Zamknij

Proboszcz od spraw "małych" i "wielkich"

18:58, 24.11.2020 | .
Skomentuj Ks. prałat Romuald Biniak. Fot. Gracjan Kaja
REKLAMA

27 listopada mija 10. rocznica śmierci niezwykłego kapłana – ks. prałata Romualda Biniaka, budowniczego i wieloletniego proboszcza parafii pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy. Duchowny swoją posługą duszpasterską zapisał się w sercach tysięcy swoich parafian, mieszkańców Bydgoszczy i regionu.

Dobrze kiedy w pamięci ocalamy kogoś, kto wywołuje wiele pozytywnych wspomnień, bo to zawsze daje duchowe oparcie. W życiu ks. prałata Romualda Biniaka kluczową rolę odegrały trzy wydarzenia związane z trzema wybitnymi postaciami: pierwsza to Czcigodny Sługa Boży kardynał Stefan Wyszyński, który powierzył mu misję zorganizowania życia religijnego nowo powstałej parafii i budowę kościoła Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy (1976 r.), druga bł. ks. Jerzy Popiełuszko,  którego spotkał tuż przed jego uprowadzeniem i śmiercią (1984 r.) oraz trzecia postać  to św. Jan Paweł II, w czasie którego wizyty ks. Romuald Biniak przewodniczył  Kościelnemu Komitetowi Organizacji Wizyty Apostolskiej Ojca Świętego Jana Pawła II w Bydgoszczy (1999 r.). Wymienione trzy  postacie wywarły decydujący  wpływ na bydgoskiego proboszcza, w różny sposób były dla niego natchnieniem.
 
Ksiądz Prałat Romuald Biniak był kapłanem z charyzmą. Jako patriota,  często przywoływał chlubną przeszłość swojego narodu. Bez reszty oddany był powołaniu kapłańskiemu. Jako człowiek czynu, niestrudzony budowniczy kościoła, twórca hospicjum, działacz społeczny, a  jako człowiek skupienia głęboko zanurzony w modlitwie. Te dwie drogi aktywności: apostolska i kontemplacyjna, były wpisane w jego życie jako stały program ewangelicznej misji. Wiedział dobrze, co to znaczy kapłańska służba. Najprościej tę postawę określa  maksyma św. Benedykta z Nursji: „módl się i pracuj”. Można uznać, że realizował ją wzorowo.
 
Był otwarty na kulturę, miał wrażliwość twórcy. Dobrze wiedział, jak ważny dla religii jest język sztuki i potrafił to wykorzystać w  działalności duszpasterskiej. Jako człowiek otwarty, wrażliwy na cierpienie i krzywdę, umiał podejmować życiowe wyzwania. Choć brzmi to dziwnie i wydaje się sprzeczne, trzeba jednak zaznaczyć, że był uduchowionym pragmatykiem. Wszystkie zadania  precyzyjnie planował,  a później  z pietyzmem umiał  ich wykonanie zorganizować, jednocześnie potrafił ocalić duchową spontaniczność i czułość. W razie potrzeby, kiedy sytuacja tego wymagała, reagował błyskawicznie. Pamiętam kiedyś, przed wielu laty, w dzień powszedni, chwilę przed Mszą św. zwierzyłem mu się z troski. Córka moich przyjaciół była bardzo poważnie chora, sytuacja  wręcz graniczna. Ksiądz Prałat zareagował natychmiast podczas odprawiania Mszy św. W modlitwie powszechnej wymienił intencję jej zdrowia. Byłem zaskoczony i wzruszony, nie tylko dlatego, że pamiętał, ale również dlatego, że zrobił to z takim zaangażowaniem, jakby dotyczyło to kogoś bardzo mu bliskiego. Dziś, kiedy po kilkudziesięciu latach wracam do tego zdarzenia, dobrze rozumiem, że dla Księdza Prałata nie było spraw mniejszych czy mniej ważnych. Wczuwał się w problemy innych jak dobry kapłan ogarniający zrozumieniem potrzebujących. Ocaliłem to „małe” świadectwo jego troski, jako znak zacności, o którym nie sposób zapomnieć.  Kilka miesięcy  później obwieściłem mu wiadomość, iż córka moich przyjaciół wyzdrowiała, przyjął to z wielką radością. Sprawiał wrażenie, jakby dobrze ją znał. Nie trzeba było już nic więcej mówić, to była jego parafianka. Dzięki niemu uzmysławiam sobie, iż „wielkość” spraw współtworzymy swoim zaangażowaniem, określając w ten sposób, które z nich są „małe”, a które „wielkie”.  Ten dar rozeznania z pewnością płynął z zawierzenia Matce Bożej, jej  kult w naszej parafii był zawsze szczególnie pielęgnowany.  W tym rozpoznaniu trudno nie skojarzyć daty śmierci Księdza Prałata przypadającym 27 listopada, w dzień (180. rocznicy) objawienia Najświętszej Marii Panny św. Katarzynie Labouré, w Paryżu przy rue du Bac. Jak nie zestawić tych dat? Jak nie dostrzec tu związku? Tym bardziej, że Ksiądz Proboszcz został pochowany przy kościele w pobliżu figury NMP (będącej wizerunkiem tego właśnie objawienia), którą postawiono z jego inicjatywy. 
           
