Zamknij

Na tyłach świata? 80. urodziny księdza poety z Gruczna

21:37, 25.09.2020 | Zdjęcia: Jacek Soliński
Skomentuj Ks. Franciszek Kamecki, fot. Jacek Soliński
REKLAMA

Ksiądz Franciszek Kamecki 3 października skończy osiemdziesiąt lat. Z tej okazji grono wspólnych przyjaciół wypowiedziało się na temat Szanownego Jubilata.

 

Część I (Bartłomiej Siwiec, Grzegorz J. Grzmot-Bilski, Wiesław Trzeciakowski i Jacek Soliński)

 

Ksiądz Franciszek Kamecki, życzliwy i dobry człowiek, poeta, przyjaciel Galerii Autorskiej, członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich Oddział Bydgoszcz.

Drogi Franciszku,

Czytam uważnie Twój wiersz Moja ojczyzna, który przesłałeś mi, gdy pracowałem nad antologią Nasze Niepodległości. W tym wierszu naszkicowałeś obraz Polski, który jest mi wyjątkowo bliski. Czytam i delektuję się polskim krajobrazem. Dzięki Tobie, mogę sobie wyobrazić jak pięknie jest nad jeziorem w Cekcynie, w Ostrowie – gdzie jak piszesz – ostre zęby pokazują dziki. Widzę Kruszkę, Bysław, Dębowiec jednym słowem polską prowincję, na którą często ludzie z większych miast patrzą „z góry”, a tymczasem Ty jesteś nią zachwycony. I powiem szczerze: Twój zachwyt staje się zaraźliwy. Tak pięknie o niej piszesz, że aż chciałbym zobaczyć Błądzim, Kozi Bórek, Zalesie, Kowalskie Błota, Cacno, Stary i Nowy Sumin.

            Powiem Ci, że łatwiej jest pisać wiersz na „nie” niż na „tak”. Łatwiej jest poetycko użalać się, cierpieć, niż napisać coś prostego, ale mądrego, dobrego i pozytywnego, coś takiego, po którym Ojczysta Ziemia staje się dla nas jeszcze bardziej piękna, jeszcze bardziej cenna.

            Dziękuję Ci za to i pamiętając o Twoich 80-tych urodzinach życzę Ci Zdrowia, Pogody Ducha. Życzę Ci też, żebyś pisał dalej wiersze na „tak”, jak najwięcej pozytywnych wierszy, bo wydaje mi się, że niektórzy nasi rodacy wciąż nie wiedzą, (nie rozumieją?) w jakim wspaniałym miejscu przyszło im żyć.

Bartłomiej Siwiec

 

Afirmacja życia. Kilka uwag o poezji ks. Franciszka Kameckiego

Ksiądz Franciszek Kamecki jest duszpasterzem i poetą w jednej osobie. Tym samym wpisuje się on w tradycję osób konsekrowanych, które łączą posługę kapłańską z twórczością poetycką. Warto w tym miejscu przywołać takie postaci, jak Thomas Merton OCSO, ks. Jerzy Pasierb, ks. Jan Twardowski czy też ks. Jan Sochoń, którzy poprzez swoją poezję są duchowymi towarzyszami człowieka współczesnego. Egzystencja ludzka w czasach przełomu między XX a XXI wiekiem naznaczona jest wewnętrznym rozbiciem i przypomina postmodernistyczny atom rzucony w chaos płynnej ekonomii. W tym trudnym świecie poezja księdza Franciszka Kameckiego niesie nie tylko pocieszenie, ale także zakorzenienie człowieka zarówno w rzeczywistości duchowej, jak i materialnej.

