Zamknij

„Mord na Zimnych Wodach” - o mrocznych sekretach przedwojennej Bydgoszczy

21:33, 06.02.2020 | .
REKLAMA
Skomentuj

W niedzielę, 9 lutego, o godz. 16 w Pałacu Nowym w Ostromecku odbędzie się spotkanie z Małgorzatą Grosman, autorką książki „Mord na Zimnych Wodach”, zdradzającej mroczne sekrety przedwojennej Bydgoszczy. Spotkanie poprowadzi Adam Gajewski.

Fabuła książki. Rok 1926, Bydgoszcz. Znalezienie zwłok młodej kobiety na wyspie na Zimnych Wodach staje się początkiem śledztwa prowadzonego przez podwładnych aspiranta Andrzeja Fąferka. Krok po kroku, z wykorzystaniem najnowszych ówczesnych technik śledczych, policjanci odkrywają mroczną historię seryjnego mordercy, która odciska się na życiu wielu mieszkańców miasta.

Giną młode kobiety, morderca otacza ciała ofiar żołędziami. Czy te morderstwa mają coś wspólnego z serią zabójstw kobiet sprzed trzech lat? Wówczas mordercy nie znaleziono. W tej historii fakty mieszają się z fikcją. Miejsca, które naprawdę istniały, a często nadal istnieją, sąsiadują ze stworzonymi na potrzeby książki. Otrzymujemy więc alternatywną historię ludzi, miejsc i zdarzeń, bardzo mocno odwołującą się do realiów.

Fragment rozmowy Alicjii Dużyk z Małgorzatą Grosman, autorką książki „Mord na Zimnych Wodach”, wydobywającej mroczne sekrety powojennej Bydgoszczy.["Kurier Ostromecki" nr 1-3 2020]

Dostrzegać to, co ciekawe

- Jakie to uczucie odpalić przeglądarkę internetową, wejść na stronę renomowanego wydawnictwa Zysk i S-ka i zobaczyć swoją książkę z adnotacją - dostępność: „jest”?

- Mrożące krew w żyłach. Dosłownie. Człowiek czeka na to, bo przecież napisał książkę, a wydawnictwo wyraziło chęć jej wydania, ale gdy przechodzi się do tego etapu pracy, po raz pierwszy czuje się, że to się rzeczywiście dzieje. Tak było w każdym razie w moim przypadku. Piszę na co dzień. Jestem dziennikarzem, na co dzień rozmawiam o tematach artykułów i o swoich tekstach, a potem czytam je wydrukowane. Książka to jednak coś zupełnie innego. Pisałam ją wolniej, bez terminu, do którego muszę ją oddać, no i bez zamówienia ze strony jakiejś redakcji. Równie dobrze po zakończeniu mogłabym ją więc pozostawić w komputerze i niczego z nią nie zrobić.

- Do tej pory zajmowałaś się dziennikarstwem. Opowiedz, jakie tematy były dla Ciebie istotne.

- To nie czas przeszły - ciągle jestem dziennikarzem. I piszę specjalistyczne artykuły do branżowych czasopism. Najwięcej do miesięczników adresowanych do farmaceutów, trochę do miesięczników dostępnych dla pacjentów w aptekach. Z jednej strony piszę więc o zagadnieniach prawnych ważnych z punktu widzenia aptek i farmaceutów. Na przykład o tym, co z początkiem 2020 roku stało się naszą codziennością, czyli o e-receptach. Z drugiej o problemach zdrowotnych… Tematyka farmaceutyczno-medyczna to jednak już któraś z kolejnych odsłon moich zawodowych zainteresowań. Przez wiele lat pracowałam w „Gazecie Pomorskiej” w dziale ekonomicznym. Pisałam o przedsiębiorstwach, bankach, parabankach, bezrobociu, upadłościach firm, długach. Przez chwilę przeskoczyłam też do zupełnie innej branży - odnawialnych źródeł energii, które dziś też są na fali.

- Przyznałaś kiedyś, że sama lubisz kryminały. Których autorów i jakie mroczne, tajemnicze opowieści polecasz?