W testamencie Ksiądz Prałat otwarcie i z dumą wyznał, że kochał swoich parafian. To nie pięknie brzmiący pożegnalny frazes, ale autentyczne wyznanie oparte na prawdzie. Żywym świadectwem tych słów jest pamięć parafian odwiedzających jego grób. Kilkudziesięcioletnia wspaniała posługa duszpasterska Księdza Proboszcza w parafii Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy dowodzi, że  szczególnie w trudnych czasach szlachetność staje się cnotą, o której nie wolno zapomnieć. Przykład zacności należy ocalić, bo jest wskazaniem, co znaczy dawać świadectwo prawdzie. Ten Kapłan miał wyjątkowe wyczucie w sprawach duchowych, i jako proboszcz, i jako spowiednik. Potrafił rozmawiać z wieloma ludźmi i zawsze miał dla nich czas. Powoływał się na św. Jana Vianneya jako patrona proboszczów znajdując w nim swojego przewodnika. Słowa francuskiego duchownego: „Kapłan nie jest kapłanem dla siebie” zdają się w pełni  potwierdzać  doczesną służbę Księdza Biniaka. Z pewnością wzór proboszcza z Ars  odcisnął na jego życiu szlachetne piętno. Przenosiło się to na codzienne sprawy „małe” i „ wielkie”.
 
Parafianie szanowali go i słuchali, bo mieli do niego zaufanie. Autorytet, jaki sobie wypracował, brał się stąd, że nie unikał spraw trudnych, a czasami nawet beznadziejnych. Umiał z właściwą sobie konsekwencją stawiać czoło różnym przeciwnościom. Podejmował wiele wyzwań, spraw skomplikowanych zdawałoby się nierozwiązywalnych. Robił to jako proboszcz, jako dyrektor hospicjum, jako organizator Dni kultury Chrześcijańskiej i jako niestrudzony społecznik patronujący wielu ważnym inicjatywom. „Człowiek na trudne czasy”, wiedział, czym jest bezwzględnie działający ateistyczny ustrój walczący z Kościołem. Umiał w tych nieprzyjaznych warunkach i również później w nowej rzeczywistości po 1989 roku,  zachować godną postawę, dać przykład jak stawać się świadkiem Chrystusa. W parafii na Wyżynach działało kilkadziesiąt duszpasterstw i wspólnot. Sadzę, że wynikało to z jego zrozumienia  potrzeb wiernych i otwartego charakteru.  Był łagodny, dowcipny, czasem nawet nieśmiały, ale w razie potrzeby okazywał się konkretny i zasadniczy, a nawet bezkompromisowy. Szczodrze dzielił się z innymi swoją serdecznością,  wiedział że w ten sposób staje się bliższy ludziom. Okazywana spontaniczność najlepiej świadczy o tym, jak był wrażliwy na innych, ile potrafił okazywać im troski. Rozumiał wartość cierpienia i potrzebę niesienia ulgi cierpiącym. Potrafił odczytywać wyzwania, jakie niesie współczesność. Trwałym śladem tego zrozumienia jest Hospicjum im. bł. ks. Jerzego Popiełuszki, które wytrwale tworzył. To dzieło określa rozmiar przeżywanej troski. Parafia i Hospicjum stały się jego domem i rodziną, dla których poświęcił się bez reszty. Ciepły i bezpośredni, a jednocześnie w swojej prostolinijności, bywał nieprzewidywalny, umiał zaskakiwać i zrobił to nawet po swojej śmierci. Jako wytrawny taktyk działał w sposób dalekowzroczny i przemyślany.
 
