Zamknij

Ikony i idole. O Aurelii Boruckiej-Nowickiej i Bronisławie Zygfrydzie Nowickim

10:50, 11.01.2020 | .
REKLAMA
Skomentuj
Fot. Jacek Nowacki

Dnia 9.01.2020 roku o godz. 18.00 w przyjaznej atmosferze Galerii Autorskiej odbyło się spotkanie wspomnieniowe pt. „Motyw ocalenia” poświęcone Aurelii Boruckiej-Nowickiej (1926 – 2019). Wydarzeniu temu towarzyszyło otwarcie wystawy grafiki „Cel i sens” Bronisława Zygfryda Nowickiego (1907 – 1981). W poruszający sposób teksty czytała Roma Warmus. Wernisaż, jak zawsze, prowadzili: Jacek Soliński i  Jan Kaja

      Aurelia Borucka-Nowicka i jej mąż Bronisław Zygfryd Nowicki należeli do ludzi niezłomnych. Przypadło im żyć w czasach trudnych naznaczonych nazistowskim i komunistycznym totalitaryzmem. Ona wywodząca się z dobrej mieszczańskiej rodziny. Jej ojciec był w Bydgoszczy, miedzy pierwszą a druga wojną światową, znanym muzealnikiem. On polski żołnierz, który przetrwał zawieruchę drugiej wojny światowej w niemieckim oflagu, wbrew obozowej nostalgii myślał o kulturze i wartościach konstytuujących cywilizację zachodnią takich, jak: piękno, prawda i dobro.

      Po „wojennych wichrach” obydwoje kochali życie, kierując się chrześcijańskim sposobem bycia, nie stronili od skromnych uciech i spotkań towarzyskich. Na dawnych zdjęciach widać panią Aurelię w stylowej garsonce i jej męża w nieskazitelnym garniturze, ze złotymi (zapewne?) spinkami w mankietach koszuli. Razem trzymają w dłoniach po lampce białego wina.

      Pani Aurelia zgromadziła w Muzeum Okręgowym im. Leona Wyczółkowskiego w Bydgoszczy ogromne zasoby współczesnej sztuki polskiej. Krążyły o niej legendy, że sama w pociągu potrafiła przewieźć do grodu nad Brdą, z większych polskich miast, najnowsze dzieła sztuki. Jej wkład w artystyczny rozwój kultury bydgoskiej jest ogromny. Wewnętrzny smak pani dyrektor wskazywał na to, iż współczesne dzieła sztuki można podzielić na ikony i idole. Szerzej na ten temat pisał francuski filozof Jean – Luc Marion. Ikony były prześwitem, swoistym oknem na wieczność. Natomiast idole, np. w postaci siermiężnej sztuki socrealistycznej wskazywały jedynie na ideologię marksistowsko – leninowską. Sądzę również, że szeroko rozumiana sztuka współczesna, która nawiązuje do takich ideologii, jak postmodernizm bądź dekonstrukcjonizm naznaczona jest „idolem relatywizmu”. W tak rozumianym paradygmacie sztuki i filozofii nie ma miejsca na rozumiane wartości jako bytów duchowych i transcendentnych, które kształtują wewnętrzne życie człowieka.     

      Twórczość Bronisława Zygfryda Nowickiego daje do myślenia. Jego znakomite linoryty odsyłają do duchowego życia człowieka współczesnego. Zwłaszcza głowa Chrystusa („Consummatum est”, drzeworyt, 1955)  naznaczona cierniową koroną wskazuje na to, iż droga do boskości okupiona jest cierpieniem. Natomiast linoryt z cyklu „Dramaty VI” przedstawia poplątane drzewo życia, a w zasadzie „przemieloną” ludzką osobowość, gdzie nieświadomość łączy się ze świadomością. W innym linorycie („Dramaty VII”) Nowicki powraca do motywu splątanych korzeni życia i twórczości, dobra i zła, które symbolizują także chaos, by nie powiedzieć szaleństwo, wewnętrznego świata człowieka naszych czasów. Emil Cioran, XX-wieczny pesymista napisał o sobie: „Chciałem być mędrcem, jakiego jeszcze nie było - jestem szaleńcem wśród szaleńców”. Nowicki w linorycie pt. „Labirynt” przypomina zatem, iż droga do poznania siebie samego jest bardzo trudna i może zakończyć się niepowodzeniem. Czy tak być musi? Wydaje się, że nie, ponieważ dzięki ocalającej nici Ariadny wyprawa do centrum serca - labiryntu kończy się szczęśliwie. A Tezeusz naszych czasów znajduje skarb, twórczą Jaźń i tak przemieniony powraca do świata żywych.

      W drzeworycie Nowickiego pod symbolicznym tytułem, „Zraniony ptak” znajdujemy inną nutkę nadziei. Twórca chce nam powiedzieć, że chora dusza człowieka współczesnego może wyzdrowieć i przezwyciężyć duchową dezintegrację cywilizacji Zachodu. Albowiem tam gdzie ludzki duch odcina się od szaleństwa człowieczego mózgu, pojawia się prawdziwa twórcza wolność. Dzięki temu procesowi indywiduacji, jak twierdzi Carl Gustav Jung, życie twórcy jest piękne i bogate, a on sam staje się panem samego siebie. Nikomu nie służy i nikt nie posługuje się nim. Służy samemu sobie i sam posługuje się swoim człowieczeństwem. Dlatego ma wszystko, co mu potrzeba do samotnego życia.

      Wartka dyskusja nad dorobkiem twórczego małżeństwa Aurelii Boruckiej – Nowickiej i Bronisława Zygfryda Nowickiego toczyła się z udziałem: Ireny Borowczak, Marka Chamota, Barbary Chojnackiej, Urszuli Guźleckiej, Jana Kaji, Józefa Łosia, Jacka Solińskiego, Soni Zengel i Jerzego Zegarlińskiego. Przytaczane  wspomnienia pięknie oddały charakter tych dwojga wspaniałych osób na tle czasu jaki dane było im przeżyć.

                                                                                     Grzegorz J. Grzmot-Bilski

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (1)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© bydgoszcz24.pl | Prawa zastrzeżone