Wyłaniający się z wierszy autora „Tam gdzie pędraki, zielsko i cisza” poetycki pejzaż, z jednej strony poświęcony jest człowiekowi skazanemu na ukrzyżowanie i śmierć, z drugiej zaś strony propaguje on model wiary radosnej, bliskiej Chrystusowi zmartwychwstałemu. I właśnie ten aspekt rezurekcyjny jest, jak sądzę, cechą charakterystyczną poezji Kameckiego. Ksiądz-poeta, podobnie jak św. Franciszek z Asyżu, sławi miłość i radość życia codziennego. Bóg według Kameckiego jawi się jako Istota rozumiejąca, kochająca i przebaczająca człowiekowi jego winy i upadki.

W poezji Franciszka Kameckiego jesteśmy zaproszeni z jednej strony do cieszenia się chwilą obecną, z drugiej zaś strony do kontemplacji Boga w głębi własnego serca. Stąd też, ważną cechą poezji księdza i poety z Gruczna jest afirmacja życia doczesnego przenikniętego przez sacrum. Egzystencja i przyroda tworzą jedyny w swoim rodzaju pejzaż osobisty poety. Twórca cieszy się życiem i żywiołami natury, pochyla się nad biedronką siedmiokropką, lotem jaskółki i śpiewem czyżyka. Za Thomasem Mertonem OCSO można powiedzieć, że Boża miłość przemawia do poety głosem ptaków i strumieni. Autor w swoim wierszu pt. „Pejzaż osobisty” napisze:

 

„Zapraszam, obejrzyjmy pejzaż osobisty
Tutaj w Grucznie, w Polednie, w pradolinie Wisły.
Porozmawiamy z ziemią, wodą i powietrzem.
Wieczorem parów cichnie, nawet jest bezwietrznie.
Siądziesz przed lipą, gościu, pod wieżą kościoła
I razem z miejscowymi. I ktoś cię wywoła.
Zupę z rosołu poda, a nie będzie słona. […]

 

Jednocześnie, ze swojej małej wiejskiej plebanii, ksiądz Kamecki kontempluje tajemnicę światła i ciemności, dobra i zła. Ta na pozór prosta poezja prowadzi jednak współczesnego czytelnika do trudnej i złożonej kwestii przemiany wewnętrznej - metanoi. Ludzie dzisiejsi przypominają bardzo często uczniów idących do Emaus, którzy po śmierci Mistrza z Nazaretu przepełnieni są bólem, rozczarowaniem i smutkiem. Przemiana serca pozwala człowiekowi zobaczyć Chrystusa zmartwychwstałego, który objawia się swoim uczniom poprzez wyjaśnianie Słowa Bożego i łamanie chleba. Poezja i plebania w Grucznie stanowią jedno i są małym domem w „Emaus”, w którym smutni przybysze odzyskują radość życia, a rozgoryczeni nadzieję i wiarę w sens istnienia.

Poezja księdza Kameckiego wynika z autentycznego spotkania z Jezusem. Przypomina nam ona, że człowiek żyjący w postnietzscheańskim świecie, powinien porzucić ślepy hedonizm i trwanie w rozpaczy, tzn. egzystencjalny grób, na rzecz powrotu do duchowego centrum czyli Jerozolimy, domu Boga, który znajduje się w głębi ludzkiego serca. Dla kapłana z Gruczna poezja staje się rodzajem posługi kapłańskiej, czymś w rodzaju sakramentu, który włącza nas w wewnętrzne życie Chrystusa: „Jeśli więc razem z Chrystusem powstaliście z martwych, szukajcie tego, co w górze, gdzie przebywa Chrystus” (Kol 3, 1).

                                                                                 Grzegorz J. Grzmot-Bilski

 

Ksiądz i poeta

    Pamiętam, jak kilka lat temu na spotkaniu poetyckim ks. Franciszka Kameckiego w Galerii Autorskiej jeden z naszych kolegów po piórze wystąpił trochę zaczepnie do poety, zadając mu pytanie, czy jako poeta nie mówi w swoich wierszach tego, co powinien mówić jako ksiądz. Sugerował przez to, że w twórczości poetyckiej ksiądz Franek tłamsi poetę Franka, bo przecież księdzu nie wypada być szczerym, raczej wchodzi w grę kamuflaż, maska, albo ogólniki, by czytelnik nie mógł wyznań poetyckich identyfikować „na serio” z życiem autora.