Tak jak pragnął, został pochowany na terenie swojej ukochanej parafii. Choć wiedział, że odchodzi do Boga, chciał również tu ”pozostać”, by „być” dalej pośród najbliższych i by móc służyć orędując za nami. Jestem głęboko przekonany, że tak się dzieje. Ufam, że w jakimś sensie, choć nie umiem tego wyjaśnić Ksiądz Prałat nadal jest moim Proboszczem.
 
Trwałym śladem pamięci pozostaje ulica ks. Prałata Romualda Biniaka, przy której mieści się założone przez niego Hospicjum.
 
Na zakończenie, jako przesłanie pozostawione dla nas, pozwolę sobie zacytować fragment homilii ks. Prałata:
(…) Krzyż Chrystusa jest dla nas nauką. Naszemu Panu odebrano Jego jedyną szatę. Przybito Mu ręce, aby wszyscy widzieli, że nic nie może uczynić. uczniowie Go opuścili. I właśnie w tym momencie, na samym dnie przegranej, modli się: "W ręce Twoje oddaję Ducha mojego" (Łk 2 3,46). Jego ostatnie słowa, to nie walka ze śmiercią, lecz oddanie się jej, to oddanie się Ojcu. Poprzez śmierć jak przez szkło Chrystus widzi Ojca. To prawda, że był Bogiem, ale jako człowiek musiał wierzyć jak my, że Ojciec nie pozostawi Go samego w śmierci. Umierając Chrystus ryzykował dokładnie tyle samo, co każdy z nas w momencie swojej śmierci. Pismo Św. nie kłamie mówiąc, że był nam równy we wszystkim, za wyjątkiem grzechu (por. Hbr 4, 15). Śpiewając Gorzkie Żale nie wolno nam zapominać, że Pan Jezus nie udawał, że nie miał lepiej, bo był Bogiem. W chwili zstąpienia na świat zrezygnował z wszelkich przywilejów Syna Bożego, choć ani na moment nie przestał nim być. Zmartwychwstanie było możliwe, bo Chrystus nie zwątpił w Ojca. Zbawił nas zaufaniem aż do śmierci.
 
Jacek Soliński

 