- Kryminały czytam od dziecka. Moja mama jest prawnikiem, w domu było więc czasopismo „Prawo i Życie”, które podczytywałam. Oczywiście, nie interesowały mnie rozważania o tworzeniu przepisów, ale na ostatniej stronie były tam kryminałki z życia. W bydgoskim „Dzienniku Wieczornym” też były drukowane takie historyjki. Dlatego zaczęłam czytać książki kryminalne. Od klasyków takich jak Agata Christie, Arthur Conan Doyle czy Georges Simenon, po współczesnych autorów, z każdej strony świata. Niektóre czytałam już wiele razy. Podobnie jest z filmami kryminalnymi. Lubię też przeczytać książkę i obejrzeć film na jej podstawie. Stieg Larsson i „Dziewczyna z tatuażem” to jeden z moich ulubionych zestawów. Chętnie sięgam po polskich autorów. Bydgoszczanom, jeśli jeszcze nie znają tej książki, warto polecić przede wszystkim „Inną duszę” Łukasza Orbitowskiego. Niezwykle mroczą przez to, że opartą na wstrząsającej, prawdziwej historii. Autor stworzył bohatera pozbawionego emocji, w którym bez powodu wzbiera złość prowadząca do zbrodni.

- Podejrzewam, że wybrałaś gatunek, który cenisz. Ale czy łatwo opisywać zbrodnie?

- Pracując w „Gazecie” poznałam wiele historii, które można by przedstawić. Niekoniecznie były to zbrodnie, ale i przestępstwa finansowe, gospodarcze. Każdą z takich spraw trudno opisać, bo wymaga dociekliwości, dokładności, odwagi. Czasu i wysiłku. Umiejętności dotarcia do osób i dokumentów pozwalających ustalić fakty. Uważności, gdy słucha się tych osób i czyta te dokumenty. To bywa żmudna i do tego niepewna praca, bo nie wiadomo, co ostatecznie uda się ustalić. Zupełnie jak pisanie książki, gdy nie wiesz, czy uda ci się ją wydać.

- Mord na Zimnych Wodach (dla wielu nieznanej w mieście wyspie) dzieje się w Bydgoszczy w 1926 roku. Pokazujesz nasze miasto. Wydobywasz szczegóły prawie sprzed stu lat. Przywołujesz miejsca z niepamięci współczesnej szybkiej codzienności. Jakie to według Ciebie było miasto? W jaki sposób patrzysz na Bydgoszcz po setkach godzin spędzonych na eksploracji jego historii?

- Dla mnie to jest fascynujące miasto. Tygiel różnych kultur, o czym skutecznie zapomnieliśmy w okresie powojennym. Przedsiębiorczy ludzie - i tutejsi, i napływający z zewnątrz po 1920 roku. Chcieli żyć w Bydgoszczy, pracować i bogacić się. Chętnie się bawili. Chodzili do kin i teatrów, jadali na mieście, uprawiali sporty. Muzykowali, urządzali bale kostiumowe. Działali w rozmaitych organizacjach społecznych czy kulturalnych. Jest w tym bardzo wiele optymizmu. Nieskażonego świadomością, że już za kilka czy kilkanaście lat ich świat legnie w gruzach, bo wybuchnie kolejna wojna. Nie znaczy to, że żyli bez problemów. Gdy Niemcy opuszczali miasto zlikwidowali swoje fabryki, sklepy, gospodarstwa zaopatrujące bydgoszczan w żywność. Brakowało więc pracy, jedzenia, poczucia bezpieczeństwa. Wszystko to trzeba było tworzyć od nowa, po swojemu. A że Niemcy niechętnie patrzyli na edukację Polaków, więc dawnych kadr nie miał kto od razu zastąpić. Bydgoszczanie sprzed wieku musieli więc być twardymi ludźmi, skoro dawali sobie radę.

- Kilka wątków rozgrywa się w Ostromecku?

- Nie chciałabym niczego zdradzać, ale rzeczywiście, w książce zaglądamy do Ostromecka i poznajemy jego mieszkańców.

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (0)

Brak komentarza, Twój może być pierwszy.

Dodaj komentarz

© bydgoszcz24.pl | Prawa zastrzeżone