     Odezwałem się wówczas z ripostą, stając w obronie poety Franka Kameckiego, gdyż ta sugestia wydała mi się obraźliwa dla poety, z tak wielkim doświadczeniem życiowym i literackim, jakoby pisze myśląc nieustannie, że jest księdzem i to wyklucza swobodę twórczą, stanowiąc formę stałej autocenzury. W końcu to zrozumiałe, że poeta musi się liczyć z tym, że jest księdzem, nie tylko w Grucznie, lecz także gdyby żył w Warszawie czy Paryżu. A my, pisarze, pokazujemy prawdę o człowieku, jacy jesteśmy,  prawdę przeżytą,  to nasz budulec literacki i nasze inspiracje. Fikcja w literaturze nie jest kłamstwem, ani oderwanym od życia światem, żywi się życiem i pokazuje ten świat w sposób intencyjny, czyli zawiera przekaz twórcy. Poeci są różni i stosują metodę świecy dymnej, za którą się kryją jak żołnierze na polu walki. Prawo pisarza daje różne możliwości, by autobiografizmy pokazywać jako fakty niemające nic wspólnego z autorem. Od tego są konwencje literackie, przywoływanie postaci mitologicznych, albo jak u Kawafisa – postaci z antyku, zwłaszcza z okresu hellenistycznego, przez które w fikcyjnym świecie mówił sam poeta. Oczywiście, że nie wolno utożsamiać postaci z wierszy z osobą twórcy tych wierszy. Należy w tym dostrzegać jedynie to, co autor chce powiedzieć, jaką chce wyrazić myśl lub dać przekaz tym, dla których pisze. 

                                                              Ks. Franciszek Kamecki z Lenką Kuhar-Daňhelovą

    Na dowód tego, że ksiądz Franek nie realizuje w poezji doktryn katolickich (w czym nie byłoby nic złego moim zdaniem, byle wynikałoby to z wewnętrznej potrzeby i wykonane z siłą talentu) ale jako człowiek mówi o człowieku (także w kontekście religijnym), przytoczyłem wówczas w moim wystąpieniu nazwisko francuskiego poety z XV wieku, które pojawia się w twórczości księdza Franka Kameckiego. To François Villon, wykształcony na Sorbonie magister, wychowanek księdza de Villon, od którego przyjął nazwisko. Mimo wykształcenia poeta Villon wybrał życie łobuza, awanturnika, złodzieja,  kolegował się z łotrzykami Paryża, mówiąc, że gdyby został księdzem, miałby zapewnione dostatnie życie. Ledwie co uszedł  z życiem spod szubienicy za bójkę z użyciem noża, z nakazem opuszczenia Paryża. Została po nim spuścizna poetycka, m.in. „Wielki testament”.

    

                Krzysztof Derdowski, ks. Franciszek Kamecki, Grzegorz J. Grzmot-Bilski i Marek Kazimierz Siwiec, 2017

     W wierszach Franciszka Kameckiego pojawiają się różne znane postaci kanonu literackiego, stanowiące punkty odniesienia, jak np. don Kichot, jego giermek Sanczo, czy autor „Boskiej komedii” A. Dante. Pytanie brzmi: co robi Villon jako postać w twórczości ks. Franka, który dobrze wie, kim był poeta François Villon? Co budzi sympatię do takiej postaci i jak to rozumieć w kontekście bycia księdzem? Czy to przypadek, że pojawia się u niego nazwisko Villona, bez negacji czy aprobaty wobec niego, i czy też jest w tym jakaś odautorska intencja? Twórczość Villona jest wyrazem buntu francuskiego poety przeciwko piętnastowiecznej Francji, a tacy buntownicy budzą odrazę  (np. u władz) lub sympatię, głównie szczerością do bólu, bezkompromisową postawą. Świętym trzeba być, a nie udawać, że się nim jest w duchu dewocji. Mamy zresztą jako chrześcijanie nie sądzić, ale miłować i wybaczać. Bo komu Chrystus wiele odpuści grzesznego długu, ten będzie Go bardzo miłował, a z nawrócenia grzesznika raduje się całe niebo. I chyba to jest powód, że Villon pojawił się także w poezji księdza Franka, jako barwna i łobuzerska postać średniowiecznego Paryża,  z perspektywą nawrócenia i nowego życia. Nie są znane dalsze jego losy (po wypędzeniu go z Paryża).

