne i ten przenikliwy, ale wcale nie irytujący wokal. Mikołaj mieszka w Bydgoszczy, ma 26 lat. Ciągle szuka, jak mówi, pomysłu i na życie, i na artystyczny przekaz z estrady. "Jak przyśniła mi się dziewczyna, to od razu napisałem piosenkę dla niej!" - opowiada. Typowy one man band, choć kto wie, jak to będzie w przyszłości? Zakończył polskim superstandardem "Zegarmistrz światła". Dziewczyny piszczały, a nawet wzdychały - czas jest po stronie Mikołaja, utalentowanego, charyzmatycznego młodego artysty... Trzymamy kciuki!
 
                                                           Magiczna podróż z Beatlesami
 
W dużej sali ElJazzu zasiadło kilka pokoleń - bardzo młodzi, starsi i najstarsi. Waldek Kuleczka i big-beatowa załoga, powitana przez piszącego te słowa, ruszyła ostro z "Roll Over Beethoven" i zebrani od razu poczuli, że to będzie energetycznie, radośnie i rzetelnie. Bez zbędnych ozdobników - tacy jakby Beatlesi, szturmujący Amerykę w lutym 1964 roku! Po kompozycji mistrza Chucka Berry`ego dwa urokliwe kawałki Johna i Paula "From Me To You" i "Please Please Me" - oba z 1963 roku, kiedy rodziła się Beatlemania. Gdzieś po "Helpie" Waldek tak szczerze od serca o Bydgoszczy, skomplementował nasze miasto, jako kolekcjoner, a nawet muzealnik! Założył nawet muzeum polskich gitar. "To u Was szła ich produkcja w latach 60." - powiedział. "To były Samby... produkowane w Bydgoskiej Fabryce Akordeonów" - dopowiedział donośnie z sali Leszek Agaciński (były wokalista grupy Temperamenty)...

Już w tym momencie dało się odczuć tę wzajemną chemię, sympatię i szacunek artystów i publiczności... .Jeszcze jedna z wizytówek Paula Mc Cartneya "All My Loving", a potem prawdziwy przełom w odbiorze spektaklu. Pierwsze dźwięki "Till There Was You" i na parkiet wkroczyła para taneczna, przyjęta entuzjastycznie przez zebranych! Następny super merseybeatowy czad (z repertuaru Swinging Blue Jeans i innych) gdzieś z zakurzonej kompozytorskiej teki, w latach 50. superhit Little Richarda, czyli mówiąc krótko "Tutti Frutti", następnie "I Feel Fine" i "She`s A Woman". Ten ostatni kiedyś w repertuarze polskich Szwagrów jako "Wesele" z tekstem polskim Wiesława Dymnego.

Kiedy co najmniej połowa sali ruszyła do szalonego tańca, z estrady dobiegały dźwięki z pierwszych beatlesowskich albumów - "I`m A Loser" (z For Sale), "It Won`t Be Long" (z With The Beatles) oraz ten kamień milowy, pierwszy, otwierający album "Please Please Me", czyli szalony rock`n`roll "I Saw Her Standing There".

Po tej piorunującej dawce surowego, spoconego rock`n`rolla (jak go określił gitarzysta i wokalista Hubert Gawroński), pierwszy set zakończono po polsku kompozycją własną "Big-beatowy świat 2000". Trzeba dodać, że publiczność już nie tylko tańczyła w wypełnionej po brzegi sali, ale śpiewała, krzyczała - współpracowała z artystami na maxa!
 
                                                               Bitelsowski szał - druga odsłona...
 
Czwórka z Targówka po chwili oddechu ruszyła do kolejnego bigbitowego natarcia. Znowu z dorobku Chucka Berry`ego. "Rock and Roll Music" to był majstersztyk. Nikt nie wykonał go tak ja Beatlesi.