Romuald  Biniak, urodzony 1941 w Bydgoszczy, gdzie zmarł w 2010 roku. Ksiądz katolicki. W latach 1976 – 2010 proboszcz parafii pod wezwaniem Świętych Polskich Braci Męczenników, kustosz Sanktuarium Nowych Męczenników w Bydgoszczy. W 1965 roku ukończył Wyższe Seminarium Duchowne w Gnieźnie, gdzie przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1965 – 1966 był wikariuszem w Toruniu-Podgórzu. W latach 1966 – 1967 posługę swoją pełnił w Barcinie, a w latach 1967 – 1976 w Katedrze Gnieźnieńskiej. 1 września 1976 prymas Polski, ks. kardynał Stefan Wyszyński, nominował ks. Romualda Biniaka na proboszcza parafii pod wezwaniem Świętych Polskich Braci Męczenników. W tym samym roku rozpoczęto budowę pierwszego po II wojnie światowej kościoła w Bydgoszczy, ukończono ją w 1982 roku. W latach 80. wspierał działaczy walczących w opozycji o wolną Polskę. Kościół na Wyżynach, w tym czasie, stał się jednym z głównych ośrodków modlitwy za ojczyznę. W roku 1982 był współzałożycielem i kapelanem pierwszego w historii bractwa pozawarszawskiego Domu Archikonfraterni Literackiej przy parafii. W roku 1983 był jednym z inicjatorów powstania Komitetu Organizacyjnego Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej w Bydgoszczy. Z jego inicjatywy 19 października 1985 roku w pierwszą rocznicę męczeńskiej śmierci ks. Jerzego Popiełuszki odsłonięto pomnik ku czci zamordowanego. W 1985 roku prymas Józef Glemp mianował go na członka kolegium konsultatorów Archidiecezji Gnieźnieńskiej. W 1987 roku został wyniesiony do godności Kapelana Jego Świątobliwości Jana Pawła II, a w 1995 do godności prałata jego świątobliwości. W 1989 roku założył pierwsze w województwie kujawsko-pomorskim Hospicjum im. Ks. Jerzego Popiełuszki. Jako dyrektor tej placówki niejednokrotnie  odbierał wyróżnienia m.in “Przedsiębiorstwo Fair Play” czy “Złoty Stetoskop”. Od maja 1991 roku był dziekanem Dekanatu IV – Bydgoszcz Wyżyny. W 1999 roku był przewodniczącym Kościelnego Komitetu Wizyty Apostolskiej papieża Jana Pawła w Bydgoszczy. Dzięki jego działaniom w 2009 roku odsłonięto drzwi spiżowe, a w następnym roku drzwi z królewskimi orłami. Owocem tych poczynań było wprowadzenie przez drzwi spiżowe 19 października 2010 roku relikwiarza Błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki z jego relikwiami. Jest autorem publikacji, artykułów i książek m.in. Bogu i Im zbudowaliśmy tę świątynię, Sanktuarium Nowych Męczenników świątynia modlitwy i pamięci. Za działalność duszpasterską i społeczną otrzymał wiele wyróżnień i odznaczeń m.in.: Człowiek Roku 1999, Protektor czynny Archikonfraterni Literackiej w Warszawie, Medal Kazimierza Wielkiego, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Kawalerski Orderu Polonia Restituta. Pochowany został przy kościele pw. Świętych Polskich Braci Męczenników w Bydgoszczy.

(.)

Co sądzisz na ten temat?

podoba mi się 0
nie podoba mi się 0
śmieszne 0
szokujące 0
przykre 0
wkurzające 0
facebookFacebook
twitterTwitter
wykopWykop
komentarzeKomentarze
REKLAMA
REKLAMA

komentarz (2)

Jestem w tej parafiiJestem w tej parafii

5 0

od samego jej początku i pamiętam wszystkie opisane wydarzenia. Początkowe msze święte odbywały się w drewnianym budynku , gdzie mieściło się niewiele osób. Kiedy było ciepło małe dzieci ,które były z rodzicami na mszach mogły bawić się w piasku na zewnątrz, potrzebnym do budowy kościoła. Ten kościół budowali chyba wszyscy parafianie. Jak nie osobiście to wspierali finansowo. Ksiądz R. Biniak NIDGY nikogo nie rozliczał, nie nakazywał ile ma wpłacić parafianin ,jak to często się słyszy ,że było/jest w innych parafiach. Wspieraliśmy na ile było nas stać. Zawsze zdawał sprawozdanie ile wpłacono pieniędzy, co zakupił ,za ile i co planuje w najbliższym czasie. 17:01, 25.11.2020

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

Leonard BorowskiLeonard Borowski

4 0

Też swoją rękę nieco przyłożyłem do tej budowy... Kościoła Południowego. To był bodaj 1982 rok.. Ś.p. Ksiądz Proboszcz, pamiętam, że rozdawał żywność z darów. Ponadczasowy człowiek o wielkim sercu, twórca pobliskiego Hospicjum... 18:47, 25.11.2020


0%