                                                                                                                 Wiesław Trzeciakowski

 

To, co pozornie oczywiste        

         Być poetą w dzisiejszych czasach znaczy posiadać dar skupiania wielu dróg kultury w całość. Język poezji, który może otwierać inne rzeczywistości, ma moc sprawczą. Ksiądz Franciszek Kamecki osiągnął tę umiejętność w stopniu imponującym. W słowach i poprzez słowa odkrywa duchowe przestrzenie, przywołuje zapomniane znaczenia, rozwija zaskakujące przesłania. Mówi własnym głosem, idzie swoją drogą, nie poddając się schematom, modom czy konwencjom. Podjął poetycki dialog, w którym współczesny świat spotyka się z wiarą. Bohaterami jego utworów są często osoby przeżywające przełom duchowy.  W ich jestestwach niepokorność wobec świata zmaga się z potrzebą zawierzenia Opatrzności. Wiara  ściera się z niewiarą w tyglu zdarzeń. Powstające dylematy, których nie sposób rozstrzygnąć, rodzą rozmaite pytania wprowadzając w wewnętrzny dyskurs.

 Dramat ludzkiego losu przyjmuje tu charakter rozległej refleksji o istnieniu. Poeta dzieli się swym egzystencjalnym niepokojem w imię poszukiwania Dobra.  Próby zrozumienia człowieka prowadzą tu do odkrywania Boga. Doświadczenie współczesności ma w tej poezji wymiar głęboko ludzki i metafizyczny zarazem.

           Uobecniane w twórczości księdza Franciszka mity naszej kultury kształtują nowy wizerunek tajemnicy. Ponadczasowa wędrówka postaci z wierszy zyskuje eschatologiczny wydźwięk. Motywem przewodnim tej podróży pozostaje  odwieczne poszukiwanie sensu ludzkiego bytu. Poeta potrafi niepozorne przejawy życia zobaczyć ponownie, zmieniając logikę ich powszedniości, zaś   filozoficzna optyka przemienia zwyczajność spraw codziennych w uniwersalną przypowieść. Pojawiająca się  ironia ma  łagodny charakter –  raczej uwrażliwia niż przynosi gorycz. Wielokrotnie używana przez autora forma wyznania kondensuje wrażenie uczuciowej bliskości z czytelnikiem.

            Twórczość poetycka ks. Kameckiego uderza prostotą i komunikatywnością. W jednym ze swoich utworów pisze: Poeci wolą jedno kryształowe zdanie, niż tysiąc hałasujących wierszy. Bycie przystępnym i zrozumiałym zdaje się być wpisane w program misji artysty.  Ksiądz–poeta jawi się jako twórca bezpretensjonalny, który dobrze rozumie tych, do których się zwraca. W twórczy sposób nazywa i „odsłania” to, co niewidzialne, przybliża to, co pozornie oczywiste a nieuchwytne. Oryginalność tej poezji fascynuje i jednocześnie pobudza czytelnika do konfrontowania się z  etycznym kanonem dobra, prawdy i piękna.

Jacek Soliński

(Zdjęcia: Jacek Soliński)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (2)

 ... z różą ... z różą

5 6

" Prestiżowy " samozwańczo, sobie: My, pisarze . . .
Tylko się śmiać. 15:53, 27.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

PiwnicznyPiwniczny

2 7

I te " mądrości " , nadęcie, banały z ciocinej kanapy! 15:13, 29.09.2020

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

REKLAMA