Następny superhit to "I Want To Hold Your Hand", czyli ten, który rzucił Johnowi, Paulowi, George'owi i Ringo Amerykę do stóp, w 1964 roku. Już w przerwie byli tacy, którzy pytali czy będzie "A Hard Day`s Night"? Oczywiście, usłyszeliśmy go również, wspominając jak polskie kina, w tym bydgoskie, szalały, tupały na filmie The Beatles (A Hard Day`s Night). To nic, że trochę później niż w Londynie, w Polsce Beatlemania osiągnęła również poziom zbiorowego szaleństwa!

Z estrady w ElJazzie wieczorem 23 marca 2018 roku kolejne legendarne kawałki:  "Any Time At All" i "Eight Day`s A Week", którym Paul Mc Cartney otworzył swój warszawski koncert, 22 czerwca 2013 roku. Zanim grupa Big Bit zagrała "I Should Have Known Better", Hubert Gawroński określił ten utwór jako esensję beatlesowskiego stylu - nie sposób z tym się nie zgodzić!

"Boys", w oryginale zaśpiewane kiedyś przez Ringo Starra (od 20 marca 2018 roku - Sir Richarda Starkeya!) - w ElJazzie głównym wokalem  pochwalił się w nim basista Tomek Latos. Kiedy wydawało się już, że ten rock`n'rollowy szał rozerwie zebranych na strzępy, zaaplikowano chwilę oddechu, na zadumę i refleksję przy Lennonowskim "Imagine". Z kolei Beatlesowsko-Lennonowski "Come Together" (z Abbey Road), przypomniał po trosze jak pod koniec lat 60. rodził się hard rock.

Jeszcze raz kompozycja Waldka Kuleczki. Tym razem "Rock na cały blok", odśpiewane chórem jako "Rock na cały rok". Nikt nikogo oczywiście nie poprawiał - zabawa przecież była na 102 i nie wypadało czepiać się detali!

No i teoretyczny finisz a w nim 3 utwory: stuprocentowo szalone  "Can`t Buy Me Love", "She Loves You" (ach ta superzabawa zespołu i publiczności!!!) i "Twist And Shout", śpiewany na całym świecie, również w parkach, pod mostami jak to czynili nasi bydgoscy Beatlesi w połowie lat 60., pod dowództwem Stacha Eryka Kleina!
 
                                                        Nieudana dobranocka, bisy i do zobaczenia!!!
 
Nie wierzę w moc słowa "Dobranoc" zaraz po "Twist and Shout"! A więc bis, bardzo wysoko gatunkowy, w postaci "Hey Jude", takiego wręcz hymnu. Już się na szczęście otrząsnąłem po jednym z wykonań, choć zabrało mi to kilka lat! Ponownie brzmi to dostojnie, wręcz majestatycznie - panie osobno, panowie osobno, wszyscy razem...
Już tylko "Johnny B. Goode", w nieco rozbudowanej wersji ...
 
Była 23.30, dokładnie 55 lat po premierze pierwszego albumu The Beatles - Please Please Me.
Grupa Big Bit zmęczona, ale chyba zadowolona, bo doprowadziła publiczność w bydgoskim ElJazzie do "Twista i shoutu", czyli do dzikich tańców, wrzasków i prawie pierwotnej radości!

Podziękowania dla właściciela klubu Józka Eliasza, że wsłuchał się w nasze oczekiwania. To było jakby ukoronowanie naszych ponad 2 letnich "Big Beat Jazz Clubowych" spotkań. Grupa Big Bit zawładnęła naszymi sercami, a oni sami chyba (głośno zadeklarowali) wrócą do nas bardzo szybko. Choćby po to, aby dograć i dośpiewać "Tell Me Why", "I`ll Get You", "I Call Your Name" i wiele innych. Piszący te słowa prosi o "My Bonnie" i "Ain`t She Sweet", które towarzyszyły młodziutkim Beatlesom, kiedy tak szybko dorośleli w Hamburgu.

Grupa Big Bit wystąpiła w Bydgoszczy (zapewne nie ostatni raz!!!) w składzie: Waldemar Kuleczka - gitara, voc. - lider, Tomasz Latos - gitara basowa, voc., Hubert Gawroński - gitara, voc (+humor Ringo Starra!) i Marek Gorzkowski - perkusja.
 
 Zbigniew Michalski

(-)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz